Fragment książki "Z tego można zrobić kilka opowieści"

Musiałem przeżyć wiele zupełnie nieistotnych lat, żeby w końcu zrozumieć, że jedyny teoretyczny problem, który naprawdę jest interesujący, o którym chce się myśleć i mówić, a który od czasu do czasu nie daje spokoju, to zagadnienie pamięci. Oczywiście własnej.

Niekiedy pojawia się czyste, głębokie i przemożne uczucie zależności od własnej pamięci, z którego rodzi się doświadczenie wolności absolutnej. Nie masz wtedy nic oprócz wszystkiego. Choć to wszystko może być też niczym. Ale wtedy nie masz nawet rąk, nie mówiąc już o oczach, uszach, języku, nosie, skórze. Podobnie jak ty, ręce należą do pamięci. A ty, podobnie jak ręce, zależysz tylko od niej. Co pamięć może pomieścić & Czego potrzebuje, a o czym nie warto wspominać. Tylko pamięć jest tym, co nazywa się tobą. Tylko ona tworzy i układa twoje życie. Ona to to, co tu i teraz.

Pamiętam to, czego nie trzeba pamiętać.

Jak pachniały stare wiedeńskie fotele w naszym mieszkaniu po tym, jak siedzieli w nich różni goście babci. Jakie żebra miały dziewczynki, które kiedyś bujałem na huśtawce przymocowanej do najwyższej gałęzi ogromnego kasztana nad wąwozem. Jak dławiła mnie pośpiesznie przełknięta pierwsza ukradziona bułeczka. Jaki dźwięk wydała czaszka napastnika, którego trafiłem kamieniem prosto w głowę. Jak wiele dźwięków w nocnym mieszkaniu przypominało cichy płacz dzieci, kiedy te spały w odległym pokoju. Jak niewiarygodnie zmieniały się kolory i światło na niebie w pierwszą nieprzespaną od samego początku aż do końca noc. Jaka jest gęstość, szybkość, prąd (i dotyk czy odczucie) wody w Lubieżni, Bystrzycy, Rybnicy, Cisie, Dniestrze, Dnieprze, Niemnie, Dunaju, Psłuchu, w jeziorach Szackim i Trockim. Jak zmieszała się krew z mlekiem, kiedy upadłem na schodach z pełnymi butelkami w obu rękach. Jak nazywali się wszyscy bohaterowie książki Tomek na tropach Yeti. Jak nad ranem skrzypiała od chłodu nagrzewająca się w ciągu dnia blacha na poddaszu, gdzie kiedyś mieszkaliśmy. Jak patrzył pies, który sam zdecydował, że będzie nasz, i gryzł prawie każdego z nas. Jak naprężają się ścięgna przedramienia, kiedy wraca się nocą z daleka do domu, z dwójką śpiących na rękach dzieci. Jak znaleźć maleńki sklepik z młodym winem w Ratyzbonie. Jak poruszać rękami i nogami, kiedy wspinasz się po drabince wozu pancernego. Jak w 1950 roku aresztowano mojego tatę na lekcji w podstawówce.

Pamiętam nieskończenie wiele takich bezużytecznych rzeczy. I czasem, kiedy zostaję sam, kiedy nic nie robię i nic nie mówię, wydaje mi się, że właśnie to wszystko jest najprawdziwszym mną. Zbiór chaotycznych, niepotrzebnych rzeczy, których jedynym sensem jest to, że wkrótce przeminą, nie zostawiając żadnego śladu na ziemi. Problem mojej pamięci polega na patologicznie zdeformowanej zasadzie selekcji informacji. Rozumiem, że zapominanie jest taką samą konieczną funkcją pamięci jak zapamiętywanie, ale przecież nie można aż tyle zapominać. Żeby pamiętać tak niewiele potrzebnych, ważnych, znaczących, drogich, radosnych, wzruszających chwil. Żeby zapominać nawet słowa. Nawet te zapisane.

Żeby nawet nie pamiętać, że coś trzeba zapamiętać. Zapominać zdarzenia i zdania na tyle, żeby nie wierzyć, że ktoś opowiada twoje własne wspomnienia. Tak jakby ciebie nie było tam, gdzie byłeś naprawdę szczęśliwy. Tak jakby ktoś inny całymi dniami był w środku twojego istnienia, jak w kiepskim filmie. (Coś podobnego zdarza się czasem z siniakami i zadrapaniami).

  
 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj