Recenzja książki: Frédéric Beigbeder, „Oona i Salinger”

Oni i Oona
Sprytny zabieg w świetnej książce.
materiały prasowe

Kim jest Jerome David Salinger, doskonale wiadomo. Wyjaśnić natomiast należy, kim jest piękna dziewczyna z okładki. W latach 40. XX w. mówiła o niej cała Ameryka. Oona O’Neill, córka dramaturga Eugene’a O’Neilla, była stałą bywalczynią salonów Nowego Jorku. Przebojowa i niezależna nastolatka (maskowała traumę związaną z odtrąceniem przez ojca) zawróciła w głowie największym gwiazdom. Zakochał się w niej Salinger, zalecał do niej Orson Welles, przyjaźnił Truman Capote, ożenił się z nią Chaplin. Wreszcie zafascynował się nią Beigbeder. Wszystko zaczęło się od filmu dokumentalnego o Salingerze, który francuski pisarz chciał nakręcić. W 2007 r. wybrał się do New Hampshire, ale – jeśli wierzyć jego wersji – stchórzył. Na ścianie pobliskiej knajpki dostrzegł jednak zdjęcie Oony. Postanowił więc opisać historię efemerycznego związku. 1940 r., nowojorski Stork Club. On ma 21 lat, ona 15. Wszystko ich dzieli. Mimo to nawiązują romans. Salinger wyrusza z amerykańską armią walczyć w Europie, Oona przenosi się do Hollywood.

Frédéric Beigbeder, Oona i Salinger, przeł. Anna Michalska, Noir sur Blanc, Warszawa 2016, s. 272

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną