Co nas obchodzi świat

 
Na świecie są poziomki, śnieg, morze, wino, podróże - czy nie szkoda czasu na politykę? Czy politycy są w czymkolwiek mądrzejsi od zwykłych ludzi i dlaczego pozwalamy, żeby nami rządzili? Skoro polityków sprzedaje się jak każdy towar - w reklamie - czy państwo, prawo, rząd i politycy - to tylko spektakl dla ciemnego ludu? Czy można w ogóle się dowiedzieć czegoś istotnego o świecie? Czy nie szkoda czasu na czytanie prasy i oglądanie dzienników telewizyjnych? Jak nie dać się ogłupić? Chciałem początkowo zatytułować tę książkę: „Podręcznik dla osób pogardzających polityką”, ale mój bardziej doświadczony w pisaniu książek kolega był zdania, że słowo „podręcznik” w tytule może odstraszać młodzież. Z podobnego powodu odpadła też: „Instrukcja obywatelska na czas chaosu”. W istocie nikogo nie zamierzam instruować, liczę, że wnioski – na podstawie przykładów i anegdot – każdy wyciągnie sobie sam, jakie chce. Dziś jak wiadomo z mody ciągle nie wyszedł jeszcze postmodernizm, skomplikowany termin z dziedziny antropologii kulturowej, który oznacza po prostu: „róbta co chceta” czy dokładniej: „myślta co chceta”.

Ściągawka na czasy chaosu? Że żyjemy w jakimś chaosie – nie ulega dla mnie wątpliwości. Życie to sen wariata śniony nieprzytomnie – pamiętasz kotku, kto to powiedział? Informacji mamy coraz więcej, więcej niż 24 godziny na dobę. Tak jak kiedy chłop śpi, to mu zboże w polu podobno samo rośnie, tak świat, jak elektroniczna giełda, nie zasypia nigdy; my sobie śpimy, a w polu narasta ciągła fala, prawdziwa powódź informacji, by zalewać nas zaraz po przebudzeniu. Na szczęście, nikt nie tonie, bo można po tym chaosie z powodzeniem pływać wierzchem, zresztą, co nas obchodzi świat? Ale – jak z zaniepokojeniem mówi słusznie podziwiany Ryszard Kapuściński – tyrania chwili dezinformuje i deformuje obraz świata. Tyrania chwili to szukanie wciąż nowych wiadomości bieżących, choroba bieżączki, jak mówiliśmy narzekając na poranne dyżury w agencji prasowej. I tak jest: wielość informacji nikomu jeszcze nie pomogła w lepszym zrozumieniu świata, a zwłaszcza polityki.

 Jestem niestety zarozumiały, ale nie na aż tak, by twierdzić, że sam świat rozumiem. Jednak przez tyle lat – i w programie telewizyjnym „7 Dni Świat” i w „Polityce”, mojej obecnej redakcji i wcześniej w Redakcji Zagranicznej Polskiej Agencji Prasowej – coś tam poznałem. Zwłaszcza, nagrabiłem kilka pytań, które w tej książce stawiam i lepiej lub gorzej przytaczam na nie odpowiedzi; przeważnie pochodzących od wybitnych specjalistów. Jest kilka historii, dla polityki ważnych, trochę anegdot, dat, nazwisk. Mam nadzieję, że nie zanudzę. Niestety, jak zwykle, kasa teatru pieniędzy nie zwraca. Ale, proszę, zaryzykujcie. 

Używam często angielskich czy francuskich terminów, nie ze snobizmu, najwyżej trochę, ale dlatego, że to książka o świecie. Tak jak w sieci, w www. napotykamy na terminy, które trudno przetłumaczyć, tak i w kulturze globalnej wioski rodzą się słowa ciągle bez odpowiednika polskiego. Infotainment, spin, spin doctor, hype, hypeing – na pewno to Was drodzy czytelnicy trochę zaintryguje. Nie znam się na polityce krajowej, trzeba jej dużo więcej łykać, słuchać i czytać, by coś o niej ciekawego powiedzieć. Danie niezbyt to strawne. Zresztą, nie wiem czy kogokolwiek zachęciłbym do przyglądania się ponownie paniom i panom K., panom L., G., T. (nikogo nie pominąłem?), skoro mają Państwo ich na co dzień? A więc – przykłady i ilustracje – tylko ze świata. Liczę na to, powtarzam, że wnioski narzucą się same, bez nadmiernej dydaktyki ze strony autorów, których cytuję.

Mimowolnie porównujemy się do świata i na ogół z pretensjami i kompleksami. Świat, o którym piszę, Europa i Ameryka, jest bogatszy, ale czy od razu lepszy? Mam nadzieję, że przynajmniej kilku czytelników kompleksów się pozbędzie.
 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj