Fragment książki "Sierżant"

  
Fill zjawił się dopiero po zmroku, jeszcze bardziej przemarznięty niż ona.

– Lancelot został dziś oficjalnie pochowany w całopalnej trumnie. Jutro rano jego popiół zakopią w ziemi. Między ludźmi krąży mnóstwo plotek, ale nie dowiedziałem się niczego konkretnego – rzucił zamiast powitania.

Poczekała, aż zmarznięty czarownik przebierze się, podczas gdy sama, owinięta kocem, siadła na kanapie w saloniku. Z pieniędzy po Lancelocie kupiła duży grzewczy kryształ, który po dołożeniu kilku polan drewna szybko ogrzewał cały dom. Nie zdołała powstrzymać łez, ale gdy do pokoju wszedł Fill, wyglądała już zupełnie normalnie. Smutek traktowała jako sprawę osobistą. Zaznajomiła zwięźle Filla z rezultatami swego dochodzenia.

– Coraz więcej wskazuje, że to sprawka Dukaata – rozmyślał na głos. – Uczestniczył też w pogrzebie Lancelota, ba, sam włączył spalanie. Jakby raz na zawsze chciał się pozbyć wszelkich śladów.

Nalawszy sobie kieliszek bimbru, zaniepokojony spojrzał na Dominikę. Była dziś chorobliwie blada.

– Wpadłem na coś, co mogłoby wyjaśnić, dlaczego wasz dom był tak dokładnie przetrząsany – kontynuował. – Szukali rzeczy, o której twoja matka ani ojciec Lancelota nie wiedzieli, gdzie jest. Musiała być bardzo ważna, ponieważ chcieli ją zdobyć za wszelką cenę. Na fundamentach wciąż widać wyraźne ślady niesamowicie precyzyjnych poszukiwawczych czarów.

– Jak to nie wiedzieli, skoro ją sami ukryli? To jakiś nonsens! – oprotestowała sprzeczność w rozważaniach Filla.

– Nie mam pojęcia! – wybuchł nagle czarownik, rozkładając ręce. – Wciąż jednak chodzi mi po głowie, że twoją matkę przesłuchiwali całe trzy miesiące. Przez taki czas przy odrobinie wysiłku potrafię się dowiedzieć, jaki kolor oczu miała akuszerka przy twoich narodzinach. Ani twoja matka, ani ojciec Lancelota po prostu nie mogli wiedzieć, gdzie jest rzecz, której szukali śledczy! Chętnie bym cię zahipnotyzował, żeby sprawdzić dokładnie, co sama pamiętasz – zaproponował po chwili. – Będę ostrożny. Nie chcę wywierać na ciebie presji, tylko porozmawiać z twoją podświadomością. W żaden sposób nie mogę ci tym zaszkodzić.

Po chwili wahania zgodziła się. Była nieco zdziwiona, że przygotowania do seansu Fill ograniczył do przysunięcia bliżej fotela i zmniejszenia światła lamp.

Zadawał jej pytania jedno po drugim, metodycznie, starając się je dostosować do poziomu dziecka, którym wtedy była. Okazało się to prostsze, niż mógł sądzić, ponieważ wydarzenia utkwiły w niej naprawdę głęboko. Mimo to jej wspomnienia nie rzucały dużo światła na całą sprawę, poza tym, że śledztwo prowadził sam Dukaat, chociaż pod innym nazwiskiem. Szukał jakichś notatek lub wykresów, sporządzonych przez ojca Lancelota. Niestety, nie można się było zorientować, czego dotyczyły.

– Po jaką cholerę mu były potrzebne, skoro dokładnie wiedział, co w nich jest! – rzekł wściekły Fill sam do siebie.

– Bał się, że może je przeczytać ktoś inny – odpowiedziała mu Dominika, wciąż w hipnotycznym transie.

– Och, przepraszam – powiedział skonsternowany. – Obudź się!

Mrugnęła parę razy i otworzyła oczy.

Fill wstał i zaczął się przechadzać po pokoju tam i z powrotem.

– Nic ważnego, może... może będę musiał przesłuchać twoją matkę.

Odwrócił się, by zobaczyć reakcję Dominiki, ona jednak sprawiała wrażenie, że nie słyszy. Jej oczy były otwarte, ale źrenice nieruchome.

– Co z tobą? Hej! – Podskoczył do niej zaniepokojony.

Trans hipnotyczny był banalną sprawą, nigdy nic podobnego mu się nie przydarzyło.

– Zjeżdżaj – nakazała Dominika zgrzytliwym głosem, po czym ciosem w żołądek powaliła go na ziemię. – Powiedziałem zjeżdżaj – powtórzyła poirytowana.

Leżący na podłodze Fill oddychał ciężko, próbując się skupić. Jedną ręką wymacał aktywny kryształ wspomagający koncentrację i stworzył strukturę najprostszego wziernikowego czaru, lecz nim ją zdążył ożywić, uległa zniszczeniu przez coś obcego, ale bardzo skutecznego. Pomimo to dostrzegł kluczowe elementy przeciwczaru. Wiedział już, że sobie z nim poradzi. Gdy zamknął oczy, poczuł ucisk na gardle. Nie mógł złapać tchu. Stała nad nim Dominika, lewą nogą przydeptując mu szyję.

– Nic z tych rzeczy – powiedziała znowu zmienionym głosem – jeśli chcesz ją uratować, idź za mną. Tylko już bez żadnej magii, bo inaczej ją zabiję. Nie interesuje mnie, jest tylko narzędziem.

Fill skinął potakująco, przyglądając się badawczo Dominice, jej oczom, napiętym mięśniom twarzy. Nie miał wątpliwości – ktoś się w nią wcielił. Ktoś albo coś. Najwyraźniej tymczasowo i w niezbyt doskonały sposób, ponieważ jej ruchy były kanciaste, nienaturalne, jakby to coś nawykło do innego ciała. A może „coś” w ogóle nie miało ciała?

Skierowała się do przedpokoju. Zdał sobie sprawę, że zapewne wyjdą na zewnątrz, a przecież ona jest w samym szlafroku. Otworzył jedną z szaf i zabrał, co mu wpadło w ręce. Dominika przeszła przez drzwi, pod jej bosymi stopami mlasnęło błoto. Fill podążał za nią, modląc się, żeby nikogo nie spotkać, bo chyba ciężko byłoby mu znaleźć jakieś proste wytłumaczenie, dlaczego młoda, półnaga kobieta paraduje nocą po mieście. Na dworze wciąż padało, krople wody podkreślały blask oddalonych latarni. Wędrowali wyludnioną ulicą, gdy z na pierwszy rzut oka uśpionego domu wyszła trójka mężczyzn. Przez otwarte drzwi na moment wydostał się wesoły gwar.

„Nielegalna knajpa”, pomyślał Fill. Zamierzał wyprzedzić Dominikę i stanąć między nią a pijaczkami, ale nim to zrobił, już ją zauważyli.

– O kurna, chłopaki! Samotna dziewczyna, prawie że goła i do tego ładna. Ale mamy farcik, co nie?

Dominika, nie zmieniając kierunku marszu ani tempa, szła wprost na nich. Fill stweirdził, że porusza się coraz bardziej naturalnie. Pierwszy z pijaczków spróbował złapać ją za rękę. Prawą pięścią wyrżnęła go prosto w nasadę nosa. Grubasek, który chciał ją podejść z drugiej strony, osunął się po kopniaku w krocze. Trzeci stał chwiejnie, patrząc na to z niedowierzaniem. Nie zwróciła na niego uwagi i ruszyła dalej. Fill poczęstował go ciosem w splot słoneczny, a gdy padał, dodał jeszcze uderzenie w potylicę.

– Nie, panowie, farcik wygląda trochę inaczej – wycedził, doganiając truchtem Dominikę. Wiedział, że przynajmniej ten trzeci już nie żyje.

Po dwudziestu minutach marszu stanęli przed bramą miejskiego cmentarza. Światło dopalającej się latarni rzucało na ceglany mur szybko się rozmywający cień.

– Otworzę – zaoferował się, ale „ktoś” nie czekał i kopnięciem piętą wyrwał bramę z zawiasów. Kostka i goleń Dominiki złamały się wskutek potężnego uderzenia, a mimo to, kulejąc, ruszyła w stronę kostnicy. Pogruchotane kości w kilku miejscach przebiły skórę, krew mieszała się z wodą i błotem. Fill zdjął latarnię ze słupa, po czym dopędził Dominikę. W samą porę, żeby samemu otworzyć drzwi do kostnicy.

Parę stopni w dół i zatrzymali się przy jednej z zamkniętych trumien. Insygnia oraz kamienie kremacyjne oznaczały, że wewnątrz jest popiół z żołnierza królewskiej armii. Fill postanowił działać z wyprzedzeniem. Błyskawicznie otworzył i odsunął wieko. Zaskoczenie było tak wielkie, że aż go zamurowało. Nie patrzyli na kupkę popiołu – tyle bowiem zostaje z ludzkiego ciała pod wpływem kilkusetstopniowego żaru – lecz na wciąż kompletne, zbezczeszczone zwłoki Lancelota. Dominika położyła dłoń na nagi tors, usiany dziurami po kulach i ciętymi ranami. Na chwilę znieruchomiała, po czym bez słowa zaczęła się osuwać i gdyby nie Fill, upadłaby na podłogę. Z trumny dobiegł jęk.

Fill zaklął, ale natychmiast przystąpił do dzieła. Ułożył Dominikę na stole obok i wrócił do Lancelota. Ten żył, lecz jednocześnie umierał, ponieważ jego obrażenia były śmiertelne. Pochyliwszy się nad nim, czarownik zaczął odmawiać jedną litanię za drugą, palcami i dłońmi wykonywał skomplikowane ruchy i chociaż w krypcie panował chłód, po chwili jego czoło spływało potem. Tworzył i ożywiał poszczególne czary tak prędko, że niebawem otoczyła go migotliwa poświata. A gdy już był zadowolony ze swojej pracy, przeszedł do stołu obok i ponownie zaczął wymawiać lecznicze zaklęcia.
  

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj