Fragment książki "Zaginiony obraz. W poszukiwaniu arcydzieła Caravaggia"
Otworzyły księgę rachunkową w miejscu, w którym Laura skończyła ją przeglądać poprzedniego wieczoru, na stronie stanowiącej początek roku 1600. Pod koniec tego roku lub być może wiosną następnego - nikt nie wiedział tego na pewno - Caravaggio opuścił pałac kardynała Del Monte i zamieszkał u Ciriaca Mattei. Rozstanie z Del Montem odbyło się przyjaźnie. Caravaggio widział się z nim kilkakrotnie i liczył na jego pomoc, gdy wplątał się w kłopoty z prawem.
 
W domu Ciriaca, podobnie jak w rezydencji Del Montego, Caravaggio mieszkał na trzecim piętrze. Miał do swojej dyspozycji pokój na tyle duży, by mógł służyć jako pracownia. Nie dzielił kwatery z innymi służącymi. Warunki jego życia uległy znacznej poprawie. Żył pod opieką potężnego i zamożnego mecenasa, miał za darmo mieszkanie i wikt, a Ciriaco płacił mu pensję w zamian za obrazy. Ponadto Caravaggio mógł malować również dla innych zleceniodawców. W tamtym czasie jego stawka była najwyższa w Rzymie. Po sukcesie dwóch dzieł wykonanych na publiczne zamówienie, w kościołach Santa Maria del Popolo i San Luigi dei Francesi, jego prace były bardzo poszukiwane. Miał dwadzieścia osiem lat i mówił o nim cały Rzym.
 
Dziewczęta z mozołem przebrnęły przez zapisy roku 1600, ale nie znalazły niczego, co dotyczyłoby Caravaggia. Laura na chwilę wpadła w podniecenie, gdy znalazła wpis odnoszący się do ,Mich'Angelo pittore" (malarz Michelangelo), ale zapłata była za pracę w ogrodzie i wynosiła jedynie dziesięć skudów. Caravaggio otrzymywał znacznie wyższe należności.
 
Powoli i uważnie prześledziły rok 1601, jednak ponownie niczego interesującego nie znalazły. W tamtym czasie Caravaggio na pewno mieszkał w pałacu Ciriaca. Powoli zaczęło ogarniać je zwątpienie. Ani jedna, ani druga nie mówiła na głos, że ponad to, co już udało im się odkryć, mogą nie znaleźć niczego istotnego.
 
Francesca podniosła się z krzesła, gdy usłyszała szept Laury:
 
- Ecco!
 
Pod datą 7 stycznia 1602 roku Ciriaco zanotował wyraźnym, rozpoznawalnym charakteren pisma: ,Michel Angelo da Caravaggio pittore". Płatność opiewała na sto pięćdziesiąt skudów za obraz - i tu miały problem z odcyfrowaniem pisma Ciriaca. Wyglądało to na "obraz N. S. w" i dwa niewyraźne słowa. Jedno z nich zaczynało się chyba na "p" - czy mogło to być padrone, czyli pan lub właściciel? N. S. znaczyło prawdopodobnie Nostro Signore, zwyczajowe określenie Chrystusa.
 
Markiza, której uwagę zwróciło ich podniecenie, spojrzała z ciekawością.
 
- Znalazłyście coś interesującego? - zapytała.
- Być może - odpowiedziała Francesca - ale są tu słowa, których nie rozumiemy.
 
Każda z nich skopiowała wpis do notatnika tak dokładnie, jak umiała, naśladując pismo Ciriaca w słowach, których nie zdołały odcyfrować. Zapis, którego nikt nie oglądał od dnia, gdy Ciriaco sporządził go prawie czterysta lat temu, miał cztery linijki i był potwierdzeniem zapłaty dla Caravaggia. Prawie na pewno odnosił się do obrazu znanego jako Wieczerza w Emaus, który Baglione widział w pałacu Ciriaca. Dzieło wisiało obecnie w londyńskiej National Gallery.
 
Dwie strony dalej - pół godziny zajęło im dotarcie do tego miejsca - znalazły potwierdzenie innej zapłaty dla Caravaggia. Pod datą 26 czerwca zapisana została kwota sześćdziesięciu skudów, ale tym razem Ciriaco nie sprecyzował tytułu płatności. Czy mogła dotyczyć Św. Jana? Sześćdziesiąt skudów wydawało się sumą raczej niewielką, ale w końcu obraz przedstawiał tylko jedną postać.
 
Pracowały szybko, przebiegając wzrokiem wpisy, od czasu do czasu wymieniając spojrzenia. Teraz wiedziały na pewno, że Ciriaco był skrupulatnym buchalterem i że znajdą dowody innych wypłat dla Caravaggia. Takie znalezisko było darem niebios dla każdego historyka sztuki, najbliższą rzeczą, do której mógł dotrzeć w rodowodzie dzieła sztuki.
 
Następna zapłata pojawiła się na początku 1603 roku, 2 stycznia. Tym razem natychmiast wiadomo było, który obraz zakupił Ciriaco. Sto dwadzieścia pięć skudów "za obraz z ramą [przedstawiający] Chrystusa w ogrodzie".
 
- Pojmanie Chrystusa - mruknęła podniecona Francesca.
 
Starsza pani spojrzała z ciekawością.
 
- Kolejny obraz Caravaggia - wyjaśniła dziewczyna.
- Czy to tego szukacie? - zapytała markiza.
- Niezupełnie - wyjaśniła Francesca. - Zaginął przed wielu laty.
- Ach - powiedziała dama, mrużąc oczy. - Co się z nim stało?
- Nikt tego nie wie na pewno. Wielu ludzi go poszukiwało, ale nikomu nie udało się wpaść na jego trop.
- Jaka szkoda, że wszystko straciliśmy - powiedziała markiza z bólem w głosie.
 
Francesca i Laura znalazły zapis trzech płatności, a Baglione napisał, że Ciriaco miał trzy obrazy Caravaggia. Ale może kupił ich więcej? Baglione twierdził, że Ciriaco był właścicielem Niewiernego Tomasza, obrazu znajdującego się obecnie w zbiorach poczdamskiej Bildergalerie, nie znalazły jednak żadnego potwierdzenia tego faktu w spisach.
 
Kontynuowały pracę. Kilka stron dalej ponownie dostrzegły nazwisko Caravaggia przy płatności dwudziestu pięciu skudów. Mała suma w porównaniu z innymi wypłatami i trochę myląca. Ciriaco ponownie nie zaznaczył, za co zapłacił Caravaggiowi.
 
Było wczesne popołudnie. Nie zrobiły sobie przerwy na kawę ani na lunch, ale nie czuły głodu. Przeczytały zapisy kolejnego roku - 1604 - w nadziei, że znajdą więcej potwierdzeń, ale na próżno. W tym roku Caravaggio opuścił pałac Ciriaca Mattei. Wróciły więc do pierwszej płatności i wolno sprawdzać zaczęły zapisy raz jeszcze, by upewnić się, że nie przeoczyły niczego na temat Św. Jana.
 
Laura nie była w pełni usatysfakcjonowana. Martwiło ją, że nie znalazły konkretnego zapisu dotyczącego zapłaty. Powiedziała Francesce, że Correale nie będzie zadowolony. Francesca nie przejmowała się specjalnie Correalem. Znalazły dość dużo, by wprawić świat badaczy Caravaggia - tych ,chorych na Caravaggia" - w prawdziwe obłąkanie. A płatność sześćdziesięciu skudów bez wzmianki o obrazie, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa, dotyczyła Św. Jana.
 
Aż żal było opuszczać archiwum, potencjalną skarbnicę wielu jeszcze nieodkrytych rewelacji. Ale była już prawie czwarta po południu i zdecydowały się wracać do Rzymu z tym, co dotychczas udało im się ustalić. Będą musiały kiedyś tu wrócić. Oznaczało to konieczność przekonania markizy, ale Francesca czuła, że stara dama ją polubiła. A zaufanie markizy do nich wydawało się większe. Spędziła część dnia na górze, wyraźnie dając do zrozumienia, że nie ma potrzeby ciągłego ich nadzorowania.
 
Już miały wychodzić, gdy Francesca, z księgą rachunkową Ciriaca pod pachą, zatrzymała się na moment.
 
- Myślę, że powinnyśmy to schować - szepnęła do Laury. - Tam jest trzysta ksiąg tego samego formatu. Jeśli markiza zmieni numer, mnóstwo czasu zajmie nam jej ponowne odnalezienie.
 
Markiza miała kilka stosów ksiąg na stole i na pudłach, rozstawionych na podłodze, które skończyła już porządkować. Dziewczyna wsunęła księgę na spód jednej ze stert. Starsza pani pracowała w archiwum od lat i czyniła bardzo powolne postępy. Francesca wyobrażała sobie, że istnieje duże prawdopodobieństwo, iż stosy te pozostaną nietknięte do chwili ponownego zjawienia się jej i Laury w archiwum.
  

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj