Fragment książki "Wstyd"

W dzień po pogrzebie Lucy zbudziła się jak co rano pół godziny przed mężem i dziećmi. Podłączyła termę, obejrzała sobie w lustrze podbródek i wory pod oczami, naciągając skórę palcami, jakby mogła w ten sposób przesunąć tłuszcz na właściwe miejsca. Potem zaparzyła kawę, nastawiła tosty, włożyła kanapki z jajkiem na twardo i tuńczykiem do torebek dla dzieci do szkoły, wyprasowała niebieską koszulę, zanotowała w pamięci, że trzeba wypolerować kafelki w kuchni, wyciągnęła Sergia z łóżka i obudziła Marianę, zapukała do drzwi Dziadzia, znowu wyciągnęła Sergia z łóżka, obudziła Alfreda, kolejny raz wyciągnęła Sergia z łóżka, sprawdziła, czy w łazience są ręczniki, usłyszała, jak Alfredo marudzi, że wolałby białą koszulę, w trzydzieści sekund wyprasowała białą koszulę, pomogła Sergiowi przy myciu zębów, zebrała na kupkę pigułki Dziadzia, wysłuchała skarg Mariany, że kanapki z jajkiem i tuńczykiem w torebkach śmierdzą, zapukała do drzwi łazienki, żeby Alfredo wreszcie wyszedł, podała Dziadziowi jego pigułki i szklankę wody, znalazła teczkę, którą Alfredo zostawił w pralni, powiedziała Dziadziowi, żeby lepiej wykąpał się po powrocie z porannego spaceru, przypomniała Alfredowi o wizycie u lekarza, odłączyła termę, pożegnała się ze wszystkimi, rozdając całusy i kanapki, zamknęła się w łazience i się rozpłakała.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną