Recenzja książki: Agneta Pleijel, „Zapach mężczyzny”

Patriarchalny klincz
Więcej tak świetnie napisanych (i przełożonych) manifestów.
materiały prasowe

Po niedawno wydanej „Wróżbie. Wspomnienia dziewczynki” polski czytelnik dostaje kolejną część autobiograficznego cyklu Agnety Pleijel. I znowu jest bardzo dobrze. „Mój ojciec mnie pożąda” i dalej: „Tak mi się wtedy wydawało. (…) Pierwszy zarzut wobec tamtego wspomnienia: że sobie to wymyśliłam” – zaczyna szwedzka pisarka w „Zapachu mężczyzny” swój literacki pochód przez świat nieostrych granic, gdzie wrażenia i wspomnienia wchodzą w miejsce zdań twierdzących. Nie zmieścił się tutaj męski obiektywizm, jest za to pisana przez kobietę opowieść o doświadczeniu bycia w świecie wrogim, agresywnym i niezmiennie patriarchalnym. W tej rzeczywistości bohaterka chwyta się literatury, czyta Tołstoja, George’a Bernarda Shawa, Edith Södergran, a kiedy nie ma już siły, wychodzi i czasem tylko żałuje, że nie została w łóżku z Eliotem. 

Agneta Pleijel, Zapach mężczyzny, przeł. Justyna Czechowska, Karakter, Kraków 2017, s. 304

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną