Recenzja książki: Maciej Płaza, „Robinson w Bolechowie”

Szarość, zieleń i biel
Można się w niej zgubić, ale to dlatego, że czytelnik też musi ten świat cały czas stwarzać.
materiały prasowe

Przy czytaniu drugiej powieści Macieja Płazy, znawcy twórczości Lema i tłumacza m.in. Lovecrafta, dobrze mieć w oczach obrazy Andrew Wyetha. Jego portret kobiety w oknie jest na okładce, a w samej powieści są odesłania do kolejnych i do biografii malarza. Odrealniają przestrzeń, miejscowość Bolechów, w której rozgrywa się historia. Bolechów mieścił w sobie wszystko: gospodarską wieś, pegeerowskie miasteczko i pałac na wzgórzu. Pałac, wieś i malarstwo tworzą główną oś opowieści o malarzu Robercie. Tę małą historię zagarnia ta wielka – wojna, powojnie, awans społeczny, a potem wejście do Unii, kiedy to Bolechów rozrasta się dzięki dotacjom, i katastrofa smoleńska.

Maciej Płaza, Robinson w Bolechowie, W.A.B., Warszawa 2017, s. 456

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną