Recenzja książki: Liza Marklund, „Żelazna krew”

Narzędzia zbrodni
Kolejny świetny skandynawski kryminał, którego zakończenie nie da nam spokoju.
materiały prasowe

W szwedzkich kryminałach nikt nie ma łatwego życia. Nawet bohaterowie pozytywni przeżywają najrozmaitsze traumy i załamania. Dziennikarka Annika Bengtzon, którą po raz 11. (i niestety ostatni) spotykamy w cyklu powieściowym Lizy Marklund, postanawia skorzystać z usług psycholożki. Wkrótce zaś dowie się, że zapadła decyzja o likwidacji papierowego wydania gazety, w której pracuje. Naczelny redaktor tłumaczy: „Do tej pory sobie radziliśmy. Wydawaliśmy dodatki tematyczne, dołączaliśmy książki, CD, DVD, ale i tu cyfryzacja daje znać o sobie: Netfix, Spotify, Bokus. Nie mamy wyboru”. Brzmi znajomo, chociaż u nas do tak dramatycznych sytuacji na razie nie dochodzi. Reporterka nie zamierza się jednak poddawać, przystępując do wyjaśnienia okoliczności kolejnej zbrodni, a raczej serii zabójstw. Morderca (mordercy?) działa z wyrachowaniem, używając zwykłych narzędzi, które zmieniają się w narzędzia zbrodni.

Liza Marklund, Żelazna krew, przeł. Elżbieta Frątczak-Nowotny, Wydawnictwo Czarna Owca, s. 368

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj