Fragment książki "Apostoł w podróży służbowej"

 
Fantazje Evansa

I co? Nic. Bez wzruszenia i bez sympatii patrzyłem tępo
na Delfiny w błękitnej farbce morza i na Księcia wśród
lilii. Wszystko to bez głębi, bez powagi i wdzięku,
wyjąwszy małe freski ogrodowe i słynną Paryżankę.
Z Księcia wśród lilii albo z Króla-kapłana zachował się
kawałek łydki, torsu, ramienia i pióropusza. Wszystko
inne było rekonstrukcją, domysłem, fantazją. To tak, jakby
ktoś pomiędzy odnalezione ułomki starożytnego poematu
wpisał słowa własne. Obcując z dziełami przeszłości,
chcemy mieć pewność, że są autentyczne, że nikt ich nie
poprawiał, nikt nie wtrącił się, żeby je upiększyć,
udoskonalić, uczynić bardziej zrozumiałymi. Pragniemy
sami, bez pomocy pośredników, przerzucić most nad
przepaścią czasu, między nami a ludźmi i bogami sprzed
tysiącleci. Nie będąc uduchowionym ponad miarę,
poszukiwałem zawsze materialnych śladów, aby nawiązać
porozumienie i przymierze. Dlatego nieodmiennie
wzruszały mnie koleiny na rzymskich drogach, starte przez
pielgrzymów stopnie katedry, znak muratora na kamieniu.

Labirynt nad morzem, LABIRYNT NAD MORZEM 

***
 

Bogini węży

Muzeum. Z blokiem
rysunkowym i zeszytem
notatek. Odwrotnie niż we
freskach, które są jakby
pochwałą natury, tutaj
odnaleźć można ślady
kultów, religii i magii.
Zapis jest drobny,
enigmatyczny. Na górze
kwiatów bogini
z wyciągniętą ręką i berłem.
Dwa lwy. Na lewo postać
z długimi włosami
przegięta do tyłu
w ekstatycznym tańcu. Ale
co znaczy ta scena mała jak
orzech, widziana z ogromnej
odległości czterech tysięcy
lat? Pasja ruchu w sztuce
minojskiej. Odwrotnie niż
w Egipcie i u Greków
w okresie przedklasycznym.

Słynna fajansowa bogini
z wężami. Figurka wydaje
się być statyczna. Górna
część ciała z otwartymi
piersiami wyłania się
z ciężkiego dzwonu
spódnicy, ale ręce z wężami
są pełne pasji, ekspresji
i ruchu. Linie, linie faliste,
linie taneczne, linie
odśrodkowe, linie
rozkwitające. To zostanie
we mnie nawet jeśli
zapomnę wszystkie wazy
i dzbany i wymalowane na
nich wodorosty, trzciny,
kwiaty, papirusy
i ośmiornice.

Diariusz grecki, „Zeszyty Literackie” Nr 68

***
 

Ćwiartowanie wołu

Ta etiuda w mięsie fascynuje, budząc jednak jednocześnie lekki stan przerażenia,
zażenowania. Jak to jest z tym pięknem? Malowane jakby niezastygła jeszcze
czerwienią, brązem, żółcieniem i szarą bielą, sprawia wrażenie stygnącej na oczach
widza. Rembrandt odnalazł obiekt odpowiadający jego sile, swego godnego
przeciwnika. Na nas działa na zasadzie szoku, uderzenia, ale czy tak było zawsze?
Nasze odczucia nasza interpretacja dzieł przeszłości jest zawodna. Inne kryteria
estetyczne, moralne, emocjonalne. Późny nabytek Luwru (1857) wzbudził
entuzjazm artystów. Kopie Delacroix, Soutina, temat zażartych dyskusji estetów.

NOTATKA Z TECZKI REMBRANDT

***
 

Do Marka Aurelego

Dobranoc Marku lampę zgaś
i zamknij książkę Już nad głową
wznosi się srebrne larum gwiazd
to niebo mówi obcą mową
to barbarzyński okrzyk trwogi
którego nie zna twa łacina
to lęk odwieczny ciemny lęk
o kruchy ludzki ląd zaczyna

bić I zwycięży Słyszysz szum
to przypływ Zburzy twe litery
żywiołów niewstrzymany nurt
aż runą świata ściany cztery
cóż nam — na wietrze drżeć
i znów w popiołu chuchać mącić eter
gryźć palce szukać próżnych słów
i wlec za sobą cień poległych

więc lepiej Marku spokój zdejm
i ponad ciemność podaj rękę
niech drży gdy bije w zmysłów pięć
jak w wątłą lirę ślepy wszechświat
zdradzi nas wszechświat astronomia
rachunek gwiazd i mądrość traw
i twoja wielkość zbyt ogromna
i mój bezradny Marku płacz
 
 
    

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj