Recenzja książki: George Saunders, „10 grudnia. Opowiadania”

Tak działa Mrokflokss
Opowiadania są dojmujące, bolesne, czasem zabawne, ale i skuteczne – bo rzeczywiście sprawiają, że rozumiemy kogoś obcego, czasem dziwacznego.
materiały prasowe

Opowiadania George’a Saundersa pojawiały się po polsku przede wszystkim w antologiach, m.in. tej przygotowanej przez Zadie Smith, jego wielbicielkę. Jest jednym z najważniejszych amerykańskich nowelistów i to dobrze widać w zbiorze „10 grudnia”. Porównywano go z Raymondem Carverem, ale Saunders jest inny – portretuje nie tyle współczesną Amerykę, ile jest raczej badaczem granic człowieczeństwa. Testuje też granice literackie: wprowadza slang, język społecznych nizin, ale też zdarza się, że postać mówi własnym językiem pełnym archaizmów. Chodzi o to, by wytrącać czytelnika ze spokojnej lektury.

George Saunders, 10 grudnia. Opowiadania, przeł. Michał Kłobukowski, W.A.B., Warszawa 2016, s. 316

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną