Recenzja książki: Joanna Bator, „Rok królika”
Pułapka Frankensteina
Najgorzej kiedy powieść miała być zabawna i przyjemna, a wychodzi książka, przez którą brnie się z mozołem.
materiały prasowe

Najgorzej kiedy powieść miała być zabawna i przyjemna, a wychodzi książka, przez którą brnie się z mozołem. To przypadek najnowszej powieści Joanny Bator. Bohaterka, autorka romansów historycznych, zmienia tożsamość i udaje się szukać śladów rodzinnych do Ząbkowic Śląskich (dawnego Frankenstein, w którym grasuje niebezpieczny królik). Trafia do mieściny zaludnionej dziwacznymi osobnikami i w sam środek groźnych zdarzeń. Cały ten świat jest zrobiony z elementów już znanych, a to w samej prozie Bator (tak jak bohaterka, która przypomina „Ciemno, prawie noc”), a to w innych książkach i filmach (hotel to peerelowska wersja Grand Budapest Hotel, a wszystkie postaci są groteskowo przerysowane).

Joanna Bator, Rok królika, Znak, Kraków 2016, s. 416

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną