Recenzja książki: David Foster Wallace, „Rzekomo fajna rzecz, której nigdy więcej nie zrobię”

Tyrania ironii
Wallace przywraca miejsce powagi w kulturze. Ale jest też po stronie czarnego humoru. Takiej mieszanki nie znajdziemy u żadnego innego pisarza.
materiały prasowe

Zanim doczekamy się przekładu najważniejszej powieści D.F. Wallace’a „Infinite Jest”, dostajemy jego zbiór esejów. To druga po „Krótkich wywiadach z paskudnymi ludźmi” książka tego niesłychanego pisarza i druga w bardzo dobrym przekładzie Jolanty Kozak. Wallace przekracza wszelkie granice: reportaż o targach zwierząt w stanie Illinois okazuje się opowieścią o bólu i strachu człowieka i zwierząt. Podobnie jak drugi tekst dla „Harper’s Bazaar” o podróży luksusowym statkiem staje się opowiadaniem o pragnieniach, których nie da się zaspokoić. W jego esejach, podobnie jak w opowiadaniach, równie ważne są przypisy. Wallace zaciera też w tajemniczy sposób granicę między czytelnikiem i pisarzem, bo cały czas myślimy o nim. O tym nadwrażliwcu odczuwającym wszystkie lęki świata w zwielokrotnieniu, który tak przenikliwie widział rzeczywistość.

David Foster Wallace, Rzekomo fajna rzecz, której nigdy więcej nie zrobię, przeł. Jolanta Kozak, W.A.B., Warszawa 2016, s. 477

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną