Recenzja książki: Marta Masada, „Święto trąbek”

Trauma w wielkim seksie
Czytanie tej długiej powieści przypomina dreptanie wkoło, bo nic się nie zmienia oprócz scenerii.
materiały prasowe

Od pierwszych stron debiutanckiej powieści Marty Masady nie bardzo wiadomo, co to ma być za książka: czy erotyczna komedia w typie „Seksu w wielkim mieście” czy powieść o traumie? Czy to jest satyra na modę na żydowskość, czy psychologiczna analiza upokarzającej miłości? Problem w tym, że ta powieść nie ma jednej, spójnej konwencji, jak choćby „Noc żywych Żydów”. Chce być wszystkim naraz, rozprawiać się z problemami i wciągać jak erotyk. W konsekwencji co chwila żart osuwa się w kicz, a całość – w ciąg niekończących się pogaduszek na polsko-żydowskie tematy. Mamy oto bohaterkę Zulę uzależnioną od toksycznego reżysera Wrzeszcza, którego uwielbia, choć ten ją wyzywa od szmat. Zuli wszystko kojarzy się z Holocaustem, a jej filosemityzm przejawia się w tym, że najchętniej wyszłaby za Żyda.

Marta Masada, Święto trąbek, W.A.B., Warszawa 2016, s. 637

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną