szukaj
Fragment książki "Messalina"

 
Nienawidziła bycia dzieckiem. Nienawidziła, kiedy jej mówiono, co może robić, a czego nie. Zachowanie, ubrania, sposób chodzenia, fryzura, czas jedzenia i czas snu, lektury, praca i odpoczynek – o tym wszystkim decydowali inni. Zrób to, tego nie rób, zostaw to, weź tamto, nie tak, teraz dobrze, nie ten, ten drugi. Życiem Messaliny rozporządzali dorośli – rodzice, krewni, nauczyciele.

Wśród jej rówieśniczek panowało przekonanie, że dzieciństwo to najpiękniejszy etap w życiu i dlatego trzeba się rozkoszować tym stanem tak długo, jak to tylko możliwe. Inne dziewczynki z niechęcią myślały o nie tak odległym dniu, kiedy zaczną krwawić i staną się kobietami, którym trzeba będzie szybko znaleźć odpowiedniego małżonka. Sama myśl o tym wydawała się im poniżająca i wstrętna.

Mesalina  nie podzielała ich zdania. Nie mogła się doczekać dnia i godziny, kiedy w końcu będzie traktowana jak osoba dorosła. Była tylko kobietą, niestety, ale postanowiła w pełni to wykorzystać. Nie martwił jej fakt, że wkrótce będzie musiała wyjść za mąż; wiązało się z tym wiele korzyści: wizyty w teatrze, podróże, zakupy na targu, oczywiście zawsze w towarzystwie, a gdyby małżonek okazał się starym impotentem, mogłaby znaleźć sobie kochanka albo i kilku. Takich, którzy sprawdzą się w łóżku… Tak wyraziła się jedna z jej krewnych, która niedawno poślubiła podstarzałego wdowca.

– Ten stary dziad już nie sprawdza się w łóżku – szeptała stojącym dookoła kobietom. – Noc poślubna nie była niczym przyjemnym, zapewniam was. Ale na weselu wpadło mi w oko paru młodzieńców i chyba będę mogła na nich liczyć.

Na początku ośmioletnia Mesalina  nie rozumiała, o czym mówią kobiety. Prędzej jednak odgryzłaby sobie język niż kogoś o to spytała. Pozostałe słuchaczki ze zrozumieniem kiwały głowami i chichotały; Mesalina  jednak mogłaby się założyć, że tylko nieliczne wiedziały, o czym naprawdę była mowa. Czy powinna zwrócić się do matki? Domicja Lepida nie była zbyt cnotliwa, wręcz przeciwnie. Coś jednak powstrzymywało Messalinę przed rozmową z nią, sama nie umiałaby nazwać tego uczucia. Wstyd? Obawa przed wymijającą odpowiedzią? Być może, ale w grę wchodziła również chęć, aby samej zbadać tę sprawę. Nie miała braci, zresztą i tak nie mogłaby o tym porozmawiać z żadnym mężczyzną, choć sprawa właśnie ich dotyczyła. W końcu to oni nie sprawdzali się w łóżku…

Byłoby wspaniale, gdyby malec dzisiaj żył. Miałby teraz osiem lat. Ojciec nie posiadał się ze szczęścia, kiedy na świat przyszedł jego męski potomek, dziedzic, pierworodny, nosiciel nazwiska. Ale niestety…

Rodzina wybierała się akurat na wieś, do posiadłości niedaleko Praeneste, kiedy w Rzymie wybuchła ta straszna zaraza. Pięcioletni chłopiec umarł w męczarniach, jak setki innych dzieci. Waleriusz nigdy się z tym nie pogodził. Wkrótce potem zrezygnował z miejsca w senacie i poświęcił się wyłącznie zarządzaniu majątkiem. Zaczął pić i wyrzucał za drzwi każdego lekarza, który chciał mu tego zabronić.

Wtedy Mesalina  bardzo chciała być chłopcem, żeby wynagrodzić ojcu bolesna stratę. W tajemnicy przed rodzicami składała skromne ofiary w świątyni Venus Genetrix za Forum Julium. Przez parę tygodni tuż po przebudzeniu dotykała miejsca, w którym powinien jej wyrosnąć mały penis; bogowie byli jednak głusi albo uznali, że nie należy zmieniać jej płci. Później Mesalina  była na siebie zła. Cóż przyszłoby jej z tego, że zostałaby mężczyzną? Z pewnością miałaby trochę swobodniejsze życie i parę dodatkowych przywilejów, ale i więcej obowiązków. Nie, dobrze jest tak, jak jest.

Posiadłość rodziców Messaliny leżała na północnym skraju miasta, pomiędzy Via Flaminia i Ogrodami Lukullusa, które Waleriusz Azjatyk, jej daleki krewny, rozbudował i upiększył. Jeżeli ojciec Messaliny komukolwiek czegokolwiek zazdrościł, to tylko Waleriuszowi jego ogrodów.

– Gdybym tylko miała pieniądze, to bym je odkupiła – powiedziała Mesalina  pewnego razu.

– Niestety, skarbie – odrzekł jej ojciec z uśmiechem – Azjatyk nie sprzeda tego parku za nic w świecie. Sam mi to powiedział.

Mesalina  zeskoczyła ze stołka, na którym dotychczas siedziała. Podeszła do okna i popatrzyła na wschód. Nawet stąd widać było korony ogromnych świerków z Ogrodów Lulullusa. Teraz, na początku marca, drzewa i krzewy, które na zimę potraciły liście, zieleniły się na nowo.

Mesalina  nie zwracała uwagi na piękno przyrody. Do jej dwunastych urodzin zostało jeszcze czterdzieści siedem dni! Mogłaby wypytać Nike, grecką niewolnicę, o której matka mówiła, że była już w łóżku z każdym mężczyzną z tego domu. Generalnie Mesalina  pogardzała niewolnikami, choć paru z nich lubiła. Wielu miało w sobie coś niedobrego; mimo że kulili ramiona, spuszczali oczy i robili skromne miny, ich spojrzenia wydawały się złowieszcze.

Nike była inna. Nie kryła się ze swoją bezczelnością, szczególnie w stosunku do mężczyzn. Była wobec nich wyniosła, sprawiała wrażenie niedostępnej. Mesalina  przypuszczała, że zachowanie to ulegało zmianie, kiedy jakiś niewolnik wchodził do jej pokoju. Już ona na pewno wiedziała, co dzieje się między mężczyzną i kobietą.

Nike była ulubioną niewolnicą pani domu. Słynęła ze swojej zręczności w naprawianiu rozwichrzonych fryzur.

W posiadłości panowała zwykła, popołudniowa cisza. Żeby nie wzbudzić podejrzeń rodziców, Mesalina  sama poszła do pomieszczenia, w którym przebywali niewolnicy. Skinęła na Nike, położyła palec na ustach i zaprowadziła ją do swojego pokoju.

– Czy mam cię uczesać, panienko?

Mesalina  puściła mimo uszu, że nazwano ją panienką, a nie panią.

– Nie, usiądź – powiedziała wskazując na stołek. Sama rozłożyła się na stojącym naprzeciwko łóżku. – Znasz się na mężczyznach?

– Nie jestem już dziewicą, jeżeli o to chodzi…

– Tak, właśnie o to chodzi – powiedziała Mesalina  z niecierpliwością. – Wkrótce skończę dwanaście lat, będę miesiączkować i dlatego chciałabym dowiedzieć się od ciebie różnych rzeczy.

Na twarzy Nike pojawiło się zdumienie.

– Jestem tylko służącą, powinnaś raczej spytać o to matkę.

– Ale nie chcę! Będzie kręcić, a ja oczekuję prawdy! Zrozumiałaś?

– Dobrze… co chcesz wiedzieć? – zapytała Nike z westchnieniem.

– Co to znaczy, kiedy o mężczyźnie mówi się, że jest dobry w łóżku?

– Gdzie usłyszałaś coś takiego? – zapytała Nike wypuszczając głośno powietrze.

– Nieważne, nie o tym rozmawiamy. Więc?

– Powiedzmy sobie tak: kiedy mężczyzna jest zdrowy i silny i wie, co jest dobre dla kobiety, wtedy mówi się ogólnie, że jest dobry. Ale tylko w naszych kręgach…

– Nie tylko w waszych. A co konkretnie on robi?

– O, Diano, patronko niewolników, nie opuszczaj mnie! – wyszeptała Nike. – Czy ty w ogóle wiesz, co dzieje się między mężczyzną i kobietą?

– Tak jakby…

– No to słuchaj: oboje są nadzy, podnieceni, mężczyzna obejmuje kobietę, jej łono się otwiera, mężczyzna wnika w nią swoim tym… no i wbija się w nią, tak samo, jak robią to konie albo psy. Ludziom bardzo się to podoba, stąd też biorą się dzieci.

– Aha…

– Czy coś jeszcze?

– A co to znaczy, że on już nie może?

– Wtedy nic się nie dzieje – odpowiedziała Nike chichocząc. – Kiedy mężczyzna jest podniecony, to jego ten… no, jest sztywny i twardy, jak kij. W przeciwnym razie nic się nie uda… Czy wyjaśniłam ci wszystko, co chciałaś wiedzieć?

– Tak, możesz już iść – powiedziała Mesalina  spokojnie. Nie chciała dać po sobie poznać, jakie wrażenie zrobiło na niej to, co usłyszała. – Ta rozmowa zostanie między nami, zrozumiałaś? Jeżeli piśniesz choć słówko, to każę cię tak wychłostać, że przez tydzień będziesz spać na brzuchu – krzyknęła, kiedy Nike była już za drzwiami.

– Nie, nie, nie powiem ani słowa, przysięgam na wszystkich bogów! – odpowiedziała Nike udając, że przestraszyła się słów Messaliny.

– Teraz wynoś się!

Niewolnicy! Niestety, są potrzebni, kiedy człowiek chce się ubrać, gdzieś pojechać, albo musi coś zrobić.

Nadeszły dwunaste urodziny. Uczczono to na małym przyjęciu; łono Messaliny nadal było jednak suche i wciąż traktowano ją jak dziecko.

W czerwcu rodzina wybierała się do willi pod Praeneste. Mesalina  nie jechała tym razem na mule. Pozwolono jej wsiąść do wozu, który powoli ciągnęły cztery osły. Obite żelazem koła robiły tyle hałasu na bruku, że nie było słychać ani słowa. Pasażerki przewalały się po całym wozie, nawet masa poduszek nie mogła temu zapobiec. I wtedy to się stało.

Byli już poza miastem, kiedy szczególnie silne szarpnięcie wozu wywołało w Messalinie ból, który szybko rozprzestrzenił się po całym ciele. Stukot kół zagłuszył głośny jęk. Jedną ręką złapała matkę za ramię, a drugą przycisnęła sobie do brzucha. Poczuła, że między nogami zrobiło się jej ciepło i mokro. Wsadziła rękę pod sukienkę, a kiedy ją wyciągnęła, jej palce były czerwone.

Nike zauważyła, co się stało.

– Musimy się zatrzymać, pani – krzyknęła . – Nasza mała Mesalina  stała się kobietą.

Ponieważ nikt nie zwracał uwagi na prośby Domicji o postój, Nike bez namysłu wyskoczyła z wozu i wpadła na idącego obok strażnika.

Powstało pewne zamieszanie, bo niewolnicy myśleli, że ktoś został ranny. Sprawa jednak szybko się wyjaśniła. Matka i służące zajęły się Messaliną w zaimprowizowanym namiocie.

– Nie martw się, kochanie – powiedziała Domicja Lepida, chcąc pocieszyć córkę. – To przytrafia się wszystkim kobietom, szybko przyzwyczaisz się do tej niedogodności.

– Niedogodności? – Mesalina  spojrzała na nią ze zdziwieniem. – Kto mówi o niedogodności? Cieszę się, że w końcu mam to za sobą. Teraz mogę zacząć normalnie żyć.

Domicja nie zrozumiała zagadkowych słów córki; parę lat potem wiedziała już, co Mesalina  miała na myśli.
  

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj