szukaj
Fragment książki "Lenin. Prorok raju, apostoł piekła"

Lenin był nie tylko demonem zniszczenia, lecz także demiurgiem tworzenia. Tworzenia proletariackiego, marksistowskiego. Chciał „wprowadzić” socjalizm w ciągu kilku miesięcy i „zbudować” komunizm w kilka lat. Wysuwał w tej kwestii radykalne i niecierpliwe propozycje. Na jego wniosek 12 kwietnia 1918 roku Rada Komisarzy Ludowych zatwierdziła przygotowany przez Łunaczarskiego dekret O usunięciu pomników, wzniesionych na cześć carów i ich pachołków, i przygotowaniu projektów pomników rosyjskiej rewolucji socjalistycznej. Oczekiwano, że modele będą gotowe na 1 maja. Okazało się jednak, że łatwiej zwalić z piedestałów „carów i ich pachołków” niż ustawić na ich miejsce nowe bożyszcza. Pod koniec lipca profesor Michaił Nikołajewicz Pokrowski wygłosił na posiedzeniu Sownarkomu referat o konieczności wystawienia w Moskwie „50 pomników za zasługi na polu działalności rewolucyjnej i społecznej, na polu filozofii, literatury i sztuki”. Lenin zaproponował, aby listę kandydatów przedłożyć do zatwierdzenia Radzie Komisarzy Ludowych „w ciągu pięciu dni”.

Rada Komisarzy Ludowych, czyniąc zadość niecierpliwym żądaniom Lenina, postanowiła: „Zwrócić uwagę Ludowego Komisariatu Oświaty na pilną potrzebę szybkiego wprowadzenia w życie zarządzenia Sownarkomu o upiększeniu ulic, gmachów publicznych itp. napisami i cytatami”. Następnego dnia zatwierdzono wymaganą listę. Dwa miesiące później Lenin zażądał sprawozdania z realizacji postanowień Rady Komisarzy Ludowych i wyraził swoje niezadowolenie. Prawie nic nie zostało zrobione. Zatelefonował do Łunaczarskiego, a kiedy okazało się, że wyjechał on do Piotrogrodu, wysłał w ślad za nim depeszę:

Dzisiaj wysłuchałem referatu Winogradowa o popiersiach i pomnikach i jestem oburzony do głębi; od miesięcy nic się nie robi; do tej pory nie ma ani jednego popiersia, zniknięcie popiersia Radiszczewa to komedia. Nie ma popiersia Marksa na ulicy, w sprawie propagandowych napisów na ulicach też nic nie zrobiono. Udzielam wam nagany za karygodną i niedbałą postawę, chcę znać nazwiska wszystkich odpowiedzialnych osób, aby oddać je pod sąd. Hańba sabotażystom i obibokom.

Kiedy kraj leżał w ruinie, ludzie głodowali, szerzyły się tyfus, bandytyzm i ogólny chaos, Lenin nie przestawał myśleć o tym, by jak najszybciej zatrzeć ślady przeszłości i natchnąć umęczony naród widokiem żeliwnych idoli. Wódz jakby nie chciał lub nie mógł zrozumieć, że w historii nic nie ginie bezpowrotnie. I chociaż starał się za wszelką cenę zniszczyć pamięć o rosyjskich carach, a zwłaszcza o „idiocie Mikołaju II”, miał on 75 lat później, po części dzięki wysiłkom samych bolszewików, przewyższyć popularnością Lenina. Pamięć i świadomość społeczna rządzą się własnymi prawami, nieustanawianymi przez politbiuro lub Radę Komisarzy Ludowych.

Epizod z pomnikami pokazuje wyraźnie, że Lenin traktował duchową kulturę narodu w kategoriach czysto pragmatycznych, wyłącznie jako polityk bolszewicki. Wszystko powinno służyć rewolucji, a zwłaszcza rewolucyjna oświata i rewolucyjna agitacja.

W 1935 roku Nadieżda Krupska, odpowiadając na ankietę Instytutu Badań nad Mózgiem, zauważyła: „Bardzo lubił teatr – to zawsze robiło na nim duże wrażenie”86. Stwierdzenie takie pozostaje jednak w sprzeczności z innymi wypowiedziami Krupskiej, która wspominała na przykład, że przed rewolucją, na emigracji, „wychodziliśmy z teatru po pierwszym akcie”. W Moskwie Lenin rzadko bywał w teatrze, lecz Krupska zapamiętała, że w środku przedstawienia zrobionego na podstawie Świerszcza za kominem Dickensa znudził się i wyszedł. Jego „miłość” do teatru nie przeszkodziła mu wyrazić zgody na zamknięcie Teatru Wielkiego. Politbiuro wielokrotnie dyskutowało tę kwestię, a Lenin zawsze był za zamknięciem. Łunaczarski protestował, a Rada Komisarzy Ludowych jeszcze przed decyzją politbiura poparła go, lecz Lenin się uparł. Napisał w tej sprawie do Mołotowa:

Dowiedziawszy się od Kamieniewa, że Sownarkom jednogłośnie przyjął nieprzyzwoity wniosek Łunaczarskiego o zachowanie Wielkiej Opery i Baletu, proponuję, by politbiuro zarządziło:
1. Zlecić Prezydium WCIK zmianę decyzji Sownarkomu.
2. Zostawić w Moskwie i Piotrogrodzie tylko kilkudziesięciu artystów, żeby ich przedstawienia (zarówno opera, jak i balet) opłacały się, tzn. należy unikać wszelkich większych wydatków na scenografię itp.
3. Z zaoszczędzonych w ten sposób miliardów przekazać co najmniej połowę na likwidację analfabetyzmu i na czytelnie.
4. Wezwać Łunaczarskiego na pięć minut, by wysłuchać ostatniego słowa oskarżonego i upomnieć go (...).

Ostatnia uwaga świadczy, że Lenin skłonny był potraktować całą rzecz z humorem i wybaczyć kosmopolicie Łunaczarskiemu, ale przesłanie całości jest jasne. Któż sprzeciwiłby się walce z analfabetyzmem? Tylko dlaczego kosztem Teatru Wielkiego i innych wielkich przybytków kultury narodowej? Lenina to bynajmniej nie martwiło. Wszystkie jego idee podporządkowane zostały rewolucji i jej umocnieniu. Za cenę obniżenia ogólnego poziomu intelektualnego chciał podnieść świadomość mas ludowych na tyle, by łatwiej było nimi rządzić.

W grudniu 1918 roku Lenin własnoręcznie napisał Instrukcję o książkach do czytania dla robotników i chłopów. Stawiał kategoryczne żądania:

Zadanie: w terminie dwutygodniowym ułożyć książkę do czytania dla chłopów i robotników (...). Tematy: ustanowienie władzy radzieckiej, jej polityka zagraniczna i wewnętrzna. Na przykład: co to jest władza radziecka. Jak rządzić krajem. Prawo o ziemi. Rady Gospodarki Narodowej. Nacjonalizacja fabryk. Dyscyplina pracy. Imperializm. Wojna imperialistyczna. Tajne traktaty. Jak domagaliśmy się pokoju. O co teraz walczymy. Co to jest komunizm. Oddzielenie Cerkwi od państwa. I tak dalej (...).

Nawet likwidacja analfabetyzmu została upolityczniona. Nie wolno było pisać o przeszłości, została jakby skonfiskowana i wyrzucona na śmietnik. Robotnicy i chłopi musieli się w pierwszym rzędzie dowiedzieć, „co to jest komunizm”. Lenin, sam obdarzony potężnym intelektem, doskonale rozumiał, że świadomość to najsilniejsza forteca. Niełatwo ją zdobyć, nawet z pomocą OGPU. Należy w tym celu zmobilizować partię i tę znikomą część inteligencji, która stanęła po stronie bolszewików. Dlatego Lenin sformułował nową generalną linię: poddać inteligencję wpływom partii, zmusić ją do pracy dla dobra rewolucji. Kiedy 9 października 1920 roku politbiuro dyskutowało o Zjeździe Proletkultu, Lenin, Stalin, Kamieniew, Kriestinski i Bucharin przyjęli jednogłośnie postanowienie: „Uchwalić na zjeździe rezolucję o ścisłych związkach Proletkultu i podporządkowaniu go partii”.

Trocki, bardziej niż inni przywódcy zorientowany w problematyce literatury i sztuki, przemawiając w 1925 roku na spotkaniu z moskiewskimi pisarzami i poetami, oświadczył:

Mamy fabrykę, która tworzy nowych proletariackich poetów-artystów, ale to nie żadne MAPP-y i nie WAPP-y*, lecz RKP. Towarzysze powinni siedzieć w RKP i się uczyć. RKP wychowa proletariackiego poetę, stworzy prawdziwego utalentowanego literata. I dlatego literat komunista, jako członek RKP, powinien skupić całą uwagę na twórczości swojej partii (...).

Tak dojrzewała tragedia rosyjskiej kultury i inteligencji, którą partyjne pryncypia pozbawiły swobody twórczej. Świadomość to nie tylko forteca, lecz również ostatnia oaza wolności. Bolszewicy, aby uformować myślące na elementarnym poziomie społeczeństwo, którym łatwo będzie rządzić i manipulować, przez dziesiątki lat karmili ludzi prymitywną strawą duchową, eliminując wszystko, co uznali za „klasowo szkodliwe”. W listopadzie 1923 roku Maksym Gorki pisał do W. Chodasiewicza:

(...) Z nowinek, od których w głowie się mąci, mogę zakomunikować, że w „Nakanunie” zamieszczono informację: w Rosji Nadieżda Krupska i jakiś tam M. Speranski zakazali czytać: Platona, Kanta, Schopenhauera, Sołowjewa, Taine’a, Ruskina, Nietzschego, L. Tołstoja, Leskowa, Jasieńskiego (!) i jeszcze wielu podobnych heretyków. I napisano: „Dział religii powinien zawierać tylko książki antyreligijne” (...).

Wychowanie inteligencji radzieckiej stało się jednym z głównych zadań bolszewików, a jego program sformułował Lenin w artykule Partyjna organizacja i partyjna literatura, napisanym jeszcze w 1905 roku. Stwierdził w nim, że literatura to sprawa partii, gazety powinny znajdować się pod kontrolą organizacji partyjnych, pisarze zaś muszą być członkami partii93. Kiedy Lenin doszedł do władzy, poglądy te zaczęto wcielać w życie.

W pierwszym rzędzie należało przeprowadzić „selekcję” intelektualistów. Ci spośród nich, którzy nie pogodzili się z rewolucją – a więc zapewne większość – zapłacili za to życiem lub wygnaniem z kraju, jeżeli wcześniej sami nie uciekli. Los ten stał się udziałem dziesiątków tysięcy najlepszych. W czerwcu 1922 roku politbiuro, po wysłuchaniu referatu Iosifa Unszlichta O ugrupowaniach antyradzieckich, postanowiło pozbawić ojczyzny wszystkich myślących inaczej. Rezolucja nakładała na WCIK obowiązek powołania „specjalnej komisji z przedstawicieli ludowego komisariatu spraw wewnętrznych i ludowego komisariatu sprawiedliwości, której przyzna się prawo, w tych przypadkach, kiedy nie zachodzi konieczność zastosowania bardziej surowej kary, zamieniać ją na wyjazd za granicę lub w określone rejony RSFRR”.

Wszechpotężne GPU natychmiast zaczęło „odsiewać” wszystkie niebezpieczne dla rewolucji elementy, czyli w praktyce całą elitę intelektualną społeczeństwa rosyjskiego.


Drugiego sierpnia Unszlicht mógł już powiadomić Stalina: „Zgodnie z rezolucją politbiura przesyłam protokół posiedzenia komisji BP, listę antyradzieckiej inteligencji Moskwy, listę antyradzieckiej inteligencji Piotrogrodu z charakterystykami (...)”. Komisja postanowiła „przeprowadzić aresztowania wszystkich wymienionych osób, zaproponować im wyjazd za granicę na własny koszt. W razie odmowy – na koszt GPU. Jednocześnie zamknąć kontrrewolucyjne wydawnictwa: »Wiestnik Sielskogo Choziajstwa«, »Mysl«, »Ekonomiczeskoje Wozrożdienije« za publikowanie antyradzieckich i idealistycznych poglądów”.

Funkcjonariusze GPU dobrze wykonali swoje zadanie: wybrali nazwiska najwybitniejszych rosyjskich intelektualistów, kierując się przy tym również osobistymi wskazaniami wodza. Lenin przeglądał listy kilka razy, uściślał, uzupełniał, dopisywał swoje uwagi, po czym przekazywał materiały GPU, Dzierżyńskiemu, Stalinowi, Unszlichtowi, by rzecz „dopracowali”. Nawet gdy jesienią 1922 roku pierwsza grupa intelektualistów była już gotowa do wyjazdu, Lenin, który wypoczywał właśnie po chorobie, nie przestał interesować się tą sprawą i kierować dalszymi posunięciami GPU. Siedemnastego września napisał do Unszlichta: „Bądźcie tak dobrzy i zadysponujcie, aby zwrócono mi wszystkie (...) kartki z notatkami, kto wyjechał, kto siedzi, komu i dlaczego pozwolono zostać. Dopiszcie własne uwagi. Wasz Lenin”96. Dopiero następnego dnia, około północy (GPU nie mogło się uskarżać na brak pracy: tysiące ludzi należało aresztować, zesłać, wydalić z kraju, czasem też kogoś rozstrzelać), z uwagi na nieobecność Unszlichta, odpowiedział jego zastępca, Gienrich Jagoda:

Zgodnie z Waszym poleceniem przekazuję z powrotem przysłane przez Was listy z odpowiednimi dopiskami i nazwiska osób (wyszczególnione oddzielnie), które z takich lub innych powodów pozostały w Moskwie i Piotrogrodzie. Z komunistycznym pozdrowieniem G. Jagoda. PS Pierwsza partia wyjeżdża z Moskwy 22 IX w piątek.

Listy były długie, z podtytułami: „Profesura Pierwszego Uniwersytetu Moskiewskiego”, „Profesorowie Pietrowsko-Razumowskiej Akademii Rolniczej”, „Profesorowie Instytutu Inżynierii Drogowej”, „Lista antyradzieckich profesorów Instytutu Archeologii”, „Ogólna lista aktywnych antyradzieckich działaczy związanych z wydawnictwem »Bierieg«”, „Lista osób zamieszanych w sprawę nr 813 (grupa Abrikosowa)”, „Lista antyradzieckich agronomów i spółdzielców”, „Lista lekarzy”, „Lista antyradzieckich inżynierów”, „Lista literatów” oraz specjalna „Lista antyradzieckiej inteligencji m. Piotrogrodu”.

(...)

Trzy lata wcześniej, 15 września 1919 roku, Lenin napisał długi list do Gorkiego, który przebywając w Niemczech, wyrażał swe zaniepokojenie aresztowaniami wśród intelektualistów. Bardzo znamienna to epistoła, będąca w istocie kwintesencją poglądów wodza na temat inteligencji. Trudno się dziwić, że następcy Lenina, wziąwszy sobie do serca jego wskazania, sprowadzili radziecką inteligencję do roli pomiatanego sługi. Gorki, jak pisała znana publicystka Jekatierina Kuskowa, był duchowo rozdarty: ciągnęło go do ojczyzny, zewsząd jednak docierały trwożne wieści o nasilających się egzekucjach101. Wielki rosyjski pisarz, którego los stał się odzwierciedleniem tragedii rosyjskich intelektualistów, jeszcze się opierał, choć Moskwa nalegała na jego powrót i wywierała na niego ogromną presję. Aby zachować swobodę twórczą, powinien zostać za granicą, nie miał na to jednak dość siły. Swój list do Lenina, protest, a zarazem błaganie o wzięcie w obronę rosyjskich intelektualistów, napisał w ostatnim paroksyzmie wolności.

Odpowiedź Lenina była demagogiczna, gniewna, apodyktyczna, szorstka. Jakby wódz już wiedział, że Gorki – a wraz z nim resztki pozostałej w Rosji inteligencji – zostanie złamany i zmuszony do kapitulacji. Lenin, przyznawszy, że przy aresztowaniach „zdarzały się błędy”, stwierdzał: „Jasne jest i to, że generalnie decyzja o aresztowaniu kadeckiej (i okołokadeckiej) klienteli była konieczna i słuszna”. Następnie pouczał Gorkiego:

Nie należy mylić „intelektualnych sił” narodu z „siłami” burżuazyjnych intelektualistów. Weźmy jako przykład Korolenkę: przeczytałem niedawno jego napisaną w sierpniu 1917 roku broszurę Wojna, ojczyzna i ludzkość. Korolenko to przecież prawie mienszewik. A jaka niegodziwa, podła, nikczemna obrona imperialistycznej wojny, ukryta pod ckliwymi frazesami! Żałosny filister w niewoli burżuazyjnych przesądów! Dla takich panów 10 000 000 zabitych na imperialistycznej wojnie – to rzecz godna poparcia (...), a śmierć setek tysięcy w sprawiedliwej wojnie domowej przeciwko obszarnikom i kapitalistom wywołuje achy, ochy, wzdychania i histerię (...).

Lenin stwierdzał dalej, że „intelektualne siły robotników i chłopów rosną i krzepną w walce o obalenie burżuazji i jej popleczników, intelektualistów, lokajów kapitału, uważających się za mózg narodu. Tymczasem to nie mózg, lecz gówno”. Szef radzieckiego rządu nie mógłby chyba wyrazić swego stosunku do Rosji i jej inteligencji w sposób bardziej obrazowy i dosadny.

Na zakończenie listu Lenin nie zaniedbał, rzecz jasna, sposobności, by zręcznie ugodzić i samego Gorkiego:

Nieraz już, na Capri i później, mówiłem Wam: pozwalacie się omotywać najgorszym elementom burżuazyjnej inteligencji i poddajecie się ich biadoleniu (...). Świetnie rozumiem, że w ten sposób można dojść i do tego, że „»czerwoni« to tacy sami wrogowie ludu, jak i »biali«” (bojownicy o obalenie kapitalistów i obszarników to tacy sami wrogowie ludu, jak obszarnicy i kapitaliści), a także do wiary w boga albo w cara-ojczulka. Świetnie rozumiem.

Ech, zginiecie [w tym miejscu, już po zakończeniu listu, Lenin dodał: „Bo nie piszecie. Zatracać się w biadoleniu zgniłych inteligentów i nie pisać – czyż to dla artysty nie śmierć, czyż to nie hańba?”], jeśli nie wyrwiecie się z tego środowiska burżuazyjnych intelektualistów! Z całego serca Wam życzę, byście się wyrwali. Gorąco pozdrawiam. Wasz Lenin.

Klasowy skalpel Lenina ciął bezlitośnie. Problem polegał na tym, że tego rodzaju poglądy wyrażała nie osoba prywatna, lecz głowa państwa i przywódca partii bolszewickiej. Lenin po prostu nie dowierzał inteligencji i dawno już stwierdził, że „kwestia literatury powinna stać się częścią składową (...) roboty partyjnej”. Przyjąwszy raz na zawsze marksizm za prawdę absolutną, Lenin odmawiał wszystkim prawa do odmiennego punktu widzenia. Jego światopogląd nabrał cech świeckiej religii, on sam zaś, jak każdy religijny fanatyk, nie potrafił nawet teoretycznie dopuścić myśli, że rację może mieć ktoś inny oprócz „czerwonych”. Co więcej, Lenin, jako główny architekt październikowego eksperymentu, mógł wymagać, by inni też w to wierzyli. Jego inny list, dotyczący nieprawomyślnej inteligencji, z jesieni 1922 roku, utrzymany jest w tonie kategorycznej dyrektywy:

Tow. Stalin!
W kwestii deportowania z Rosji mienszewików, ludowych socjalistów, kadetów itp. chciałbym zadać kilka pytań, ponieważ operacja ta, rozpoczęta jeszcze przed moim urlopem, nie została dotąd zakończona.
Czy postanowiono »wykorzenić« wszystkich tych elesowców? Pieszechonowa, Miakotina, Gornfelda? Petryszczewa i innych?
Według mnie, należy deportować wszystkich. Gorsi oni od każdego eserowca, ponieważ są sprytniejsi. Także Potriesow, Izgojew i wszyscy współpracownicy „Ekonomista” (Ozierow i wielu, wielu innych). Mienszewicy Rozanow (lekarz, szczwany), Wigdorczyk, Miguto, czy coś w tym rodzaju, Lubow Nikołajewna Radczenko i jej młoda córka (ponoć zajadli wrogowie bolszewizmu); N. Rożkow (trzeba go deportować, niepoprawny); S. Frank (autor Metodologii). Komisja pod kierunkiem Mancewa, Messinga i innych powinna przedstawić listy i trzeba by kilkuset tych panów bezwzględnie wysiać za granicę. Oczyścimy Rosję na dobre.
Co do Leżniewa (dawny »Dień«) poważnie się zastanowić: czy też nie wysłać? Zawsze będzie bruździł, na ile mogę sądzić po przeczytaniu jego artykułów.
Ozierow i wszyscy współpracownicy „Ekonomista” – to najbardziej nieprzejednani wrogowie. Wszystkich ich – won z Rosji. Należy to robić od razu. Nim skończy się proces eserowców, nie później. Aresztować kilkuset i bez podawania powodów – wyjeżdżajcie, panowie!
Wszystkich autorów z Domu Literatów, z piotrogrodzkiej „Mysli”; Charków przetrząsnąć, nie wiemy, co tam się dzieje, to dla nas „zagranica”. Trzeba działać szybko, nie później niż do końca procesu eserowców.

(...)

Policyjne rozporządzenia Lenina, nieco chaotyczne, lecz napisane na jednym oddechu, chemicznym ołówkiem, były okrutne i bezlitosne. Adresat odebrał je jako dyrektywę i nakreślił w górnym rogu: „Dla tow. Dzierżyńskiego, do zwrotu. Stalin”. Przez ponad ćwierć wieku od XX Zjazdu zastanawialiśmy się, skąd wzięło się u Stalina to bezgraniczne okrucieństwo wobec współrodaków. Nikt z nas (w tym również autor tej książki) nie pomyślał nawet przez chwilę, że ojcem rosyjskiego terroryzmu i totalitaryzmu był sam Lenin. Skąd u Lenina podobna bezwzględność, to inna rzecz. On przecież nie uciekał z więzień i miejsc zsyłki, jak wykolejony rewolucjonista Dżugaszwili, lecz wiódł spokojne życie emigranta w bogatych krajach i miastach. Zapewne wypływało to z przyswojonej sobie przez niego filozofii „rewolucyjnego prawa i moralności” – wszystko jest dozwolone w imię osiągnięcia celu. Jak pisał Machiavelli: „O czynach wszystkich ludzi, a nade wszystko książąt, którzy nie mają nad sobą trybunału, świadczą ich rezultaty, dlatego niech książęta starają się zachować swoją władzę i osiągnąć zwycięstwo. Jakimi środkami by się przy tym nie posłużyli, zawsze spotkają się one z uznaniem i szacunkiem (...)”.


Fanatyczna wiara, że historia usprawiedliwi wszystkie działania i podjęte kroki, jeśli tylko cel zostanie osiągnięty, ugruntowała się już na dobre w świadomości Lenina, kiedy władza, zupełnie nieoczekiwanie, znalazła się w rękach bolszewików.

Przywódca partii, niczym szef tajnej policji, dawał czekistom przykład, jak należy wypełniać partyjne dyrektywy. Pod koniec 1922 roku Lenin raz jeszcze powrócił do tematu deportacji i podyktował przez telefon sekretarce, Lidii Fotijewej, notatkę dla Stalina w sprawie kolejnego wolnomyśliciela, N. Rożkowa:
(...) Proponuję: po pierwsze – wysłać Rożkowa za granicę; po drugie – jeśli się to nie uda (na przykład z takiego powodu, że Rożkowowi, ze względu na podeszły wiek, należy okazać pobłażanie), to (...) wysłać go, na przykład, do Pskowa, stworzyć mu znośne warunki życia, zapewnić środki materialne i pracę. Powinien jednak pozostawać pod ścisłym nadzorem, ponieważ człowiek ten jest i bez wątpienia będzie naszym wrogiem już do końca.

Tym sposobem Lenin wnosił własny wkład w realizację swej złowieszczej formuły: „Oczyścimy Rosję na dobre”. Oczyścimy – od intelektualnej świadomości. Nie wahał się wskazywać ofiar palcem, choć wiele spośród nich znał osobiście. W liście do Gorkiego wyraził swój stosunek do inteligencji, notatka dla Stalina była już konkretną instrukcją, wymagającą natychmiastowego wykonania. W sierpniu 1922 roku politbiuro przyjęło postanowienie rozszerzające zasięg represji przeciwko inteligencji. Zebrani zaakceptowali „propozycję tow. Unszlichta o wysłaniu za granicę kontrrewolucyjnych elementów studenckich”, powołując w tym celu komisję w składzie: Kamieniew, Unszlicht, Prieobrażenski106. Bolszewicy, natchnieni przykładem Lenina, patrzyli w przyszłość, odrywali od rodzinnej ziemi zielone pędy nowego pokolenia inteligencji.

Swoje poglądy na temat artystów Lenin sformułował jeszcze na początku stulecia, analizując twórczość Lwa Nikołajewicza Tołstoja. Jego artykuł Lew Tołstoj jako zwierciadło rosyjskiej rewolucji, napisany w 1908 roku, jest pod tym względem bardzo znamienny, pokazuje bowiem, że nawet uznanego geniusza wódz bolszewików był w stanie oceniać jedynie w kategoriach rewolucyjnych.

(...) Z jednej strony – pisał Lenin – to genialny artysta, który odmalował nie tylko niezrównane obrazy rosyjskiego życia, lecz także stworzył pierwszorzędne dzieła literatury światowej. Z drugiej strony – obszarnik, opętany przez Chrystusa. Z jednej strony, nadzwyczaj silny, otwarty i szczery protest, wymierzony w społeczne zakłamanie, z drugiej strony – „tołstojowiec”, tzn. udręczony, histeryczny mazgaj, nazywany rosyjskim intelektualistą, który bijąc się w piersi, mówi: jestem obmierzły, jestem ohydny, ale zajmuję się moralnym samodoskonaleniem; nie jem już więcej mięsa i odżywiam się ryżowymi kotlecikami (...).

Lenin odbierał Tołstoja w sposób powierzchowny i wulgarny. Tołstoj już u progu XX wieku stał się wyrazicielem uniwersalnych ogólnoludzkich wartości, podczas gdy Lenin na zawsze zaległ w swoich klasowych okopach. Wódz bolszewików niejednokrotnie powtarzał z naciskiem, że „podstawową przyczyną klęski pierwszej rewolucji rosyjskiej” była tołstojowska postawa nieprzeciwstawiania się złu przemocą108. Lenin posłużył się przykładem Tołstoja, by ukazać niedołęstwo i marność rosyjskiej inteligencji, ale widzieć w intelektualistach jedynie „udręczonych, histerycznych mazgajów” mógł tylko człowiek, którego pole widzenia ogranicza szczelina klasowej strzelnicy.

Wielu rosyjskich pisarzy, myślicieli, uczonych, inżynierów, znalazłszy się w rozpaczliwej sytuacji, próbowało wyjechać z kraju na własną rękę, ale politbiuro i GPU zachowywały czujność. Gienrich Jagoda powiadomił Komitet Centralny, że do jego resortu wpłynęły „podania kilku literatów, a mianowicie Wiengierowej, Błoka, Sołoguba, o wyjazd za granicę”. Jagoda przestrzegał: „Biorąc pod uwagę fakt, że literaci, którzy opuścili kraj, prowadzą niezwykle aktywną kampanię przeciwko Rosji Radzieckiej i że część z nich, jak Balmont, Kuprin, Bunin, nie cofa się przed najbardziej nikczemnymi zmyśleniami, WCzK nie widzi możliwości pozytywnego rozpatrzenia podobnych próśb”.

Kiedy na początku lat 20. Związek Radziecki starał się nawiązać stosunki dyplomatyczne ze światem zewnętrznym i zdobyć sobie międzynarodowe uznanie, większość wymienionych wyżej pisarzy uzyskała pozwolenie na wyjazd. W stosunku do inteligencji ukraińskiej postąpiono jednak inaczej: politbiuro przyjęło wniosek Unszlichta, by „zamienić wyjazd za granicę na zesłanie w odległe rejony RSFRR”.

Wyjechać chciało wielu, a zwłaszcza ci, którzy w Rosji Radzieckiej nie widzieli dla siebie możliwości pracy twórczej. Wkrótce więc doszło do unikalnego zjawiska, bowiem na emigracji rozkwitać zaczęła wielka literatura rosyjska, charakteryzująca się wysokim artyzmem, umiłowaniem wolności oraz uczciwością wobec siebie i historii. Rację miał zapewne Gleb Struwe, gdy pisał: „Cóż może przeciwstawić literatura radziecka życiu Arsieniewa Bunina, emigracyjnej twórczości Riemizowa, najlepszym utworom Szmielowa, historyczno-filozoficznym powieściom Ałdanowa, poezji Chodasiewicza i Cwietajewej, wysoce oryginalnym powieściom Nabokowa?”111 Do tej listy można by dodać jeszcze wiele nazwisk rosyjskich filozofów i pisarzy, dla których nie znalazło się miejsce w ojczyźnie. Nieodparcie jednak nasuwa się myśl, że gdyby Lenin w swej gorliwości nie wygnał ich wszystkich za granicę, kilkanaście lat później padliby oni ofiarą stalinowskich represji.

Próbowały wyjeżdżać również całe grupy. W maju 1921 roku politbiuro rozpatrywało sprawę wyjazdu za granicę części zespołu MChAT-u, postanowiono jednak „odłożyć decyzję do referatu Łunaczarskiego: ile wyjeżdżających osób ze świata naukowego i artystycznego wróciło do kraju”. Większość, oczywiście, nie wracała, z bólem w sercu decydując się na dobrowolne wygnanie, co było kolejnym dowodem głębokiej wadliwości systemu.

Jeszcze za życia Lenina bolszewickie kierownictwo zdało sobie sprawę, że exodus rosyjskiej inteligencji odbija się niekorzystnie na wielu dziedzinach gospodarki kraju. Dziewiątego sierpnia 1923 roku politbiuro pod przewodnictwem Kamieniewa rozpatrywało raport Dzierżyńskiego, który pisał:

Za granicą przebywa duża liczba wybitnych rosyjskich specjalistów, żyjących w ciężkich warunkach, pragnących wrócić do Rosji i pracować. Brakuje nam specjalistów. Nasi najlepsi to ci, którzy przyszli do nas od Kołczaka, Denikina i Wrangla i z jakiegoś powodu nie zostali rozstrzelani. W poszczególnych przypadkach należy udzielać przebaczenia i nadawać radzieckie obywatelstwo (...).

Postanowiono: „Zezwalać na powrót z emigracji rosyjskich specjalistów i dawać im pracę”. Tyle tylko, że podczas wojny domowej odpłynęła z Rosji potężna fala inteligencji, wróciły zaś zaledwie wątłe strumyczki. No i byli, rzecz jasna, jeszcze ci, którzy „z jakiegoś powodu nie zostali rozstrzelani”.

W 1923 roku politbiuro zleciło WCzK „organizować rozkład białogwardyjskiej emigracji i wykorzystać niektórych jej przedstawicieli w interesie władzy radzieckiej”. Utworzony później wydział zagraniczny OGPU prowadził szeroko zakrojoną akcję „rozpracowywania” rosyjskiej emigracji, a czasem nawet „likwidował” szczególnie „zaciekłych wrogów władzy radzieckiej”. Reżim najpierw wygnał za granicę niezliczone rzesze intelektualistów, a następnie, jak świadczą o tym całe tomy raportów radzieckich agentów ze wszystkich europejskich stolic, robił, co mógł, by ich skompromitować, przekupić, zwerbować lub skłócić, wygrywając poszczególne ugrupowania przeciwko sobie. Większość znanych uczonych, pisarzy i, oczywiście, działaczy politycznych miała w NKWD swoje specjalne teczki, w których odnotowywano każdy ich krok, wypowiedź, chwilowy nastrój. Obszerny zespół archiwalny „Rosyjska emigracja” zawiera dane o niemal wszystkich znanych przedstawicielach inteligencji.

Co ciekawe, radzieckie służby specjalne próbowały zaskarbić sobie, między innymi, zaufanie Nikołaja Bierdiajewa i posłużyć się jego wpływami do swoich celów. Jednak, jak donosił agent Kal, Bierdiajew nie na wiele się przyda, ponieważ „krytykuje komunizm i jest zdecydowanym przeciwnikiem filozofii materialistycznej, skłonny jest rozmawiać jedynie o teologii”. Z tego też zapewne powodu w teczce Wydziału Zagranicznego OGPU Bierdiajew figuruje pod kryptonimem „Spowiednik”114. Po kilku nieudanych próbach zbliżenia się do Bierdiajewa wywiadowcy Mienżynskiego, niezbyt mocni w teologii, dali za wygraną i zostawili wielkiego myśliciela w spokoju.

Oprócz innych przejawów działalności rosyjskiej emigracji niepokoiło władze radzieckie również i to, że pozbawiona ojczyzny inteligencja, choć znalazła się w ciężkiej sytuacji materialnej, szybko zakładać zaczęła własne wydawnictwa, gazety, czasopisma. W ruch wydawniczy zaangażowali się między innymi Bunin, Kuprin, Miereżkowski, Gippius, Milukow. Bolszewickie kierownictwo obawiało się przenikania do Rosji Radzieckiej białogwardyjskiej literatury, przedsięwzięło zatem odpowiednie kroki, by uchronić swych obywateli przed „zgubnymi burżuazyjnymi wpływami”.

Tragedia inteligencji rosyjskiej nie sprowadza się tylko do przymusowej emigracji najwybitniejszych jej przedstawicieli. Wygnani przez Lenina intelektualiści pozbawieni zostali ojczyzny, ci zaś, którzy pozostali w Rosji Radzieckiej, utracili swobodę tworzenia. Jeśli odrzucali przy tym rewolucję, lecz musieli przystosować się do gorzkiej rzeczywistości, próbowali czasem coś w kraju zmienić.


W tym miejscu warto wspomnieć o tak zwanej „sprawie lekarzy”, nie tej z 1953 roku, lecz o mało znanym wydarzeniu, które miało miejsce jeszcze za życia Lenina.

Wczesnym latem 1922 roku obradował w Moskwie Wszechrosyjski Zjazd Lekarzy. Ludowy komisarz zdrowia, N. Siemaszko, donosił w związku z tym Leninowi i członkom politbiura:

(...) Zakończony niedawno Zjazd Lekarzy ujawnił na tyle ważne i niebezpieczne zjawiska w naszym życiu, że uważam za konieczne powiadomić o tym członków politbiura (...).
Na Zjeździe prowadzono kampanię przeciwko medycynie radzieckiej i wychwalano medycynę w ziemstwach i profilaktykę. Rozpatrywano wnioski, by poprzeć kadetów, mienszewików, wydawać własny organ prasowy.
Co się tyczy usunięcia przywódców lekarzy, doktorów Granowskiego, Manuła, Wigdorczyka, Liwina, to należy się porozumieć z GPU. Czy aresztowanie nie przysporzy im aby popularności?


W tym przejawie wolnomyślicielstwa lekarzy Lenin dostrzegł coś znacznie bardziej niebezpiecznego i na raporcie Siemaszki napisał własne zalecenie: „Dla tow. Stalina. Myślę, że trzeba w ścisłej tajemnicy, bez powielania, pokazać to Dzierżyńskiemu, wszystkim członkom politbiura i uchwalić rezolucję”. Politbiuro poświęciło „sprawie lekarzy” aż dwa posiedzenia – 24 maja i 8 czerwca. Tylko jeden Tomski wstrzymał się od głosowania i oświadczył: „Kwestia Zjazdu Lekarzy wymaga innego postawienia sprawy. W znacznym stopniu winni jesteśmy my”. Mimo to, na żądanie Lenina, podjęto uchwałę O antyradzieckich ugrupowaniach wśród inteligencji.

Zastosowane środki – o czysto policyjnym, represyjnym charakterze – świadczyły o dalszym nasilaniu się tendencji totalitarnych. W sferze życia intelektualnego partia decydowała odtąd o wszystkim: co czytać, kogo czcić, kogo nienawidzieć, kogo wydawać, kogo nagradzać. Trzynastego września 1922 roku na posiedzeniu politbiura, któremu przewodniczył Lenin, debatowano nad pytaniem Pokrowskiego: kto powinien wygłaszać wykłady w Instytucie Czerwonej Profesury. Zapadła decyzja, by „pozwolić Dieborinowi (i Akselrod) prowadzić kurs filozofii marksizmu, a Bazarowowi – zabronić wykładu na temat kapitału”. W lutym 1921 roku politbiuro roztrząsało propozycję Krasina, dotyczącą wydania za granicą pamiętników byłej cesarzowej, poświęcając tej kwestii więcej miejsca niż problemowi głodu. Wszystko, co miało jakikolwiek związek z ideologią, stawało się dla bolszewików zagadnieniem strategicznym. Nawet zgodę na powrót do Rosji „białego” generała Słaszczewa obwarowano zastrzeżeniem: musi napisać „pamiętniki z okresu walki z władzą radziecką”, oczywiście z intencją „zdemaskowania” ruchu „białych”. W 1929 roku generał Słaszczew został zamordowany, prawdopodobnie przy współudziale NKWD.

Inteligencja z natury rzeczy była strażniczką niezniszczalnej idei liberalizmu, który, gdyby zachował swe polityczne wpływy, mógłby stanowić ważną zaporę przeciwko skrajnościom dyktatury proletariatu. Lenin rozumiał to lepiej niż ktokolwiek inny, dlatego też, na długo przed wypadkami października 1917 roku, zwalczał zaciekle liberalną burżuazję. W artykule Robotnicza i burżuazyjna demokracja, napisanym w początkach 1905 roku w Genewie, stwierdził wprost, że w socjaldemokracji wyróżnić można dwa skrzydła: proletariackie i inteligenckie. To drugie jest na wskroś liberalne, niezdolne do podjęcia zdecydowanych, rewolucyjnych działań. Liberalizm to „ruch burżuazji”, utrzymywał Lenin, zamykając w ten sposób wszelką dyskusję. Intelektualiści, liberałowie potrafią jedynie iść na ugodę z burżuazją.

Ponieważ w socjaldemokracji najbliżsi liberalizmowi byli mienszewicy, haniebne piętno „ugodowców” przypadło w pierwszym rzędzie im. Lenin doskonale zdawał sobie sprawę, że tak radykalna doktryna jak bolszewizm nie ma żadnych szans na zwycięstwo w „normalnej”, parlamentarnej walce politycznej, w warunkach funkcjonowania Zgromadzenia Konstytucyjnego. Nieuchronnie stałoby się ono trybuną liberalnego umiarkowania, na co Lenin absolutnie nie mógł pozwolić. Dlatego też przypuszczał wciąż nowe ataki na liberalizm i jego ostoję – rosyjską inteligencję.

Politbiuro od czasu do czasu przypominało partii i służbom specjalnym o konieczności układania stosunków z inteligencją w duchu dyktatury proletariatu. Jedenastego stycznia 1923 roku najwyższy organ partyjny w składzie: Kamieniew, Tomski, Rykow, Trocki, Kalinin, Bucharin, podjął kolejną uchwałę: „Zlecić GPU, by nasiliło nadzór nad osobami wolnych zawodów i w odpowiednim czasie podjęło kroki w celu unieszkodliwienia wrogów władzy radzieckiej”.

Wygnanie intelektualistów za granicę lub zsyłka w odległe rejony Rosji były kolejnymi etapami leninowskiej polityki, lecz inteligencja, choć już prawie zmiażdżona, na ogół nie odpowiadała bolszewikom w ten sam sposób i nie uciekała się do aktów terroru – nadal pozostawała wierna swym zasadom. W 1931 roku zaczęła wychodzić w Paryżu liberalna emigracyjna gazeta „Nowyj Grad”. W artykule redakcyjnym rosyjscy intelektualiści pisali: „Pokolenie wychowane na krwi wierzy w zbawienne skutki przemocy”. Autorzy nawoływali, by nie poddawać się pragnieniu zemsty, lecz bronić wewnętrznych wartości jednostki i jej wolności metodami humanitarnymi. „Nienawidząc katów Rosji, nie widzimy dla nich przyszłości.
  

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj