Recenzja książki: Camilla Läckberg, „Pogromca lwów”

Anatomia zła
Autorka nie daje czytelnikowi wytchnienia dosłownie do ostatniej kartki powieści.
materiały prasowe

Szwedzka mistrzyni kryminału po raz kolejny umieszcza akcję w małym nadmorskim miasteczku Fjällbacka. Tam się urodziła, zna je naprawdę dobrze, także obyczaje miejscowej ludności, których opis jest dodatkowym walorem powieści. Tej zimy cała Fjällbacka będzie żyć sprawą nastolatki, uczennicy szkółki jeździeckiej, która zaginęła cztery miesiące wcześniej. Pewnego dnia pojawi się na pobliskiej drodze, jednak okaleczona i oślepiona przez porywacza poniesie śmierć pod kołami samochodu. Wcześniej w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęły cztery inne dziewczyny. Czy ma znaczenie, że były do siebie podobne, czy psychopata działa sam, a może w Szwecji grasuje zorganizowana grupa przestępców? Na te pytania szuka gorączkowo odpowiedzi miejscowy oddział policji, wśród nich znany z poprzednich książek autorki Patrik Hedström. Jego żona, która nieraz udowadniała, że ma talent detektywa, przygotowuje zaś książkę o kobiecie, która przed laty zamordowała męża, tytułowego pogromcę lwów (miał na imię Vladek i przyjechał do Szwecji z polskim cyrkiem).

Camilla Läckberg, Pogromca lwów, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2016, s. 432

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj