Recenzja książki: Wioletta Grzegorzewska, „Stancje”
Ciała i duchy w Częstochowie
Brakuje silnego spoiwa powieściowego i przez to nowa książka Grzegorzewskiej nie ma siły.
materiały prasowe

Angielska wersja poprzedniej książki tej autorki „Guguły” – „Swallowing Mercury” w przekładzie Elizy Marciniak zyskała nominację do międzynarodowej Nagrody Bookera, jest też nominowana do Nagrody im. Jana Michalskiego. A w Polsce dostajemy właśnie „Stancje”, powieść, którą można czytać jak zapis dalszych, studenckich losów bohaterki „Guguł”. Bohaterka dostała się na polonistykę w Częstochowie w 1994 r., ale ponieważ jej rodzinna wieś Hektary jest zbyt blisko, nie dostała miejsca w akademiku. I tak zaczęła się jej wędrówka po mieście: od hotelu robotniczego, przez stancję u sióstr zakonnych, po wynajęte pokoje. Ta opowieść od pierwszych stron wzbudza wielki apetyt – odtworzonymi realiami połowy lat 90., portretem miasta, które jest „podszyte wsią”, wreszcie przygodami Wioli, która ludwikiem szoruje konfesjonał u sióstr, zbiera nekrologi i czeka na pana Kamila, w którym się zadurzyła.

Wioletta Grzegorzewska, Stancje, W.A.B., Warszawa 2017, s. 192

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną