szukaj
Fragment książki "Jezus z Nazaretu"

Rozdział 1
Chrzest Jezusa


Publiczna działalność Jezusa rozpoczyna się w momencie Jego chrztu w Jordanie, otrzymanego z rąk Jana Chrzciciela. Mateusz wydarzenie to sytuuje w czasie, posługując się ogólnym określeniem „w owym czasie", Łukasz natomiast z całą świadomością umieszcza je w kontekście powszechnej historii świata, umożliwiającym dość dokładną jego datację. Swoistą datację podaje także Mateusz, w tym sensie że na początku swej Ewangelii zamieszcza drzewo genealogiczne Jezusa, pomyślane jako wychodzące od Ab­rahama i od Dawida. Tym samym ukazuje ono Jezusa jako dziedzica obietnicy danej Abrahamowi i spadkobiercę przyrzeczeń danych przez Boga Dawidowi, któremu przyrzekł wieczne królestwo, realizujące się w historii znaczonej grzechami Izraela i karami Bożymi. Zgodnie z tą genealogią historia została podzielona na trzy serie 14 pokoleń - liczba 14 jest odpowiednikiem imienia Dawid. Dzieli się ona na okresy od Abrahama do Dawida i od Dawida do niewoli babilońskiej, po której następuje okres kolejnych 14 pokoleń. I ten właśnie fakt, że minęło kolejnych 14 pokoleń, wskazuje, że nadeszła godzina eschatologicznego Dawida, godzina odnowionego królestwa Dawida, jako pojawienia się właściwego królestwa, należącego do Boga. Jak można się spodziewać po żydowsko-chrześcijańskim Ewangeliście Mateuszu, jest to więc drzewo genealogiczne żydowskich dziejów zbawienia, które co najwyżej pośrednio wskazuje na dzieje świata, w tym znaczeniu, że definitywne królestwo, jako królestwo Boże, obejmuje oczywiście cały świat. Konkretne daty pozostają tym samym niepewne, ponieważ także o podanej liczbie pokoleń decydują tu nie tyle struktury historyczne, ile raczej trójstopniowy układ pokoleń, i nie ma ona na celu wskazywania dokładnych danych chronologicznych. Zauważmy od razu, że swe­go drzewa genealogicznego Łukasz nie umieszcza na samym początku Ewangelii, lecz wiąże je z historią chrztu, rozumianego jako jej zwieńczenie. Mówi nam, że Jezus miał wtedy około 30 lat, a więc osiągnął wiek dający prawo do publicznej działalności. W przeciwieństwie do Mateusza, w swym drzewie genealogicznym Łukasz zmierza w odwrotnym kierunku historii; znaczenie Abrahama i Dawida nie jest tu szczególnie akcentowane, a drzewo genealogiczne dociera aż do Adama, dalej nawet - do momentu stworzenia, gdyż do imienia Adama Łukasz dodaje: syna Bożego. W ten sposób ukazany zostaje uniwersalizm posłannictwa Jezusa: jest On Synem Adama - Synem Człowieczym. Ze względu na nasze człowieczeństwo wszyscy należymy do Niego, a On do nas. W Nim ma początek nowe człowieczeństwo, w Nim też osiąga swój cel.

Wróćmy jednak do opisu chrztu. Już w historii dzieciństwa Łukasz podał dwie znaczące wskazówki dotyczące czasu. O początku życia Chrzciciela mówi, że szukać go trzeba „za czasów Heroda, króla Judei" (1,5). W ten sposób chronologiczna uwaga dotycząca Chrzciciela pozostaje wewnątrz historii żydowskiej, natomiast opis dzieciństwa Jezusa zaczyna się od słów: „W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta..." (2,1). W tle znajduje się wielka historia świata, uosabiana przez Imperium Rzymskie.


Do tego wątku Łukasz powraca we wprowadzeniu do historii Chrzciciela i na początku publicznej działalności Jezusa. Posługuje się tu uroczystym tonem i podaje dokładne dane: „Było to w piętnastym roku rządów Tyberiusza Cezara. Gdy Poncjusz Piłat był na­miestnikiem Judei, Herod tetrarchą Galilei, brat jego Filip tetrarchą Iturei i Trachonitydy, Lizaniasz tetrarchą Abileny; za najwyższych kapłanów Annasza i Kajfasza..." (3,ln).

(...)

Rozdział 2
Kuszenie Jezusa


Kończące scenę chrztu zstąpienie Ducha na Jezusa jest jakby formalną inwestyturą na Jego urząd. Dlatego Ojcowie nie bez słuszności widzieli w tym wydarzeniu analogię namaszczenia, którym królów i kapłanów w Izraelu mianowano na ich urząd. Słowo Mesjasz-Chrystus znaczy „Pomazaniec". W Starym Testamencie namaszczenie było uważane za widzialny znak wyposażenia w związane z urzędem dary, z Duchem Bożym, potrzebnym do jego sprawowania. W Księdze Izajasza 11,2 jest mowa o nadziei pojawienia się rzeczywistego „Pomazańca", a jego „namaszczenie" polega na tym właśnie, że zstępuje na niego Duch Pański, „duch mądrości i rozumu, duch rady i męstwa, duch wiedzy i bojaźni Pańskiej". Zgodnie z relacją świętego Łukasza, w synagodze nazaretańskiej Jezus przedstawił siebie samego i swe posłannictwo w słowach podobnych do tych u Izajasza: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił" (Łk 4,18; zob. Iz 61,1). Końcowe słowa sceny chrztu mówią nam, że Jezus otrzymał to autentyczne namaszczenie, że jest On oczekiwanym Pomazańcem, że w tej godzinie została Mu formalnie nadana godność królewska i kapłańska - wobec historii i na oczach Izraela.

Od tej chwili spoczywa na Nim to zadanie. Ku naszemu zaskoczeniu trzy Ewangelie synoptyczne opowiadają nam, że pierwsze dane Mu przez Ducha polecenie wyprowadza Go na pustynię, „aby był kuszony przez diabła" (Mt 4,1). Działalność jest poprze­dzona wewnętrznym skupieniem, a skupienie to z konieczności jest także wewnętrzną walką o powierzone zadanie, walką prowadzoną przeciw zniekształceniom tego zadania, ukazywanym jako jego rzeczywista realizacja. Jest ono zejściem na poziom zagrożeń ludzkich, ponieważ tylko w ten sposób można podźwignąć upadłego człowieka. Jezus musi - tu należy szukać najgłębszego rdzenia Jego posłannictwa - wejść w dramat ludzkiej egzystencji, przemierzyć ją aż do samego jej dna, by w ten sposób znaleźć „zagubioną owcę", wziąć ją na ramiona i zanieść do domu. Zstąpienie Jezusa „do piekieł", o którym mówi wyznanie wiary, miało miejsce nie tylko w Jego śmierci i po niej, lecz stanowi część składową całej Jego drogi: musi On całą historię, od samych jej początków - od Adama - wziąć w swe ręce, przemierzyć i wycierpieć, ażeby mocją przemienić. Szczególnie List do Hebrajczyków z naciskiem podkreśla, że w posłannictwie Jezusa, w Jego antycypowanej w chrzcie solidarności z nami wszystkimi zawarte jest doświadczenie za­grożeń i niebezpieczeństw człowieczeństwa: „Dlatego musiał się upodobnić pod każdym względem do braci, aby stał się miłosier­nym i wiernym arcykapłanem w tym, co się odnosi do Boga - dla przebłagania za grzechy ludu. Przez to bowiem, co sam wycierpiał poddany próbie, może przyjść z pomocą tym, którzy jej podle­gają" (2,l7n). „Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu" (4,15). Tak więc historia kuszenia jest ściśle powiązana z historią chrztu, przez który Jezus staje się solidarny z grzesznikami. Bliski tym wydarzeniom jest także epizod Góry Oliwnej, jako kolejnej wielkiej wewnętrznej walki Jezusa o swe posłannictwo. „Kuszenia" towarzyszą jednak Jezusowi na całej drodze Jego życia i w tym sensie w wydarzeniu kuszenia - tak samo jak w chrzcie - należy widzieć antycypację, w której ogniskuje się walka całej Jego drogi.

(...)

Rozdział 3
Ewangelia o królestwie Bożym


„Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: «Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!»" - w tych słowach ewangelista Marek opisuje początek działalności Jezusa, a jedno­cześnie podaje istotną treść Jego przepowiadania (l,14n). W po­dobny sposób działalność Jezusa w Galilei podsumowuje Mateusz: „I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu" (4,23; 9,35). Obydwaj ewangeliści przepowiadanie Jezusa nazywają „Ewangelią" - co właściwie znaczy to słowo? W nowszych przekładach pojawiło się określenie „Dobra Nowina". Brzmi ono pięknie, pozostaje jednak daleko w tyle w hierarchii różnych treści słowa „Ewangelia". Słowo to było obecne w ję­zyku rzymskich cesarzy, którzy uważali siebie za panów świata, za jego zbawców i wyzwolicieli. Wychodzące od cesarzy orędzia zwane były ewngelium, bez względu na to, czy ich treść była szczególnie radosna i przyjemna. Co pochodzi od cesarza - taka zawierała się w tym idea - jest orędziem zbawczym, to znaczy nie tylko zwykłą wiadomością, lecz przesłaniem zmieniającym świat na lepsze. Jeżeli ewangeliści posłużyli się tym słowem, tak że stało się odtąd określeniem gatunku literackiego ich pism, znaczy to, że chcą powiedzieć: tu właśnie spełnia się to, do czego niesłusznie wysuwają roszczenia cesarze, podający się za bogów - pełne mocy orędzie, które jest nie tylko słowem, lecz rzeczywistością. W dzisiejszej naukowej semantyce powiedzielibyśmy: Ewangelia jest słowem nie tylko informującym, lecz także performatywnym - nie tylko przekazem informacji, lecz działaniem, sprawczą mocą, która przychodzi na świat, żeby go uleczyć i przeobrazić. Marek mówi o „Ewangelii Boga" - nie cesa­rze mogą zbawić świat, lecz Bóg. Pojawia się tu słowo, które jest słowem skutecznym [Tatwort]: tutaj rzeczywiście dzieje się to, o czym cesarze tylko mówili, nie mogąc tego zrealizować. Tutaj przystępuje do działania rzeczywisty Pan świata - Bóg żywy.

Centralna treść „Ewangelii" brzmi następująco: królestwo Boże jest blisko. Na linii czasu pojawił się słup graniczny, dokonuje się coś nowego. Ten dar domaga się od ludzi odpowiedzi w postaci nawrócenia i wiary. Centrum tego przesłania stanowi wieść o bli­skości królestwa Bożego. Jego zwiastowanie stanowi rzeczywiście ośrodek słów i działania Jezusa. Może to potwierdzić informacja statystyczna: słowa „królestwo Boże" pojawiają się w Nowym Testamencie 122 razy - z tego 99 razy w trzech Ewangeliach synoptycznych, przy czym 90 z tych tekstów to słowa Jezusa. W Ewangelii Jana i w pozostałych pismach nowotestamentowych słowo to od­grywa już tylko niewielką rolę. Można by powiedzieć: główną oś przedpaschalnego przepowiadania Jezusa stanowi orędzie królestwa Bożego, natomiast centrum przepowiadania apostolskiego po Wielkanocy stanowi chrystologia. Czy równa się to odejściu od autentycznego przepowiadania Jezusa? Czy odpowiada prawdzie twierdzenie Rudolfa Bultmanna, że Jezus historyczny nie jest częś­cią teologii Nowego Testamentu? Że należy w Nim widzieć jeszcze tylko żydowskiego Nauczyciela, którego wprawdzie musimy zaliczać do istotnych uwarunkowań Nowego Testamentu, ale który nie jest jednak jego częścią? Inny wariant takich twierdzeń o istnieniu głębokiej rysy pomiędzy Jezusem a przepowiadaniem Apostołów znaleźć można w głośnej wypowiedzi katolickiego moder­nisty Alfreda Loisy'ego, który tak sformułował swój pogląd: Jezus głosił królestwo Boże, a pojawił się Kościół.

(...)

Rozdział 6
Uczniowie


We wszystkich rozważanych dotychczas epizodach działalności Jezusa widać było, że jest z Nim związane „my" nowej rodziny, którą zgromadził swym przepowiadaniem i działalnością. Widoczne się też stało, że w Jego zamiarach to „my" było pomyślane jako powszechne: opiera się ono już nie na pochodzeniu, lecz na wspólnocie z Jezusem, który sam jest żywą Torą Boga. To „my" nowej rodziny nie jest bezkształtne. W jej obrębie Jezus powołuje grupę osób wybranych przez Niego w szczególny sposób, które kontynuują Jego posłannictwo i nadają tej rodzinie określony ład i kształt. W tym sensie Jezus stworzył grupę Dwunastu. Tytuł „apostoł" ma z początku szersze znaczenie i nie odnosi się wyłącznie do tej grupy; z czasem był jednak coraz ściślej z nią wiązany. U Łukasza, który zawsze mówi o dwunastu Apostołach, termin ten w praktyce pokrywa się z Dwunastoma. Nie będziemy tu wchodzić w szeroko dyskutowaną problematykę rozwoju znaczenia słowa „apostoł"; przyjrzymy się po prostu najważniejszym tekstom, które dają obraz formowania się tej ściślejszej wspólnoty uczniów Jezusa.

Podstawowym tekstem jest tu Ewangelia Marka (3,13-19). Czytamy w nim najpierw: „Jezus wszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego" (w. 13). Wydarzenia poprzedzające tę scenę miały miejsce nad jeziorem, a teraz Jezus wchodzi na „górę". Oznacza ona miejsce Jego wspólnoty z Bogiem, miejsce położone wyżej, ponad zajęciami i działaniami dnia powszedniego. W tekście paralelnym Łukasz mocniej jeszcze podkreśla ten aspekt: „W tym czasie Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc trwał na modlitwie do Boga. Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których też nazwał apostołami..." (Łk 6,12n). Powołanie uczniów jest wydarzeniem ściśle związanym z modlitwą; zostają oni niejako zrodzeni na modlitwie, w zjednoczeniu z Ojcem. W ten sposób powołanie Dwunastu jest czymś więcej niż wyznaczeniem określonych funkcji; ma ono sens głęboko teologiczny: powołanie ich zrodziło się z dialogu Syna z Ojcem i tam są jego korzenie. W tym znaczeniu należy też rozumieć słowa Jezusa: „Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo" (Mt 9,38). Bożych żniwiarzy nie można po prostu wyszukać, tak jak pracodawca szuka potrzebnych mu ludzi; muszą być zawsze wyproszeni u Boga i przez Niego samego wybrani do tej posługi. Ten teologiczny charakter jest jeszcze wyraźniej podkreślony w tekście Marka, gdzie czytamy: powołał tych, których sam chciał. Uczniem nikt nie może uczynić sam siebie, jest to wydarzenie wybrania, decyzja woli Pana, zakorzeniona w jedności Jego woli z Ojcem.

Dalej czytamy: „I ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli, by mógł wysłać ich..." (w. 14). Najpierw należy rozważyć sformułowanie „ustanowił Dwunastu" [er machte zwólf], które brzmi dla nas trochę dziwnie. W rzeczywistości ewangelista posługuje się tu terminem zaczerpniętym ze Starego Testamentu, gdzie oznacza on ustanowienie kogoś kapłanem (zob. 1 Kri 12,31; 13,33), a funkcję Apostoła nazywa posługą kapłańską. Następnie wybrani zostają wymienieni z imienia, co stanowi nawiązanie do proroków Izraela, których Bóg powołuje imiennie. W ten sposób posługa apostolska ukazuje się tu jako połączenie misji kapłańskiej z prorocką (Feuil-let, s. 178). „Ustanowił Dwunastu". Dwanaście to symboliczna liczba Izraela - liczba synów Jakuba. Od nich wywodziło się dwanaście pokoleń Izraela, z których po wygnaniu praktycznie pozostało tylko pokolenie Judy.

(...)

Rozdział 10
Jezus mówi o sobie


Już za życia Jezusa ludzie próbowali wyjaśnić Jego tajemniczą postać, odnosząc do Niego kategorie, które były im bliskie i które miały rozszyfrować Jego tajemnicę. Uważali Go za Jana Chrzciciela, za powracającego Eliasza lub Jeremiasza, za proroka (zob. Mt 16,14; Mk 8,28; Łk 9,19). Piotr, jak widzieliśmy, wymienia w swym wyznaniu inne, wyższe tytuły: Mesjasz, Syn Boga żywego. Wysiłki zmierzające do wyrażenia tajemnicy Jezusa w tytułach, wskazujących na Jego misję czy nawet samą Jego istotę, kontynuowano po Wielkanocy. Coraz wyraźniejszą treść przybierały trzy podstawowe tytuły: Chrystus (Mesjasz), Kyrios (Pan) i Syn Boży. Pierwszy z nich był sam w sobie mało zrozumiały poza obszarem semickim. Jako odrębny tytuł dość szybko przestał być używany i został połączony z imieniem Jezusa: Jezus Chrystus. Termin wyjaśniający stał się imieniem, co wiąże się z głębszym jeszcze spostrzeżeniem: utożsamia się on całkowicie z Jego funkcją. Nie sposób oddzielić od siebie Jego misji i Jego Ja. I w ten sposób Jego zadanie słusznie stało się częścią Jego imienia. Pozostają dwa tytuły, Kyrios i Syn, przy czym obydwa mają takie samo ukierunkowanie znaczeniowe. W rozwoju Starego Testamentu i wczesnego judaizmu słowo „Pan" zaczęło pełnić funkcję opisowego wyrażania imienia Boga i w konsekwencji sytuowało Jezusa w ontologicznej wspólnocie z samym Bogiem, orzekając, iż jest On żywym Bogiem obecnym wśród nas. Podobnie też z bytem samego Boga łączył Go termin „Syn Boży". Dokładniejsze określenie owego bytowego związku musiało się stać przedmiotem kontrowersji od momentu, kiedy wiara chciała zachować swój rozumny charakter i jasno zdać sobie z tego sprawę. Czy jest On Synem w jakimś sensie pochodnym: w znaczeniu szczególnej bliskości do Boga? Czy też może słowo to wskazuje na to, że w samym Bogu jest Ojciec i Syn? Że jest rzeczywiście „równy Bogu", jest Bogiem prawdziwym z Boga prawdziwego. Wyniki tych zmagań I Sobór Nicejski (325) zawarł w słowie homoousios („równy w istocie") - jedyne słowo filozoficzne, które weszło do Credo. Jednak to filozoficzne słowo służy zabezpieczeniu słowa biblijnego. Znaczy ono: jeśli świadkowie Jezusa twierdzą, że Jezus jest Synem, nie mówią tego w sensie mitologicznym ani politycznym - dwa znaczenia sugerowane przez kontekst tamtej epoki. Trzeba je rozumieć dosłownie: tak, w samym Bogu istnieje odwieczny dialog Ojca z Synem, a Obydwaj są w Duchu Świętym prawdziwie jednym i tym samym Bogiem.

Na temat tytułów chrystologicznych spotykanych w Nowym Testamencie istnieje obszerna literatura, dyskusja nad nimi nie jest jednak zadaniem tej książki. Tutaj staramy się zrozumieć drogę Jezusa na ziemi i Jego przepowiadanie, nie zaś teologiczne opracowania wiary i myśli wczesnego okresu Kościoła. Musimy natomiast przyjrzeć się bliżej samookreśleniom Jezusa, które znajdujemy w Ewangeliach. Jest ich dwa. Po pierwsze, Jezus chętnie nazywał siebie „Synem Człowieczym"; po drugie - zwłaszcza w Ewangelii Jana - są teksty, w których mówi o sobie po prostu jako o „Synu". Tytułu „Mesjasz" sam Jezus do siebie nie odnosił. Tytuł „Syn Boży" pojawia się na Jego ustach w niektórych miejscach Ewangelii Jana. Gdy spotykał się z mesjańską tytulaturą albo wypowiedziami pokrewnymi -jak w przypadku demonów, albo w wyznaniu Piotra -nakazywał milczenie. Na Krzyżu widnieje wprawdzie, widoczny dla wszystkich, tytuł Mesjasza, „Król Żydów". Tu jednak może już być, i to wypisany w trzech językach ówczesnego świata (zob. J 19,19n), ponieważ wtedy utracił już swą dwuznaczność.
 
  

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj