szukaj
Fragment książki "Małż"

 
– Jesteśmy prężnie rozwijającym się dziennikiem. Gazetą, która dociera do setek tysięcy ludzi w całym kraju. Poszukujemy kogoś błyskotliwego do działu rozrywki, kogoś inteligentnego, dowcipnego, a zarazem patrzącego krytycznym okiem na rzeczywistość. Poszukujemy modelu tanio plus szybko. Proszę napisać felieton, kilka krótkich recenzji, mogą być filmowe, mogą być teatralne, wiedzą państwo o co chodzi, prawda? Nie spodziewaliśmy się, że przyjdzie was aż tak dużo. Jesteście już trzecią grupą ludzi dzisiaj. Im więcej, tym lepiej. Będzie z czego wybierać. Macie czas do jutra do godziny szesnastej. Wybierzemy dziesięć najlepszych tekstów i tylko do tych zadzwonimy.

– Halo. Dzień dobry, bardzo nam się spodobał pani tekst, wybraliśmy go spośród trzystu nadesłanych. Czy mogłaby pani napisać propozycje na trzydzieści tematów, o których chciałaby pani pisać?

Oczywiście. Trzydzieści tematów, cały wieczór mi to zajęło, mam gotowe.

Zanoszę, uśmiechnięta pani mi dziękuje, ja uśmiechniętej pani też dziękuję i sama też się uśmiecham. I czekam aż ona mi coś powie. Proszę jutro przyjść to podpiszemy umowę, albo za tekst płacimy tyle, czy to pani odpowiada, albo pokój naczelnego jest tam, proszę zaczekać, za kilka minut szef panią przyjmie, może się pani kawy napije, herbaty, soku, ciasteczko, paluszki. Ale ona nic. Uśmiecha się i nic. Więc ja ją chcę zapytać, ale ona jest szybsza, wyczuwa moje intencje i nie dając mi dojść do słowa ze swoim nienagannym, wypranym i wyprasowanym uśmiechem mówi:

– Dziękuję pani, to wszystko... Proszę czekać, redaktor naczelny i szef działu rozrywki zapoznają się z tematami i oddzwonimy do pani.

„Oddzwonimy” brzmi podejrzanie. Po dwóch dniach ja oddzwaniam.

– Ja przyniosłam trzydzieści tematów...

– Tak, tak, ja wiem, ale proszę o cierpliwość, zadzwonimy do pani.

Po tygodniu milczenia dzwonię i proszę o rozmowę z szefem działu rozrywki. Niestety jest bardzo zajęty, ma bardzo pilne spotkanie. Ma ważne posiedzenie. Jest na zebraniu. Akurat wyszedł przed chwilą. Ma zajętą linię. Nie może w tej chwili rozmawiać. Szef przyjmuje bardzo ważnego gościa. Szef wyjechał w sprawach służbowych. Niestety, ale nie może odebrać telefonu. Ma naradę. Udziela wywiadu. Posuwa swą sekretarkę w zamkniętym gabinecie. Robi kupę na pani trzydzieści tematów. Niech się pani nie łudzi, że coś z tego będzie. Po tygodniu dzwonienia z mojej niesłużbowej komórki dałam sobie spokój. Oczywiście, nie zadzwonił nikt.

Kiedyś będąc w sklepie, z ciekawości przejrzałam ten dziennik. No cóż, mój temat w dziale rozrywki opisywał ktoś inny.

Dni się mylą. Każdy z nich jak się tylko zacznie, to myślę o tym, żeby był już jak najszybciej wieczór. Jak jest wieczór, to nie mogę spać, bo tabletki, które pan doktor przepisał, nie nadają się nawet do tego, by je rozpuścić w wodzie i wstrzyknąć dożylnie. Jak pani sypia? Nie sypiam. Oglądam sobie panią z telewizji, kiedy pyta z profesjonalną miną i podkładem na twarzy, pięknie ubrana w elegancki kostium, spodnie dobrane kolorem do butów i zegarka, paznokcie do klipsów, kolor pomadki do ust koresponduje z pasemkami w kolorze wiśnia, uczestniczkę programu, która niestety ani pasemek, ani eleganckiego paska, jak się czułaś wtedy kiedy się okazało, że poroniłaś, jakie były twoje odczucia, o czym sobie pomyślałaś, o tym, że jesteś do niczego, czy o tym, że twój mąż będzie chciał cię zostawić?

Broda zapytanej drży, szuka pomocy wzrokiem, ale w przytulnym studiu pomocy nie ma. Trzech panów kamerzystów, jeden to nawet tory ma na krótką jazdę, pan dźwiękowiec, lampy w twarz, i nie dość, że rażą, to jeszcze parzą, i jeszcze pan realizator na górze, dwójka bliski, trójka przygotuj się na ogólny widowni, pani w minispódniczce z kartonem, na którym ma napisane klaskać, śmiać się, cisza, w zależności od okoliczności, co sobie pomyślałaś wtedy, kiedy okazało się, że twoje nienarodzone życie już nie żyje.

Jest przerwa na reklamę, a później dają powtórki kawalera, gdzie dziesięć uczestniczek programu i jeden upicowany laluś, lowelas w garniturze na plaży, a one jak księżniczki na targu, księżniczki z przeceny, tanie laski do wzięcia, a on im badylastymi różami zamyka usta umalowane, a one przed kamerami i przed nim płaszczą się, i przypomina to jakąś farsę, nawet mnie to bawi, jak on z kamienną twarzą każdej z nich z osobna próbuje wsadzić język do buzi, a one się na to nabierają, i przyjmują w siebie ten jego jęzor. Jęzor uczesanego frajera, co nigdy wpierdol nie dostał. I zaczynają się między sobą coraz bardziej nienawidzić, spiskować.

Powinnyśmy sobie wszystkie usiąść i wylać nasze żale, jakie do siebie mamy, co nam na sercu leży, proponuje jedna z nich. No jakie żale, ja nic do nikogo nie mam. Przypomina to jakąś satyrę, żart który o pierwszej w nocy zamiast bawić straszy.

Na innym programie pan pani głowę obciął, już na początku filmu, a później przez całe następne osiemdziesiąt pięć i pół minuty film toczy się w sądzie, zbliżenie sędziego, zbliżenie oskarżonego, ogólny na ławę, przebitka na adwokata, ręce czyjeś, nie wiadomo czyje, to tylko film, życie to film. A ty i tak nic. I de namber ju ar trajink tu ricz iz karentli...
    
Witamy państwa w programie! Można wygrać tysiąc złotych. Do zjedzenia mamy dziesięć suszonych mrówek, ludzką przysadkę mózgową, albo wielkoskrzydłowego karaczana, trzeba odpowiedzieć na pytanie kto jest autorem teorii, że Ziemia się kręci wokół Słońca. Zaczynamy. Kto jest autorem, że Ziemia się kręci, a ziemia się w ogóle kręci? Ja nie czuję, żeby coś się kręciło.

Po raz pierwszy w Polsce, na raty, bez kitu, przyjdź do nas, a my ci ten kit sprzedamy. Może pan teraz się zdecydować. Poradził sobie pan z mrówkami, z wężami, z gwoździami, z mózgiem, ma pan na koncie pewną sumę, jeśli teraz powiedzie się panu, suma się podwoi, a może potroi, a może nawet poczworzy, jeśli nie uda się panu, za karę musi pan taką sumę wpłacić do kasy przeciwnika. Na co się pan decyduje? Wybiera pan kluczyk do czwartej kłódki, esemes do przyjaciela, podpowiedź publiczności, czy zapadnię? W tej chwili ważą się pana losy, waży się pana życie, co pan wybiera? Czas mija, jeszcze tylko trzy sekundy, a państwa zapraszamy po przerwie reklamowej.

Dociera do mnie, co się na świecie dzieje, pan z ekranu telewizora mówi głosem cieplutkim jak zwymiotowana przed chwilą gorąca zupa mleczna wpychana dzieciakom do gardeł przez brzydkie panie przedszkolanki, mówi tym głosem do mnie i do kilkunastu albo kilkudziesięciu tysięcy gejów, nie bójcie się, my chcemy wam pomóc, chcemy was uleczyć, wyleczymy was z waszej choroby, porozklejamy na mieście plakaty: zakaz pedałowania i od razu się zrobi lepiej. Chcemy wam pomóc, zajebiemy was kutasy, jak się nie przestaniecie pieprzyć między sobą, zajebiemy was odmieńcy, jego oczy mówią w ten sposób, jego zmarszczki układają się w wielkie wypierdalać pedzie, a z ust wypływa cieplutki głosik jak ciepłe śmierdzące gówno prosto do uszu, oczu i nosa telewidzów, prosto do ich gardeł, chcemy wam pomóc, chcemy was uleczyć, z tego samego powodu, z którego chcemy uleczyć czarnuchów, aby się wreszcie biali stali, chcemy uleczyć kobiety, które nie chcą rodzić nam następnych podobnych do nas skurwysynów, pomożemy wam, nie traćcie nadziei.

Nasza firma zajmuje się organizowaniem koncertów. Jesteśmy pośrednikami, ktoś robi imprezę, bankiet, jakieś przyjęcie z okazji dziesięciolecia firmy, takie tam, wiesz. Panie sekretarki, wykałaczki z kawałeczkiem serka i oliwka, wszyscy się pchają, żeby na talerzyku papierowym dostać kawałeczek pieczonego strusia, a to i tak nie struś, bo szef kuchni poleca strusia, a gotuje głowiznę kupioną pod halą banacha, przyprawia, oni po tego strusia lecą, taka impreza, ziomale – ziomalom, pan Z. i przyjaciele. Poklepywanie się po ramionach i po tyłeczkach. No i oni chcą na przykład, żeby im przygrywał jakiś artysta sceny polskiej. Dzwonią do nas, my im go załatwiamy, bierzemy kasę za zorganizowanie całego balu. Czasem nam się trafia coś przy opolu, przy fryderykach.

– Dostaliśmy właśnie faks, kto wygrał konkurs na piosenkę.

– Jak to kto wygrał? Jak to? Dopiero jutro będzie ten konkurs.

– Nie bądź dziecinna. Wiesz, widzowie i tak będą jutro głosowali, tysiące esemesów, ale my już mamy ten faks.

– Jak to macie faks?

– My już wiemy kto wygrał.

– Przecież oni jeszcze nie głosowali. Skąd wiecie jak będą głosowali?

– Nie mogą głosować, jak im się podoba, rozumiesz? Oni jeszcze nie zagłosowali, ale my już wiemy kto wygra. My
i tak wiemy. Umawiamy się przed imprezą, przed transmisją, przed meczem, przed zawodami. Umawiamy się, my musimy to wiedzieć. To nie może być inaczej. Kamery ustawione, dziennikarze, światło, to nie może być tak, że wszystkie kamery na panią S., a tu nagle się okazało, że widzowie wybrali panią Z., no jak to by było, jesteśmy profesjonalistami, wszystko musi być przygotowane.


  
– Dzwonisz do tego gościa, pytasz go, czy za tyle zagra za dwa tygodnie, telefony masz w ałtluku, dzwonisz, mówisz, że jesteś od nas i zapodajesz jakąś miłą gadkę, wiesz o co chodzi. To jest taki typ, co kiedyś przez trzy lata był na topie, a teraz nic nie robi, pewnie będzie coś ściemniał, ale on wie, że my wiemy, że on nic nie robi.

– Za ile on ma zagrać? Za sześćset złotych jeden koncert? – pytam zdziwiona.

– Za sześć tysięcy.

– Za sześć tysięcy?

– Dzień dobry, zagra pan za sześć tysięcy?

– Kochanienka, nie rozśmieszaj mnie, ja nie takie sumy z koncertów brałem, czy nie uważasz, że sześć tysięcy to dla artysty takiego jak ja to trochę mało...

– No nie wiem.

– Ja siedzę miesiąc na telefonie,w dusznym pokoiku, bez okna za osiemset.

– No wiesz, córeczko, ja jestem…

– Nie jestem pana córeczką.

– Nie jest pani zbyt miła, proszę powiedzieć szefowi, że to nie jest propozycja dla mnie, ale...

– No cóż, rozmawiałem z nim, był wstrząśnięty twoją impertynencją, tak to ujął. Nie wiem, czy nadajesz się, żeby prowadzić takie negocjacje, napisałaś w si wi, że jesteś odpowiedzialna, cierpliwa, klient jaki by nie był, może być i największy gbur, to nasz klient, jeśli możemy zarobić, to to się liczy, a nie jakieś twoje personalne wymysły. Niestety, mimo że jesteś moją koleżanką i bardzo cię lubię, nie możesz tu dłużej pracować, bo nam wszystkich wystraszysz.

Wciągam brzuch przed lustrem. Wciągam brzuch na jodze. Pan od jogi to widzi, podchodzi do mnie, wciska mi kręgosłup w dół, nogi prostuje, ale to i tak jakoś nie idzie. Powitanie słońca, okręt, półokręt, ta łysa z tatuażem na karku robi wszystko idealnie, jak człowiek-guma. Podglądam ją ukradkiem, pan od jogi i tak wszystko widzi. Czasem mówi:

– W jodze trzeba skupić się na sobie, trzeba skierować energię do wewnątrz, nie patrzeć co robią inni...

Ale ta łysa, ale ona jest. Robi wszystko. Nawet kij jej wychodzi i w tym kiju wytrzymuje, a ja od razu upadam na podłogę.

Wciągam sobie przed lustrem brzuch, oglądam wystawy w pięknych sklepach, zastanawiam się jak one to robią, że mają zawsze nieskazitelnie czyste białe spodnie, że na bluzce nie ma żadnych zagnieceń, że mają takie paznokcie pomalowane w kolorowe obrazki, że ich nogi są wydepilowane i ani śladu tłuszczu na brzuchach, że nawet jak siadają, to nic im się nie zawija, nic im się nie fałduje.

A ja oszukuję, że mi się nie fałduje, a one się śmieją ze mnie z okładek i z gazet, bo mój brzuch nie jest wcale wklęsły i idealnie twardy. Bo ja mam paznokcie obgryzione i włosy nierówno przycięte nożyczkami w wannie, a one do mnie piszą: schudnij tego lata, jesteś tego warta, zadbaj o włosy, bądź piękna dla niego. A mi lakier za linię wychodził, jak kiedyś spróbowałam, może ja mam za małe te paznokcie, za krótkie, bo lakier mi się wylewa na skórę, kredka do oczu mi krzywo maluje, oko mi się rozlewa na podłogę, cały mój świat w obliczu podkładu się wycofuje, chowa się do szafy, i nic z tego.

A one mają plastry antykoncepcyjne, wystają im spod biodrówek, spod staników koronkowych, spod stringów. Mają cerę nieskazitelnie jednakowej barwy. Mają sny czyste i bez plam. Sny wyprane uprzednio w proszku z mikrogranulkami.

Mają poglądy z gazet, opinie o wojnie  – nasza misja jest niezwykle ważna. Mają zdanie na temat feministek – o co ten hałas, po co te protesty. Mają mężczyzn w czystych koszulach i w nażelowanych włosach. Mają mężczyzn z telefonami komórkowymi nowej generacji, z telefonami, którymi można filmy kręcić i wysyłać je potem mejlem. Mają mężczyzn w luksusowych samochodach kupionych na raty i w promocji, a w tych samochodach mają wypreparowany zapach cynamonu i radio ustawione na dziewięćdziesiąt cztery.

Mają swoje własne wielkie problemy. Jak pozbyć się rozstępów? Czy kupić krem pod oczy, czy może krem do skórek przy paznokciach? Dlaczego dwuletni Jasio nie chce jeść kaszki na mleku? Czy powinnam zacząć uczyć mojego półrocznego synka żeby jadł z butelki? Czy pieluchy tetrowe szkodzą? Co oznacza wysypka za uchem? Co zrobić z psem, jeśli dziecko ma uczulenie na sierść? Dlaczego mój mąż nie chce być przy porodzie? Co poradzić na łamliwe końcówki? Gdzie zasięgnąć porady specjalisty? Jak mam się wyleczyć z upławów? Co zrobić jeśli seks nie sprawia przyjemności? Jak zwalczyć łupież? Jak napisać si wi? Jak zdobyć sympatię i zaufanie szefa? Jak pogodzić pracę z wychowaniem dziecka? Jak schudnąć bez efektu jojo? Gdzie najlepiej wybrać się na zakupy? Co będzie modne tej wiosny?

Jak walczyć ze zmarszczkami?

Jak walczyć z tłuszczem?

Jak walczyć ze swoją głową?

Jak skutecznie walczyć ze sobą?

I patrzą na mnie te suki. Te nieskazitelnie białe wytwory z fotoszopa. Patrzą jak jadę bez biletu na rozmowę w sprawie pracy. Patrzą jak rano w poniedziałek kupuję gazetę, patrzą z kolorowych okładek, z bilbordów, patrzą z uśmieszkiem, z rzędem białych zębów, bądź piękna, bądź piękna, bądź piękna. Ich czyste sny, czyste myśli, ich zaciśnięte gardła, kiedy słowo „kutas” próbuje się przez nie przecisnąć i nie może. Ich głuche milczenie, kiedy jakiś zboczeniec wsuwa im rękę między uda w zatłoczonym autobusie. Ich brak głosu w ważnych kwestiach. Ich ignorancja, ich ignorancja, kiedy mówią z ekranu, w programie o modzie, dlaczego nie wzięła pani udziału w gali dla wybitnych gwiazd, dlaczego nie została pani zaproszona? To ignorancja, proszę pana, to ignorancja dziennikarzy.

A ja znów oszukuję. Oszukuję, że śpię. Leżę z otwartymi oczami, myślę jak Mateusz wymyśla te bilbordy, te reklamy, hasła rzucone od niechcenia. Nawet ona ci go nie popsuje. To nas kręci. Cycki z gałkami radiowymi. Feministki nie mają chyba poczucia humoru. Ja też nie. Patrzę na te bilbordy na mieście i myślę sobie, że Mateusz komunikuje się ze mną za ich pomocą.

Bądź piękna, bądź grzeczna, miej czyste myśli i czyste sny, uśmiechaj się, bądź fan, bądź trendi, miej stajla dziewczyno, miej klasę, twoje włosy są tego warte, spójrz w wyszczuplające lustro w markowym, eleganckim sklepie, jaka piękna, a jaka zgrabna, nie zapomnij o lekkim makijażu, krem przeciwzmarszczkowy dla dwudziestopięciolatek, dieta jogurtowa, dieta białkowa, dieta sto kalorii, dwa plasterki świnki, zawinięte w liść sałaty i sok pomarańczowy. Pamiętaj, brzuch należy mieć wciągnięty, a piersi duże i pełne, duże jasne pełne, włosy długie bez końcówek rozdwajających się, twarz uśmiechnięta, zęby wyszczerzone. Piękna kobieta zna swoje miejsce.
  

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj