Recenzja książki: Elena Poniatowska, „Leonora”

Carrington nr 2
Autorka nie uroniła niczego z burzliwych losów artystki, a jako pisarka bardzo sprawna, potrafiła okruchy informacji biograficznych zamienić na szeroką panoramę obyczajową artystycznego surrealistycznego światka owych czasów.
materiały prasowe

Wypada zacząć od przestrogi, by Leonory Carrington nie mylić z Dorą Carrington. Obie były brytyjskimi malarkami żyjącymi w XX w. i obie zapisały się w historii jako osoby skłonne do skandali. O Dorze nakręcono pamiętny film z Emmą Thompson w roli głównej, zaś o Leonorze traktuje ta książka. Pochodziła z zacnej rodziny, a wykształcenie odebrała w zakonnych szkołach. Co nie przeszkodziło jej od wczesnej młodości kontestować, łamać konwenanse, prowokować. Zaproszona do królewskiej loży na wyścigach w Ascot, przesiedziała cały dzień w kącie z książką Aldousa Huxleya, a zaproszona w Wenecji do rezydencji księcia Corti, odmówiła, twierdząc, że nie chce oglądać kolejnej marmurowej posadzki. Nic więc dziwnego, że wyrosła z niej artystka niepokorna, zapamiętana zarówno dzięki gorącemu związkowi z Maxem Ernstem, jak i onirycznym surrealistycznym obrazom.

Elena Poniatowska, Leonora, Sonia Draga, Katowice 2017, s. 438

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj