Recenzja książki: Matthew Skelton, "Endymion Spring"

Mistrz Gutenberg wita
Intrygują bezdomny człowiek-biblioteka oraz pies Alicja.

Wielbiciele „Harrego Pottera" pamiętają zapewne scenę, w której początkujący czarodziej wchodzi do sklepu z magicznymi akcesoriami i dowiaduje się, że różczka sama wybiera sobie właściciela. Oczywiście kierując się przy tym tajemniczymi kryteriami. Podobnie ma się sprawa z osobliwą księgą, która sama wybiera sobie powiernika - tym razem dwunastoletniego Blake'a, bohatera powieści Matthew Skeltona „Endymion Spring". Księga idealnie pasuje do jego dłoni i jakby się do niego łasiła! Jest pusta - tekst ujawnia się dopiero pod uważnym spojrzeniem chłopca.

Jest w tej powieści wszystko, co powinno zaciekawić młodego czytelnika: czarujący smok, magiczne woluminy, paskudny czarny charakter, wędrówka w czasie (akcja rozgrywa się na przemian w piętnastowiecznym niemieckim mieście i we współczesnym Oxfordzie), przepastne biblioteki. Do tego problemy rodzinne: małżeństwo rodziców na granicy rozpadu i faworyzowana przez wszystkich wścibska siostrzyczka.

Atmosferę podbija zjazd naukowców, wielbicieli cennych książek: w Oxfordzie zjawia się galeria wielce ekscentrycznych typów. Część z nich to bezwzględne kreatury, które zrobiłyby wszystko dla zdobycia bezcennego woluminu.

Drugi plan pozostaje równie ciekawy: bohaterem książki jest sam mistrz Gutenberg (tytułowy Endymion Spring to jego czeladnik)! A my stajemy się świadkami początków druku. Intryguje także bezdomny człowiek-biblioteka, który ukrywa za pazuchą cudowny zbiór. Towarzyszy mu mądry pies Alicja, która również odegra w powieści istotną rolę.

Matthew Skelton, Endymion Spring, przł. Jolanta Kozak, Egmont, Warszawa 2007

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj