Recenzja książki: Joanna Mucha, „Wszystko się stało”
O przetrwaniu na wsi
Nie sprawdza się ani jako historia fantastyczna, ani jako metaforyczna opowieść o współczesności.
materiały prasowe

Swoją debiutancką powieść Joanna Mucha (posłanka PO i była minister) zaczyna od zniszczenia świata. Niezbyt efektownego jednak, bo z prowadzonego przez główną bohaterkę dziennika dowiadujemy się tylko, że stało się TO i w efekcie TEGO większość populacji Ziemi cofnęła się w rozwoju, tracąc inteligencję i zamieniając się w kierowanych instynktami dzikusów. Anna, była specjalistka od kampanii wyborczych, jednak nie „wróciła”, czyli pozostała normalna, powieść „Wszystko się stało” to zatem zapis jej walki o przetrwanie w nowym brutalnym świecie. Przy czym rzeczona walka sprowadza się do nauki dojenia krów, łowienia ryb, koszenia trawy, sadzenia warzyw i doglądania kur – wszystko zaś do wtóru przemyśleń o tym, jakie to mamy straszne czasy, gdzie współczesny człowiek, pozostawiony bez techniki, jest bezradny, bo nie umie polować czy sadzić ziemniaków. To historia typu „mieszczuch trafia na wieś”.

Joanna Mucha, Wszystko się stało, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2017, s. 268

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną