Recenzja książki: Herbert Rosendorfer, „Budowniczy ruin”
Czas, sen i sens
Powieść jest brawurowa, miejscami absurdalnie zabawna i nieprzewidywalna, nieustannie zaskakuje.
materiały prasowe

Wspaniale, że PIW wznowił po 45 latach legendarną powieść Herberta Rosendorfera „Budowniczy ruin”. Rosendorfer, z zawodu sędzia, zyskał sławę jako autor powieści, ale był (zmarł w 2012 r.) człowiekiem wszechstronnym – komponował, malował, pisał rozprawy historyczne, sztuki teatralne i scenariusze seriali. I taki jest „Budowniczy ruin”, jego debiutancka powieść, która dialoguje z najrozmaitszymi tekstami i utworami muzycznymi. W tej powieści szkatułkowej historie przechodzą w następne historie, wielopoziomowe opowieści okazują się często snami, z których budzimy się w kolejnym śnie. Rosendorfer był pod wrażeniem „Rękopisu znalezionego w Saragossie”, który powraca tutaj na wiele sposobów, np. dokładnie w środku powieści kula przeszywa egzemplarz „Rękopisu”, zamiast trafić w ofiarę (demonicznego profesora).

Herbert Rosendorfer, Budowniczy ruin, przeł. Edwin Herbert (przekład przejrzał Ryszard Turczyn), PIW, Warszawa 2017, s. 496

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną