Fragment książki "Pałac snów"

 
Poranek był mokry. Padał delikatny deszcz ze śniegiem. Okazałe budynki z ciężkimi portalami i jeszcze zamkniętymi okiennicami wznosiły się ponad ruch uliczny, dopasowując się do szarości wstającego dnia.

Mark-Alem zapiął także ostatni guzik palta, ten, który zwykle uciskał go przy szyi, spojrzał na żelazne uliczne latarnie z krążącymi wokół nich pojedynczymi płatkami śniegu i znowu poczuł dreszcze na całym ciele.

Ulica, jak zwykle o tej porze, była pełna śpieszących do pracy urzędników z urzędów centralnych.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną