Fragment książki "Cień po dniu"

  
A statek płynął. Wielokrotnie przypominał mi się film Felliniego i pojawiający się na pokładzie Serbowie, kiedy uparcie płynęliśmy najpierw z prądem rzeki, a potem pod prąd ku Moskwie. Był koniec maja, dzień był już długi, brzegi Wołgi radośnie zielone, tą pierwszą zielonością, taką niewinną, i kiedy rano trzech pokładów statku dosięgały pierwsze promienie słońca, my z naszej międzypokładowej knajpy wychodziliśmy na dek i lekko drżąc z zimna, rozkoszowaliśmy się tym nadwołżańskim wschodem słońca, który nadawał wszystkiemu połysk klinicznej czystości.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną