Recenzja książki: Robert Pucek, „Siedemnaście zwierząt”

O jedno zwierzę za daleko
Do czytelnika należy decyzja, czy na pewno chce do chatki autora zaglądać.
materiały prasowe

Robert Pucek pisze z „chatki”. Ustawił ją tam, gdzie Wschód spotyka się z Zachodem, Północ z Południem, gdzie Bashō wita się z Platonem, a Goethe z Tocquevillem. Ustawił na skraju lasu, który, jak pisał Ralph Waldo Emerson, „swoją świętością zawstydza religie” – i w bezpiecznej odległości od miasta, tego „nieludzkiego ogrodu zoologicznego”, gdzie ulice są, zdaniem autora, „jak jelita smoka, który trawi swoich mieszkańców”, „puszczając przy tym wiatry”. W chatce podmiot liryczny oddaje się chwytaniu zwierząt w pułapki wyrafinowanych metafor i alegorii rodem ze średniowiecznych bestiariuszy oraz gnostyckich woluminów – i wypuszcza w formie poetyckich esejów.

Robert Pucek, Siedemnaście zwierząt, Czarne, 2017, s. 160

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną