Fragment książki "Ja, urodzona w Warszawie"

  
Dyskusja toczyła się w międzynarodowym języku rosyjskim (posługując się tym językiem, można było zwiedzić wszystkie zaprzyjaźnione kraje, wszędzie był językiem obowiązkowym).

Jako aperitif podano mi biały płyn cuchnący anyżkiem, mastikę. Nie do przełknięcia. Uśmiechając się, po silnym wydechu, wypijam tę truciznę. Prosto do brzucha. Na zdrowie! Widząc mój zapał do mastiki, natychmiast podają mi drugą szklankę.

Zauważam, że oni dolewają do tego wody, a trucizna staje się mętnawobiała.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną