Fragment książki "Ostatni weekend"

17.

Wszyscy w autobusie wiedzieli, że na coś czekają. Ale na co? Czy może ktoś się spóźnił? Nie, wszyscy są, nawet Baśka, ta, co to podobno jest w dziesiątym tygodniu ciąży, siedzi i je chipsy cebulowe na tyłach autokaru. Zapach cebulki roznosi się po całym wnętrzu pojazdu i drażni nosy uczniów. Może na jakiegoś nauczyciela? Są wszyscy. Pani Krysia w wełnianym golfie, w którym na pewno jest jej gorąco, stuka nerwowo palcami lewej ręki o oparcie swojego fotela.

Foliowe worki na śmieci uwiązane przy każdym z foteli są jeszcze puste, nie porusza ich nawet najlżejszy wietrzyk - jest strasznie duszno. Oddechy uczniów mieszają się ze sobą, wszyscy oddychają tym samym, na poły zużytym powietrzem - ach, ta integracja! Integracja, we wszystkich jej przejawach, jakże fascynująca!

-        Ty, Stasiek, czujesz? - zaryczał Bartek.

-        Hę?

-        Wali cebulą! Baśka, śmierdzisz! Idź się z schowaj z tą swoją cebulą! - powiedział Bartek w stronę czerwonej jak burak dziewczyny. I dodał ciszej do kolegi:

-        Ten koleś to chyba niezły był, że jej zrobił dziecko. Ja bym jej nie dotknął.

-        No. Wali od niej cebulą.

Natalia przespała noc z filiżanką po kawie w ręku. Obudziła się parę minut po piątej, czyli w normie. Jednak tak bardzo chciała dobrze wyglądać, że zupełnie zapomniała o patrzeniu na zegarek. Zamiast pilnować czasu, gapiła się w lustro i nakładała na pryszcze maskującą maść. Nikt z klasy Id nie miał pojęcia, że czekają właśnie na nią. Wprawdzie wszyscy wiedzieli, że do klasy dołączy nowa koleżanka, ale raczej po długim weekendzie. Uczniowie sądzili, że trzeba być głupkiem, aby na siłę wpychać się do budy, kiedy można mieć parę dni wolnego. Poza tym w autobusie nie było ani jednego wolnego miejsca. Gdyby kierowca zrezygnował z jazdy, to może na jego miejscu ktoś by usiadł. A tak? Na co my czekamy?

Była godzina 6.15 rano. Ludzie w autobusie zaczęli się niecierpliwić.

-        Trochę tu duszno, co nie, stary?

-        Ta, można by otworzyć jakieś okienko.

-        Nie da się, już próbowałem. Ty, stary, przydałoby się pooddychać na dworku. I zapaliłbym sobie papieroska. Wychodzimy?

-        Ta, już mnie tył boli od siedzenia.

Stasiek i kumple wstali i wyszli, aby rozprostować nogi i zażyć świeżego powietrza. Dla zdrowia. Ale wychowawczyni zaraz zapędziła ich z powrotem do autokaru. Pod pretekstem, że już odjeżdżają. Poszli zapalić na tył autokaru. Monika, która wcześniej siedziała obok nich, nawet nie zwróciła uwagi na fakt, że teraz może patrzeć przez okno także po swojej lewej stronie, bo już jej kumple swoimi ciałami nie zasłaniają widoczności. Przyklejała nos do szyby i ją lizała. Marzenia o romantycznym spacerze i całowaniu się w krzakach ze Stasiem zakłócał jej tylko jakiś dziwny zapach. Kurczę, co to jest? A, cebulka.

Stasiek i kilku jego kolegów palili sobie w najlepsze, gdy nagle na ich teren wdarł się wróg. To była Kinga. Popatrzyła na nich, jak im się wydawało z pogardą, więc spojrzeli na nią z góry. Te jej szpileczki nie wystarczały, żeby dorastała do ich poziomu. Wyciągnęła paczkę petów, a z niej dwa papierosy.

-        Ty, stary... - powiedział szeptem Stasiek - po co jej dwa?

-        Fuck, nie wiem - również szeptem odpowiedział Bartek.

Kinga włożyła sobie oba papierosy do buzi i zaczęła gorączkowe przeszukiwania. Najpierw torebki, potem kieszeni kurtki. Sprawdziła nawet dwa razy, ale najwidoczniej nie znalazła tego, czego szukała. Znów spojrzała na nich z pogardą:

-        Chłopsy, masie mosze ogień? - powiedziała, trochę niewyraźnie, bo płynną wymowę uniemożliwiały jej te papierosy zwisające z prawego kącika ust.

-        Ta - powiedział Stasiek i wyciągnął z kieszeni złotą zapalniczkę. Pewnym ruchem, jak na uzależnionego od nikotyny przystało, zapalił papierosy. Dwa za jednym zamachem.

-        Dzięki - odpowiedziała dziewczyna i dmuchnęła mu chmurą dymu w twarz.

-        Dzięki - odpowiedział jej, a do kumpli: „Zajebista dupa".

Tak sobie palili z 5 minut, nic nie mówiąc, bo byli zajęci rozbieraniem Kingi wzrokiem. Kinga skończyła pierwsza, rzuciła oba pety na podłogę autokaru i zgniotła szpileczkami. Przejrzała się śmieciom, które leżały obok, po czym wdepnęła w nie i sobie poszła. Chłopcy aż zapiszczeli z rozkoszy.

-        Kurwa, no szkoda, że nie wypaliła czerech.

-        Albo całej paczki.

-        Ja bym mógł non stop na nią się gapić, jak jara.

-        Zajebista dupa.

-        Ehe!

-        Ile można czekać, przecież to przechodzi ludzkie pojęcie! - Stasiek, nie wiedzieć czemu, dostał nagle szału. Już od godziny czekamy na tych psów, mieli być dawno temu! Że też niczego nie można załatwić jak trzeba...

-        Cicho tam! - krzyknęła wychowawczyni. - Bo skontroluję plecaki!

-        Oooo!

-        Niech się pani nie denerwuje, pani Krysiu. Poczekamy jeszcze z pięć minut i jedziemy, niech się dzieje co chce - odpowiedziała Kaczka.

Nagle pojawił się radiowóz.

-        O, myślałam, że już panowie nie przyjadą.

-        Dzień dobry, jesteśmy z policji...

-        To widać.

-        Czy to pani złożyła prośbę, abyśmy sprawdzili stan techniczny tego autokaru?

-        Broń Boże! Może dyrektor! On lubi takie ceregiele.

-        Czy pani jest wychowawcą?

-        Nie - odpowiedziała Kaczka. - Zaraz zawołam.

-        Dzień dobry panom, już jestem, Krystyna Dziuba - przedstawiła się nauczycielka. - Czy mogliby panowie jakoś tak szybko załatwić sprawę? Powinniśmy już wyjechać, dzieci się niecierpliwią. Swoją drogą, ileż można czekać... - gdakała wychowawczyni, aby tylko się ich pozbyć, bo przecież i tak brakowało Natalii.

-        Proszę pani, to się tak szybko nie da. Ale zrobimy, co w naszej mocy.

-        Będziemy wdzięczne - odpowiedziały nauczycielki.

Policjanci udali się w stronę kierowcy, który już czekał przy tyle autokaru. Rozmowa między mężczyznami toczyła się przez około 5 minut. Kierowca żywo gestykulował, co chwila wykrzykując: „Co też panowie!" i „Daj pan spokój!". Widać było, że kontrola przebiega sprawnie.

Po 5 minutach policjanci zniknęli w swoim radiowozie, a pan kierowca, czerwony na twarzy, podszedł do nauczycielek. Nerwowo podkręcał wąsa, aż w końcu się odezwał:

-        Kochaniutka, jest sprawa. Te... - wskazał nieznacznym ruchem głowy na radiowóz - ...yyy, tego, panowie policjanci... przejdę do rzeczy. Jest sprawa, yyy, chcą 500 zł.

-        Słucham? - spytała pani Krysia. - Mają nas za głupie. 500 to kosztuje wycieczka zagraniczna. Niech pan powie, że jedziemy tylko do Sulejowa, więc musi wystarczyć 200.

-        Co? - wyrwało się Kaczce.

-        No, tego, jak mówię. Chcą 500 zł! Inaczej autokar niesprawny.

-        Zawsze to samo. Próbują naciągnąć naiwnych...

-        Ciii! Bo usłyszy nas młoda anglistka.

-        A co mi tam, niech się dziecko uczy zawodu, bo jeszcze będzie miała błędne mniemanie i sobie przez to życie zmarnuje.

-        Może i racja. Im szybciej się dowie, tym prędzej... he, he.

-        Gdybym ja była młoda i znała języki, pracowałabym jak najdalej od szkoły, moja droga... no nic, chodźmy do radiowozu.

Policjanci próbowali jeszcze się targować, ale widząc, że mają do czynienia z weterankami edukacji, a nie z młodymi anglistkami, wzięli 200 i zaczęli udawać, że w autobusie coś sprawdzają.

-        Kurde, no na co my czekamy?

-        Misiu, nie widzisz, że policja nas sprawdza? - Monika przytulała się do Stasia, żeby wszyscy widzieli, że jest jej.

-        Chyba żartujesz, kontrola będzie?! - nieco histerycznie zakrzyknęła Kinga. - Nas będą sprawdzać?! Przecież jak oni mi się dobiorą do plecaków...

-        Głupoto, autokar sprawdzają.

-        Przystojniaki, patrzcie - krzyknęła Dominika, żując gumę.

Ona już od dłuższej chwili obserwowała dwóch mężczyzn maślanym wzrokiem. Teraz delikatnie oblizała usta, przeczesała palcami włosy i stwierdziła:

-        Idem im siem lepiej przyjrzeć. Idziesz ze mną, Kinga?

-        Odbiło ci, nie będę flirtowała z policją.

-        A ja będę - zrobiła balon z gumy, był różowy i przykleił jej się do policzka.

Dominika wyszła z resztą gumy na twarzy. Kinga i Stasiu spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Kinga mrugnęła okiem i szepnęła:

-        Dominika nie przepuści okazji, żeby zaliczyć kolesia, nie?

-        No! Patrzcie, jaka święta się zrobiła - Monika szepnęła Stasiowi prosto do ucha.

W pewnym momencie zapach cebulki całkowicie zniknął. Nigdzie nie było też Baśki, tej, co to podobno puściła się dwa miesiące temu z jakimś dziennikarzem z telewizji. Kinga zaczęła rozglądać się po autokarze.

-        Kurczę, przecież siedziała tam z tyłu... - powiedziała sama do siebie. - A miałam ochotę na te chipsy... Przemuś? - szturchnęła chłopaka, który siedział obok niej, ale był znany z tego, że nie interesował się wdziękami kobiet.

Nie zareagował, więc wyjęła mu z uszu słuchawki.

-        Czego ty słuchasz, Przemek? Słuchaj, gdzie jest Baśka?

-        Dziewczyno, w jakim ty świecie żyjesz? Jak te dwa młoty z III f się do niej przyczepiły, to urządziła histerię, dała nawet jednemu w twarz i pojechała. taksówką do domu. Nie widziałaś, jak Kaczka za nią biegła tym swoim truchcikiem?

-        Aha. Szkoda, kurde, miałam ochotę na te chipsy.

W tym samym czasie przed autokarem rozgrywała się dramatyczna scena. Krystyna Dziuba szykowała się do wyjazdu, dlatego zdjęła swój pomarańczowy golf, potem włożyła go znowu, zakasała rękawy i... oniemiała. Jedna z jej uczennic, Dominika, wyginała się przed policjantami - oni patrzyli się na jej dekolt, a ściślej na obfity biust, i coś tam pomrukiwali pod nosem. Pani Krysia jeszcze nigdy w swej prawie 20-letniej karierze pedagoga nie widziała czegoś takiego. Żeby uczennica...

-        Na dodatek ta łapówka. Jak to rozliczyć...

-        To się załatwi, przecież mamy dodatkową uczennicę, tę Natalię Wieczorek.

-        Całe szczęście, że jej nie wliczyłam do grupy. Tylko dlaczego jej jeszcze nie ma?

-        Ale z tym chamstwem trzeba coś zrobić natychmiast, moja kochana, bo jeszcze ci policjanci gotowi są towarzyszyć nam do samego Sulejowa - powiedziała rozsądnie i rezolutnie Kaczka, patrząc z dezaprobatą na Dominikę.

Obie kobiety podeszły do radiowozu. Kaczka odciągnęła Dominikę i zaprowadziła ją do autokaru. Dziewczynie w ostatniej chwili udało się zakrzyknąć:

-        Zadzwoń, Patryk! Pięćset siedem osiemset...

-        Wsiadaj - ucięła Dziuba.

-        Czy w czymś pomóc? - zapytała anglistka, gdy już było po wszystkim.

-        Nie, niech pani lepiej sobie śpi.

Natalii nadal nie było. Filip zaczął już myśleć, że w ogóle nie przyjdzie, bo przecież ile można się spóźniać. Dziewczyna wprawdzie już dawno przypudrowała sobie wszystkie pryszcze (w sumie tylko dwa), ale - w przeciwieństwie do reszty klasy - nie miał jej kto podwieźć do szkoły. Okazało się, że matka nie mogła wypożyczyć jej Marcina, cud, że w ogóle zgodziła się na tę pożegnalną w sumie wycieczkę.

Magdy nie chciała budzić, tym bardziej, że spała pijana. Ale nawet, gdyby była trzeźwa, to o tej porze na pewno wjechałaby na pierwszy lepszy słup. Mogła oczywiście wezwać taksówkę, ale przecież nie miała grosza przy duszy. Wybrała się więc tramwajem. Z Rudy tramwajem o 6 rano? Duży błąd. Gdyby nie wyraźne polecenie dyrektora Pszczoły, wydane wychowawczyni, że bez Natalii nie wolno im jechać na tę wycieczkę, autokar już dawno byłby w połowie drogi do Sulejowa.

-        Kurde, no na co my czekamy?

-        A to kto? - zdziwiła się Kinga na widok nieznanej dziewczyny wchodzącej do autokaru.

-        To Natalia - odpowiedział Stasiek.

-        A ty skąd ją znasz?

-        Obsługiwała mnie w hipermarkecie... naprawdę... wino polewała... a wcześniej byłem u niej na zajebistej imprezie...

-        Oj, naprawdę była zajebista - westchnęła Monika. - Wszyscy byli, nawet Izka, wyobrażasz to sobie?

-        A dlaczego mnie tam nie było? - Kinga z wściekłości wyciągnęła teraz trzy papierosy i włożyła je wszystkie do ust. - Cso sze gapicze? Palycz mi sze szachczało. 

Wychowawczyni nie powiedziała Natalii ani słowa, ponieważ dobrze wiedziała, że w maju do szkoły przyjmuje się uczniów tylko na wyraźne polecenie władz. Jeśli dyrektor musiał ją przyjąć, to lepiej będzie trzymać gębę na kłódkę i rozpieszczonej gówniary nie denerwować. Gotowa jeszcze poskarżyć się tatusiowi, który na pewno jest co najmniej bratem kuratora albo nawet wojewodą.

Wolne miejsce było tylko przy Izce, gdzie wcześniej siedziała płodna Baśka i żarła cebulę. Izka też nigdy by przy niej nie usiadła, ale skoro nigdzie nie było wolnego miejsca, musiała udawać przyjaciółkę Baśki. Teraz, gdy koleżanka w ciąży pokazała swoje humory i zrezygnowała z wycieczki, Izka myślała, że ma obydwa siedzenia dla siebie.

-        Cześć, Izka, pamiętasz mnie? Można? - zapytała Natalia, szukając oczami Filipa.

-        Nie masz wyboru, Natalka, tylko tu jest wolne.

Filip już od wczoraj kombinował, jak to zrobić, aby siedzieć razem z Natalią. Ponieważ nie miał pewności, czy ona w ogóle pojedzie, trzymał się na razie z chłopakami ze swojej klasy. Teraz jednak zadziałał tak, jak to się zwykle robi, gdy chodzi o ważną sprawę.

-        Bibi, słuchaj, dam ci czteropak Leszków, jak zwolnisz to miejsce.

-        A gdzie ja, kurwa, będę siedział, co?

-        Usiądź z tą Izką, a do mnie przyślij Natalię.

-        Za czteropak to możemy zrobić odwrotnie, ty usiądziesz z Izką, a ja se tu zajaram z tą małą. A propos, wziąłeś fajki?

-        Dobra, dam ci jeszcze paczkę Marlboro.

-        A od kiedy ty palisz Marlboro. Pokaż... Ok., może być. Ale tylko do najbliższej stacji benzynowej, bo dłużej z tą Izką nie wytrzymam.

-        Dzięki.

-        Te, mała, jeden fagoś chce koniecznie wziąć cię na kolana - powiedział Bibi, pokazując na Filipa. - Cześć Izka, podobno masz miesiączkę. Nie?

Autokar ruszył.

   

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj