Fragment książki "Moja teczka"

Plac Szembeka, Warszawa. Przed kościołem blondyn wręcza mi ceratową podróżną torbę. I dematerializuje się. Jest koniec lipca ’44. Podniecenie w mieście. Ofensywa niemiecka sunie z Lublina, niemal dotykając prawego brzegu Wisły. Ludzie kompletnie lekceważą niemiecki rozkaz kopania rowów obronnych. Wylegli na ulice. Patrzą oniemiali na Niemców, którzy wieją. Tego jeszcze nie było. Cywile, folksdojcze, wojsko. Śmieszni w odwrocie. Niemcy śmieszni! O rany! Oddziały w nieładzie.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną