Fragment książki "Lapidarium IV"
Postmodernizm - to pojęcie teoretyczno-estetyczne, ma również swoją wersję obiegową, potoczną. W tej ostatniej postmodernizm oznacza rzeczywistość, w której nie ma już żadnych hierarchii...

Historia prehistorii - plemiona rozproszone po całej ziemi, wiekami nic o sobie nie wiedzą. Według Noama Chomsky'ego podbój świata przez Zachód trwa już nieprzerwanie od XV wieku. Dzisiaj, globalizacja jest tylko inną formą tego podboju.

Lata podróżowania do świata innych kultur. Jakie z tego nauki? Co wydaje się być cechą najbardziej korzystną, pozytywną, ludzką? Życzliwość. Życzliwość do Innego, do Drugiego, poskramiająca zło i tworząca klimat, w którym wszystko co najlepsze i najważniejsze staje się możliwe.

Żyjemy zamknięci w swoich kulturach i geografiach. Wystarczają nam one.

Nowe spojrzenie na historię Afryki. Bo ta historia przez ostatnie pięćset lat dzieliła się na dwie epoki - niewolniczą i kolonialną, z tym że historycy traktowali zwykle epokę niewolnictwa marginalnie i zdawkowo, a za wszelkie zło, które prześladowało Afrykę, obwiniali kolonializm. Był to jednak fałszywy obraz przeszłości. Albowiem handel niewolnikami, czyli grabież i mord ludności afrykańskiej, który trwał ponad trzysta pięćdziesiąt lat, wyniszczył i wyludnił kontynent, zahamował na wieki jego rozwój, odsunął go na margines świata, skazał na biedę i wegetację. To hańbiąca świat epoka wielkiej zbrodni dokonanej na Afryce. Kolonializm natomiast, który panował znacznie krócej, bo mniej niż sto lat, jest już zjawiskiem złożonym. Choć był systemem wyzysku, nadużyć i upokorzeń, miał i korzystne strony - zbudował tu i tam szkoły i drogi, wprowadził administrację i służbę zdrowia. Nadal jednak z zażenowaniem omija się horror niewolnictwa, które zdecydowało o historycznym zacofaniu Afryki, wskazując zamiast tego na kolonializm jako na winowajcę wszelkich nieszczęść.

Historie nieeuropejskich kontynentów były pisane przez Europejczyków eurocentrycznie jako dzieje podboju Afryki, Ameryki, Azji przez Europę (np. Prescotta Podbój Peru czy Readera Africa). Ciągle nie mamy wielu historii pisanych przez ludzi stamtąd. Ciągle obraz dziejów świata jest jednostronny. Wszędzie trzeba pisać historię od nowa, choćby historię Ameryki. Po pierwsze - historycy pochodzenia indiańskiego (Native-Americans) chcą, aby mówić, że podbój Ameryki przez białych dokonał się drogą pięćset lat trwających, masowych czystek etnicznych, rzezi i eksterminacji miejscowych gospodarzy tej ziemi - Indian.

Po drugie - historycy pochodzenia afrykańskiego (Afro--Americans) nalegają, aby podkreślać, że bogactwo i demokracja Ameryki zostały zbudowane dzięki czarnym niewolnikom przez trzysta lat masowo i przymusowo sprowadzanym z Afryki. Otóż ci skrzywdzeni i poniżeni świata zaczynają teraz zabierać głos i domagać się swojego miejsca w historii. Choćby dlatego, że chcą odpowiedzieć sobie na pytanie, czy zacofanie i status pariasów, na jaki byli skazani, wynika z ich wmawianego im lenistwa, tępoty i skazy genetycznej, czy jest następstwem tego, że przez wieki byli spychani na margines, wyzyskiwani i trzebieni.

W kulturze, w tradycji europejskiej porozumienie oznaczało najczęściej zgodność człowieka z człowiekiem, jednostki z jednostką. Chodziło tu o kontakt, o komunikację dwóch indywiduów - wszystko, co się między nimi działo, było arcyważne, doniosłe. W kulturach pozaeuropejskich jest inaczej. Nie miały one epoki odrodzenia, która wyzwoliła i wyodrębniła jednostkę. Jednostka pozostaje tam tylko cząstką, ogniwem, składnikiem wspólnoty, kimś, kto poza obrębem tej ostatniej nie istnieje. Porozumienie w tym wypadku to kontakt, komunikacja między społecznościami, między zbiorowościami, reprezentującymi różne kultury.

Ved Mehta: Mahatma Gandhi and His Apostles:

- nosił tylko białe dhoti, bo uważał, że kolorowe kryje brud;

- wierzył w celibat, że daje siłę duchową (był brahmachari - ten, który stosuje celibat) od trzydziestego szóstego roku życia;

- wierzył w ścisłą regularność życia codziennego; 

- mieszkał tylko w ashramie;

- czy nie miałeś rano kłopotów z wypróżnieniem? - pytał każdego na powitanie;

- najważniejsze, mówił, być zdrowym, bo upał, choroby i kurz chcą pochłonąć człowieka;

- łazienka, mówił, jest świątynią.

Osiągał wszystko przez samodyscyplinę. Jego zdaniem, charakter człowieka był fundamentem cywilizacji.

Kiedy stało się jasne, że Hongkong będzie częścią ChRL, milionerzy chińscy zaczęli przenosić się do kanadyjskiego Vancouver. I kupowali piękne, wiktoriańskie wille w starej dzielnicy Shaughnessy. Ogrody tej dzielnicy słyną z wiekowych, olbrzymich platanów, kasztanów, jesionów, orzechów.

Tymczasem Feng-Shui mówi, że duchy dobre i złe mają swoje drogi, poruszają się po pewnych trasach, w ustalonych kierunkach. Dobrym duchom nie wolno tarasować drogi - będzie z tego nieszczęście. Chińscy specjaliści - kapłani Feng-Shui - stwierdzili, że wiele owych prastarych drzew - pomników przyrody - tarasuje drogi dobrym duchom. Zaczęła się więc wycinka, gołocenie ogrodów. Dawni mieszkańcy miasta podnieśli krzyk! Wybuchły spory, przyszło do interwencji.

Zderzyły się dwie kultury. Każda z nich miała inną skalę wartości, mówiła odmiennym językiem, troszczyła się o inne dobra.

Uwagi z książki Jacquesa Soustelle'a "Cztery słońca".

O Majach: Dzieje Majów to przykład regresji w historii. Zafascynowani ideą postępu i rozwoju zapominamy, że w historii istnieją również epoki regresu. (Dekadenci - to spadkobiercy wielkiej przeszłości, którzy nie potrafią jej kontynuować).

Majowie a Celtowie: jakaż różnica poziomów! Majowie nie znali żadnego metalu, a Celtowie mieli broń żelazną. A jednak - o ileż wyższa była kultura Majów. Ten przykład każe nam rozdzielać dwa pojęcia, które lubimy czasem utożsamiać: postępu technicznego i rozwoju kulturalnego.

O cywilizacji: cywilizacja - w miarę rozprzestrzeniania się - zmienia formy. Powstają różnice między jej postacią w centrum, a wariantami peryferyjnymi.

Dużą część kultury świata stanowią wzajemne zapożyczenia. Ale w tej dziedzinie rządzą dwa prawa: 1 - łatwiej rozpowszechniają się zdobycze techniczne niż wartości kulturowe; 2 - łatwiej rozpowszechniają się wzorce konsumpcji niż pracy.

Serbski poeta Piotr Njegosz (pierwsza połowa XIX w.). Autor poematu Górski Wieniec. Wyraża w nim, pisze prof. Rapacka "postawę światopoglądową opartą na kolektywizmie i irracjonalizmie, na wizji kolistości i powtarzalności czasu, negacji czasu historycznego, kulcie śmierci i wierze w zbawczą i oczyszczającą dla społeczności moc ofiary i zemsty. Wolność stanowi tu w istocie kategorię negatywną: wolność to prawo do unicestwienia wroga".
Myśląc o takich zbrodniach jak Holocaust, o okrutnym świecie Oświęcimia i Workuty, o rzezi Ormian i koszmarze Kambodży coraz bardziej upewniamy się, że jedyną ewentualną szansą, aby nie powtórzyły się takie nieszczęścia, jest uprzedzanie ciosu, działanie zawczasu, takie, które nie dałoby historii potoczyć się w takim strasznym kierunku, nie dopuściło, aby w jej wnętrzu wyrósł przeklęty, złośliwy nowotwór, słowem - szansa jest tylko w czujnej i zdecydowanej profilaktyce, w nieubłaganym zwalczaniu zła, kiedy jest ono jeszcze w zalążku. Ale jakże trudno wyobrazić sobie, że z ziarnka, które trzymamy na dłoni, wyrośnie kiedyś wielkie, rozłożyste drzewo.

W tym też jest problem zła w historii, bo tak jak w wypadku ziarna, może być ono z początku nie tylko nieproporcjonalnie małe, ale mieć także inną, jakże odmienną formę! Ci, którzy budowali później obozy kaźni, nie zaczynali walki o panowanie od obietnic, że utworzą gułagi i konzlagry. Głosili inne, często atrakcyjne hasła.

A potem już zawsze jest za późno. Potem jest już świat ofiar i katów, a także tych, którzy stali z boku, starając się nic nie widzieć i nie słyszeć, a którzy później wolą nie pamiętać, nie mówić, gdyż gdzieś, w sobie, noszą czerw nieczystego sumienia, jednocześnie nie czując się w jakiś wyraźny i oczywisty sposób - odpowiedzialni. I żadnego rachunku krzywd już nie można wyrównać. Ofiarom nie przywróci się życia. Zbrodniarze rozproszą się, znikną i nie będą ukarani, a ci, którzy stali z boku, żyć będą z drzemiącym w nich, gniotącym uczuciem współwiny.

Największa słabość kultury - że nie jest w stanie powstrzymać zbrodni.

Postmodernizm - to pojęcie teoretyczno-estetyczne, ma również swoją wersję obiegową, potoczną. W tej ostatniej postmodernizm oznacza rzeczywistość, w której nie ma już żadnych hierarchii, wszelkie szkoły, postawy, opinie są jednakowo prawomocne, każda rzecz jest dozwolona, wszystko jest względne i podważalne, coś może być, ale i nie być itd.

"Im więcej kątów widzenia, tym bliżej jesteśmy istoty rzeczy". /Kazimierz Hoffman/

Amerykański antropolog - Clifford Geertz - bije na alarm: postmodernizm rozkłada i niszczy nauki społeczne. W "New York Review of Books" (z października 98) pisze, że w miejsce rzetelnych badań terenowych, np. antropologicznych, autorzy piszą rzeczy dowolne, impresjonistyczne, oparte na wrażeniach, na "tak mi się wydaje". Podstawą tego skrajnego subiektywizmu jest pogląd, że wszystko jest w ruchu, ciągle się zmienia, nie ma centrum, nie ma kryteriów, że wszystko faluje, migoce i przeobraża się pozbawione punktów odniesienia, zaczepienia. Słowem, w miejsce solidnego, budzącego zaufanie empiryzmu wprowadza się "błyskotliwą niepewność".

Np. James Clifford w swojej książce Routes próbuje stworzyć antropologię dla czasów "globalnej interakcji, ruchu, niestabilności, hybrydy, rozsianej i pozbawionej struktury rzeczywistości". Jest to, twierdzi Geertz, hit-and--run ethnography. Wybór jest dziś między tradycją badawczą w naukach społecznych a pisaniem, które cechuje "displacing, renegotiating, reinventing", które ma na celu rzekomo osiągnąć "większy pluralizm", bardziej "dialogową" postawę i stworzyć "policentryczność". W sumie, weszliśmy w "posteverything times", kończy autor.

24 września 97

X Ogólnopolski Zjazd Socjologów w Katowicach. Referat Antoniny Kłoskowskiej "Kultury narodowe wobec globalizacji". Niektóre tezy:

- żyjemy w świecie metamorficznym, stale konstruowanym,a ludzkość jest społeczeństwem w drodze;

- konflikt epoki: zderzenie procesów globalizacji z silnymi tendencjami narodowymi i nacjonalistycznymi;

- postmodernizm podważa status kanoniczności (tj. norm obowiązujących) w kulturze;

- dawniej etnologowie opisywali inne kultury jako egzotyczne, jako statyczne obiekty badań; natomiast globalizacja, wielokulturowość czyni z nich partnerów, współtwórców świata;

- Habermas: porozumienie przez zrozumienie;

- Charles Taylor: tożsamość jednostki kształtuje się przez kontakt z Innymi;

- dla kultury otwartej niezbędne są treści zewnętrzne.
 

Ważne ustalenia antropologii:

- ludzie nie tylko żyją w społeczeństwie, lecz równocześnie te społeczeństwa tworzą;

- prawem, które rządzi życiem społecznym, jest mutualizm: wpływ wzajemny na siebie wszystkich i wszystkiego.

Podejście intelektualistów amerykańskich do świata współczesnego jest inne niż europejskich. Riesman, Lipset, Bell, Lash starają się ustalić problemy naszej rzeczywistości, opisać je, zdefiniować i szukać rozwiązań. Ich postawa jest rzeczowa, pragmatyczna. Inaczej w Europie. Tu intelektualista przyjmuje pozę Kasandry, tragizuje, zapowiada koniec świata. By nie sięgać zbyt daleko wstecz, wymieńmy choćby Schopenhauera, Nietzschego, Spencera, Unamuno. Tragizm, absurd i zło - to najczęściej przewijające się motywy w ich filozofii.

W 1959 roku pisarz i naukowiec angielski - C.P.Snow wygłasza w Cambridge cykl wykładów pt. "The Two Cultures and The Scientific Revolution", w którym mówi, że elita intelektualna świata podzielona jest na dwa obce sobie i nie znające się obozy: humanistów i przedstawicieli nauk ścisłych. Nie ma między nimi żadnych więzi, mają oni odmienne wizje świata i myślą inaczej.

Lud uważa myślenie za próżniactwo, gdyż z własnego doświadczenia zna jedynie pracę fizyczną i ją tylko obdarza szacunkiem. Mówi o tym Hans Magnus Enzensberger w swoim wierszu o Darwinie i ogrodniku:

Biedaczysko, zauważa jego ogrodnik,
wystaje tak i wpatruje się długo
w słonecznik.
Gdyby miał co do roboty,
byłoby dla niego lepiej
. (Tłum. Grzegorz Prokop)


Większość z nas od wieków, od zawsze pojawia się i odchodzi ze świata bez śladu. Dzieje opowiedziane i opisane, to tylko historia niewielu ludzi i narodów, ich rzadko rozrzuconych śladów na szerokim i wielkim szlaku wydeptanym przez niezliczone miliony anonimowych wędrowców.

Jakże nierówno rozłożone jest życie kulturalne na naszej planecie! Wszystkie przychodzące do mnie zaproszenia na różne imprezy poświęcone kulturze pochodzą z krajów rozwiniętych. Z krajów Trzeciego Świata - nic nigdy. Kto miałby tam coś organizować? Uniwersytety? Przecież ledwie wegetują. Intelektualiści? Pisarze? Malarze? Wszyscy mieszkają w Nowym Jorku, Londynie, Paryżu. Już mieszkają albo starają się o stypendium, żeby tam wyjechać. Jednocześnie - kultura, sztuka, literatura europejska na większej części naszego globu po prostu nie istnieje.

Już w X wieku Ferdousi uważał, że wszystko zostało powiedziane. W swoim "Szah-name" pisze: "Cokolwiek powiem, już powiedziano przede mną, zebrano już wszystkie owoce z ogrodu mądrości".

W początkach XX wieku wojny i rewolucje były ze sobą sprzęgnięte. Wojna wywoływała, dawała początek rewolucji lub ją przyspieszała. Natomiast w końcu tegoż stulecia wojny nie mają żadnych rewolucyjnych konsekwencji.

"Natura też jest językiem. Przedmioty posiadają znaczenie podobne jak słowa; prawdziwy zaś artysta jest tłumaczem tego języka". /William Hazlitt/

Duszą rzeczy, jej istotą jest nie to, co widzimy, ale to, czego nie możemy dostrzec i co - w najlepszym razie - tylko przeczuwamy.

Oko jest ważne, najważniejsze, ale zarazem - jakże ograniczone! Gołym okiem nie widzimy wielu światów - choćby podziemnego czy podmorskiego, nie widzimy makroświata galaktyk i mikroświata drobnoustrojów.

Czytając Herodota: sny, przepowiednie, wróżby - oto czym kierują się jego bohaterowie w wyborach i decyzjach. Tak więc według Herodota historię tworzy to, co przypadkowe, niejasne, irracjonalne.

Historia jest zapominaniem. Nic, co minione, nie jest przeszłością ostatecznie zamkniętą. Przeszłość trwa w teraźniejszości, uczestniczy też w kształtowaniu przyszłości.

Jeszcze w 1977 roku, a więc ledwie na dwanaście lat przed upadkiem komunizmu, Henry Kissinger pisał:

"Dziś, po raz pierwszy w naszej historii, stajemy wobec tej absolutnej prawdy, że komunizm jest wyzwaniem, które się nigdy nie skończy... Musimy więc nauczyć się prowadzić politykę zagraniczną tak, jak inne narody musiały prowadzić ją przez tyle wieków - bez możliwości ucieczki ani bez chwili spoczynku... Tej właśnie sytuacji nie zmienimy".

Jeden z tysięcy przykładów, jak trudno, czy nawet nie sposób, przewidzieć dziś przyszłość.

Nina Berberowa: "Myśleć o przyszłości - cóż za luksus!" (kiedy na emigracji cierpiała biedę i głód).

Recenzja Sourena Melikiana w "International Herald Tribune" (z 2.11.96) z paryskiej wystawy "Rzeźba buddyjska w starożytnej Japonii".
Z przeszłości wyłaniają się tylko punkty - dzieła genialne. Jakby ktoś w ciemności oświetlał reflektorem jakieś oddzielne głowy, postacie. Prawie metrowej wielkości głowa Buddy. Rok - 685. Doskonała, klasycznie piękna. Spokój, pewność wykonania. Siła emanująca z każdego szczegółu, każdego rysu twarzy. Następny eksponat - postać bóstwa z Kinnaru. Rok - 734. A potem: siedzący Budda - mistrz, uzdrowiciel. Rzeźba z 1013 roku. Wreszcie dwie sugestywne, wyraziste rzeźby siedzących zakonników. Rok - 1189. A więc: 685 - 734 - 1013 - 1189. A co pomiędzy? Pomiędzy tymi datami? Całe epoki posuchy? Epoki , które nie zostawiły śladu?

To, co w sztuce przekazała nam przeszłość - to doskonałość. Czas ocalił tylko rzeczy doskonałe. Piękno tkwi w doskonałości. Ale jak to się dzieje, że pozostają tylko rzeczy najlepsze, a więc te, które powstają najrzadziej, wyjątkowo? Że to co drugorzędne, wtórne, słabe - kruszeje, rozpada się, ginie, znika? Jaki działa tu mechanizm selekcji i ocalenia? Jaki sąd, jaki autorytet, czyj wyrok, czyj gust decydują o przechowaniu i zachowaniu dzieł unikalnych, tych, które przemawiają do nas mimo wielkich odległości czasu i przestrzeni?

Zbliżać się do krainy absolutu, doskonałości, ideału - jakież to pociągające, ale zarazem i niebezpieczne. Jakby stanęło się na szczycie stromej i wysokiej skały - można zachwiać się i upaść w przepaść. To groźne - obsesyjne dążenie do doskonałości. Tylko nieliczni wytrzymują jej ciśnienie, jej miażdżącą, bezlitosną potęgę. Samo stworzenie czegoś - napisanie książki, namalowanie obrazu, skomponowanie sonaty, to w dzisiejszym świecie za mało, to nie wystarcza. Konieczny jest drugi człon tego procesu narodzin dzieła: żeby zaistniało, trzeba je jeszcze rozpropagować, promować, rozpowszechnić.
 

Kwiecień 1997

Wystawa w "Zachęcie":

Jerzy Nowosielski: "Pejzaż miejski 1971". Sztuka - zobaczyć to, co masz przed sobą w miejskim krajobrazie - ubogim, banalnym, bylejakim, ale zobaczyć w innych kolorach i kształtach niż te, które ci się będą powierzchownie narzucać.

Kajetan Sosnowski: "Zszywanie" albo "Ściegi", płótna szare, lniane, których ściegi biegną w różnych kierunkach, a zeszyte ze sobą kawałki, łatki, ścinki, tworzą płaskie, wygładzone kolaże.

Halina Chrostowska: figury, kompozycje, cienie. Próby uchwycenia świata w jego fragmentach, gradacjach, chwilach.

Barbara Jonscher: "Wakacje" - plamy duże, jasne, świetliste, wibrujące.

Andrzej Bielawski: blachy o różnych gradacjach rdzy. Ta rdza, mniej lub bardziej intensywna, tworzy zróżnicowane kolorystycznie powierzchnie dzieł.
 

Styczeń 99

W Zamku Ujazdowskim na wystawie "Państwo - miasto - rzeki". Tytuł mylący, ponieważ nie ma tam ani państwa, ani miasta, ani rzeki. Nie ma właściwie nic poza kilkoma instalacjami. Są podobne, ich schemat jest łatwy do odczytania i do reprodukcji, bo najczęściej sprowadza się do trzech elementów:

a - ruch. Ruch oglądany na ekranie telewizora. Jest to ruch ciała człowieka powtarzający się tępo, monotonnie, somnambulicznie - jak u schizofrenika;

b - dźwięk. Gdzieś z głośnika wydobywa się dźwięk, np. grzmotu, maszyny, płaczu dziecka, szczekania psa - podobnie jak ruch, także ten dźwięk powtarza się monotonnie, mechanicznie, jak stukanie kół jadącego pociągu;

c - przedmiot. Przedmiot to najczęściej jakiś obiekt o kształcie geometrycznym, jak metalowa tuleja, wypełniona ścinkami i wiórami, jakieś pudełko, pojemnik na śmieci albo bezużyteczny materac. Każda rzecz objaśniona jest podpisem, czasem prowokująco zaskakującym. Więc fragment zardzewiałego łóżka nazywa się "Snem Ariela", stos połamanych i pogiętych sztućców - "Pożądanie" itd.

Obiekt najlepiej oddający sens tej wystawy, to zawieszony na ścianie zwykły kinkiet i podpis: "Reinhard Mucha. Lampa z luminoformu. Kabel. Wtyczka. 1981".

Willem de Kooning o Duchampie: "Duchamp to jednoosobowy kierunek".

Oglądanie obrazów Stanisława Fijałkowskiego wymaga uwagi. Odkryjemy ich pełnię tylko wówczas, kiedy będziemy rzeczywiście skupieni. Bowiem na pierwszy rzut oka przestrzeń jego płócien wydaje się nieruchoma, świeci pustką. Ale wpatrujmy się uważnie, a po chwili zobaczymy, że w przestrzeni tej artysta umieścił jakiś znak. Wpatrując się dalej zobaczymy znak następny. Między tymi znakami toczy się dialog. Przestrzeń ożywa, jest komunikacją, mówi, przyciąga, zaskakuje, coś zapowiada.

Z kosmosu dochodzi do nas tylko cisza. A przecież wiemy, że gwiazdy to gigantyczne piece, które płoną, że topi się w nich materia, że między pędzącymi planetami dochodzi do zderzeń i wybuchów.

Podobnie z malarstwem Fijałkowskiego. Spokój jego obrazów jest mylący. Ich cisza - pozorna i złudna. W rzeczywistości kryją one w sobie wielkie napięcia świadczące, że to malarstwo krystalizowało się w wysokich temperaturach.
 

Styczeń 99

W Zamku Królewskim na wystawie pt. "Ogród". Wspaniała! Ogród - ważny element naszej wyobraźni, namiastka raju, której główną częścią, centralną figurą, osią - jest drzewo życia. Drzewo jest takie ważne, bo daje cień i owoce.

Żywopłoty ogrodów - rozmaryn i bluszcz. I mirt.

Drzewa: dęby, platany, kasztany, lipy, jesiony, klony.

Muzyka ogrodów - to szum drzew i głosy ptaków - ich świergoty i trele, pienia i nucenia.

Głównym żywiołem w ogrodzie jest woda. Są wody ruchliwe, bieżące i wody nieruchome, zwierciadła.

Ogród jest zapisem, refleksją, jest pejzażem wewnętrznym, unaocznieniem niewyrażalnego.
Słynne są ogrody angielskie - naturalne, dzikie, a jednak wyrażające pewien świadomy zamysł ich twórców. Największym z nich był żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku Humphrey Repton.

Wielu ludzi krytykuje i zwalcza postmodernizm. Wprawdzie postmodernizm to tylko aktualny, rozszerzony wariant liberalizmu, ale ponieważ atakowanie liberalizmu kompromituje jego krytyków, walczy się więc z postmodernizmem.

Oskarża się go m.in. o to, że wśród jego zwolenników spotyka się postkomunistów. A przecież w rzeczywistości komunizm zwalczał postmodernizm, jako że ten ostatni głosił swobodę poglądów, prawo do własnej, wolnej wypowiedzi.

Siła postmodernizmu jest w tym, że wyraża on nową sytuację komunikacyjną świata, w którym technika (elektronika) zniosła dwa drogowskazy orientacji - czas i przestrzeń - i w ten sposób zrelatywizowała świat wprowadzając w jego definiowanie dwa nowe pojęcia - względności i nieokreśloności.

Postmodernizm. Główny plus - że jest antydogmatyczny, otwarty na innowację, minus - że jest skłonny do nadmiernego, bezkrytycznego relatywizmu. Pytanie: czy można traktować nihilizm jako prapoczątek, praźródło postmodernizmu? Czy jest to trafny kierunek poszukiwań?

"Tygodnik Powszechny" z sierpnia 1997:

"Mało ważne stały się poglądy polityczne, społeczne czy pokoleniowe. Liczy się przede wszystkim siła wyobraźni, umiejętność zadziwienia i zaskakiwania" (Bartosz Żurawiecki).

"Kluczowym momentem owej filozofii (sukcesu) jest szczególny kult doraźności i skuteczności działania" (Marian Stala).

Notatki do wykładu "Wolność a twórczość artysty" (seminarium estetyki na wydziale filozofii UW dra Zbigniewa Taranienko, 12 maja 99).

Wolność to:

prawo do wyboru,
możność realizowania celów.

Ważne:

wolność od demonów
wolność od niemożności
wolność od nędzy.

Kant: wolność to rozum. Seneka: istotą wolności jest mądrość.

Wolność a twórczość to napięcie i jednocześnie szansa spełnienia. Wolność to możliwość twórczości, ale ona sama nic nie tworzy. Jej niebezpieczeństwa dla artysty - może usypiać, rozbrajać, rozleniwiać. Często urodzeni w niewoli, okuci w powiciu tworzyli rzeczy największe.

Jest wolność wewnętrzna i zewnętrzna (Spinoza, Sartre, Ingarden).

Jest wolność od czegoś i do czegoś.
Cenzura: ewolucja od cenzury topornej, biurokratycznej, policyjnej do wyrafinowanej (manipulacja, reklama, rynek). Np. cenzura rynku: po co mam pisać i tak mnie nikt nie wyda, zastąpiło dawniejsze: po co mam pisać i tak cenzura tego nie puści.

Największa zmora dla twórcy: autocenzura.

Sama wolność nie wystarczy, muszą być spełnione inne warunki, przede wszystkim - zdolność, wytrwałość w pracy, talent.

Biblia, zamiast pojęcia wolność, używa czasownika wyzwalać, bo chodzi przecież o proces, a nie o stan.

 
Sobota, 9 I 99

W "Zachęcie" dwa rodzaje wystaw: fotograficzne - "World Press Photo" i "Zakazane zdjęcia" (polskie życie polityczne w latach PRL) oraz, obok, malarskie - znakomitej Marii Jaremy (1908-58) i Grzegorza Klamana "Implanty".

Otóż na wystawach fotograficznych kolejki, tłumy, nawet nie sposób coś spokojnie, uważnie obejrzeć, bo ścisk, bo tyle głów skupia się przy każdym zdjęciu. Szum, gwar, młodzi ludzie - bo jest tu przede wszystkim młodzież, wymieniają uwagi, dyskutują.

A w innych salach - malarstwo. Tu cicho i pusto. Pilnujące panie rozwiązują krzyżówki albo o czymś ze sobą rozmawiają. Jakiż kontrast!

Fragment i fotografia. Fragment - tj. część całości. Tej całości nie znamy, możemy się jej tylko domyślać. Fragment otwiera nam przestrzeń, którą musimy zapełnić, ożywić. Tak jest właśnie z obrazem fotograficznym. On też jest fragmentem. Np. zdjęcie biegaczy w czasie startu. Widzimy tylko, jak wyskakują z bloków, jak ruszają. Nie widzimy nic więcej, ale wiemy, że ten start ma ciąg dalszy, że będzie bieg, że zaczyna się jakaś historia.

W zjawisku zwanym fotografią jest pewna sprzeczność. Przedmiotem fotografii, zwłaszcza prasowej - jest ruch. Natomiast zdjęcie jest nieruchome, fotografia to obraz nieruchomy. Otóż obszar między ruchem a bezruchem jest polem, na którym ujawnia się artyzm fotografa, jego wrażliwość, inteligencja, zmysł estetyczny.

Fotografikom, dużo bardziej niż w jakiejkolwiek dziedzinie sztuki, przychodzi z pomocą technika. Szybkość migawki, jasność obiektywu, czułość filmu pomagają rozwiązywać sprzeczność między ruchem obiektu i bezruchem obrazu. Ale tylko pomagają. Bo rzeczywista wartość zależy od jednego - od zdolności, od talentu autora.

Jeszcze na temat fragmentu jako formy. Rapsodia obejmuje różne rodzaje form, często jest to fantazja na niepowiązane tematy. Rapsodia ma charakter swobodnej interpretacji i rozwija się bez ustalonego z góry planu tematycznego. Inne podobne formy: sonata, renga (japoński poemat łańcuchowy, którego całość nie jest tematycznie powiązana).

Forma sonatowa - to struktura dzieła muzycznego, którego istotą jest swobodne przekształcanie tematów. Jedna z jej postaci to sonata barokowa, składająca się z krótkich, kontrastujących odcinków. W literaturze odpowiednikiem byłby fragment, forma fragmentaryczna.
Często o wartości przedmiotu decyduje w naszych oczach nawet nie on sam, ale otoczenie, w jakim go ujrzymy, jego kontekst, oprawa. Im będą one bardziej okazałe i znakomite, tym i rzecz sama wyda nam się znaczniejsza i wspanialsza.

Rozmowa z Gerardem Raschem. Tłumaczy na niderlandzki moje, składające się z notatek, zapisków i kartek z dziennika Lapidaria. Pyta, czy zgodzę się na ich wybór. Mówię mu, że taki zabieg jest ryzykowny, bowiem książka nie powinna być kolekcją najlepszych fragmentów, gdyż stanie się czymś w rodzaju ciasta składającego się z samych rodzynek - więc rzeczą niejadalną, niestrawną, a w naszym wypadku - nieczytelną. Moim zdaniem ktoś, kto robi wybory z zapisków Novalisa, Leopardiego, Canettiego czy Ciorana, skazuje ich książki na klęskę. Po kilku stronach nie da się tego już czytać,

Zbyt wielkie spiętrzenie rarytasów, stężenie języka, zgęszczenie obrazów. Proza nadmiernie esencjonalna nuży i męczy. Żaden umysł nie jest w stanie przebywać bez przerwy na szczytach. Każda dobra proza wymaga momentów słabszych, potrzebuje nawet trochę kiczu, żeby chwilę odprężyć się, odpocząć, rozluźnić uwagę, przejść się po równym, łagodnym terenie.

Proza jest falowaniem napięć i rozluźnień, miejsc na przemian to gęstych, to jałowych, epizodów o różnej wartości i temperaturze. Ruch prozy jest ruchem robaczkowym i kiedy chcemy pozbawić ten rytm jego naturalności, otrzymujemy w zamian produkt sztuczny, sterylny, jałowy.

Przyszło mi to do głowy, kiedy próbowałem robić wybór z prozy Leopolda Buczkowskiego, w której, jeżeli ją czytać w całości, są fragmenty poetycko wspaniałe, natchnione, olśniewające. Ale kiedy zrobi się selekcję tych fragmentów, wyłączy je z toku narracji, przestają nagle coś znaczyć, słabnie ich siła, gaśnie blask.
  

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj