szukaj
Fragment książki "Sprawa niewiernej Klary"

- No, to teraz mów - nakazuję Denisowi i wymierzam pistolet w jedno z tych haftowanych czarnych słoneczek, zdobiących jego nowiuteńką chińską marynarkę.

Po dopiero co zakończonej projekcji wideo czuję nieopisane zdenerwowanie i wściekłość, ale też pewnego rodzaju uroczyste podekscytowanie. Ten twardy, ciężki kawał żelastwa w dłoni to dla mnie uczucie już znajome, ponieważ w ciągu ostatnich kilku tygodni byłem parę razy na strzelaniu; poza tym, w domu często bawiłem się pistoletem ot, tak.

Nowym i emocjonującym wrażeniem jest przede wszystkim to, że broń jest nabita i że mierzę nią w człowieka – coś takiego, naturalnie, na strzelnicy jest nie do pomyślenia.

Siedzimy w jego gabinecie. Denis z pozoru wygląda spokojnie, ale po tych paru tygodniach potrafię już rozszyfrować jego skrywaną nerwowość, zrozumiałą w tej sytuacji. Gdy przed chwilą zamknąłem drzwi, dotarło do niego, że nie żartuję.

- Zamierzasz mnie zabić? - pyta.
- Tak.

Uśmiecha się, choć wyraźnie zdradza oznaki niepewności.

- Zresztą, jaka tam śmierć - mówię z lekceważeniem. - To by było głupie, gdyby autor starał się wmówić czytelnikom – jak pisze Kundera – że jego bohaterowie naprawdę żyli.
- A więc powieść ma się ku końcowi?
- Dokładnie tak. Nie jesteś mi już potrzebny... 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj