Fragment książki "Tajemnica Christine Falls"

Minęła już pora lunchu, zanim Quirke wykrzesał z sie­bie dość energii, by dowlec się do pracy. Kiedy wchodził na oddział patologii, Wilkins i Sinclair, jego asystenci, wymienili obojętne spojrzenia.

— Dzień dobry — powiedział.

Gdy się odwrócił, by powiesić płaszcz i kapelusz, Sinclair mrugnął do Wilkinsa, unosząc do ust wyima-ginowaną szklankę i udając, że pociąga z niej potężny łyk. Miał ostry nos oraz czarne włosy, spadające bez-ładnie na czoło, i uchodził za najbardziej dowcipnego pracownika oddziału.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną