szukaj
Fragment książki "Podróż Bena"

·         Co się stało, Ben?

·         On jest zły - mówił chłopak. - On mi coś zrobi.

·         Jestem przy tobie, Ben.

Teresa patrzyła na obcą osobę, która wydawała się całkiem niegroźna, i zastanawiała się, czym przeraziła Bena. Nie znajdywała odpowiedzi na to pytanie. Czasem na twarzy chłopaka pojawiał się uśmieszek zadowolenia. Teresa orientowała się po chwili, że Ben przygląda się kolejnej równie niegroźnej osobie - zazwyczaj kobiecie.

·         Musisz uważać, kiedy uśmiechasz się do kobiet.

·         Lubię ją - mówił zazwyczaj Ben. A raz dodał:

·         Ona chyba też mnie lubi.

Podczas tych wypraw Teresa czuła, że dokoła czyha mnóstwo niebezpieczeństw, cieszyła się, kiedy wracali do domu. Robiła chłopakowi stęka i próbowała zachęcić go do jedzenia, sama zjadała kanapkę. Długimi gorącymi południami leniuchowali, czasem wpadali znajomi Teresy  jedna lub dwie osoby, ale wieczory wyglądały inaczej niż wtedy, kiedy mieszkał z nimi Alex. Goście przynosili butelkę wina, mięso do ugotowania albo owoce - wiedzieli, że nie mogą liczyć na darmowy posiłek. Teresy nie było stać na urządzanie przyjęć, brała tyle, ile musiała z pieniędzy Bena. Chłopak nie chował się w swoim pokoju, siadał przy stole ze znajomymi Teresy. Nie uczestniczył w roz­mowach, nie rozumiał wszystkiego, o czym goście mówią, ale przysłuchiwał się i docierało do niego więcej, niż mogło się wydawać Teresie i innym.

Teresa i jej znajomi nieustannie się śmiali, Ben zastanawiał się, co jest przyczyną ich wesołości: chłopakowi większość rzeczy wydawała się przerażająca. Bardzo często myślał o starej kobiecie, o tym, jak o niego dbała. We wspomnieniach nawet w kotce widział przyjaciela, którego stracił. Wiedział, że Ellen Biggs umarła, ale to nie powstrzymywało go od myślenia o tym, że powitałaby go z radością, gdyby zapukał do jej drzwi.

Goście, którzy odwiedzali Teresę, należeli do niższej klasy społecznej niż znajomi Alexa. Nie było wśród nich reżyserów, scenarzystów, znanych aktorów ani tancerzy. Do grona znajomych Teresy należeli mało znaczący ludzie ze świata teatru i telewizji - technicy telewizyjni, specjalistki od PR, także tłumacz, z którym dziewczyna się zaprzyjaźniła, ponieważ chciała poznać lepiej język angielski. Trochę uczyła ją angielskiego charakteryzatorka; zaś piosenkarka z klubu, gdzie bywali marynarze, nauczyła Teresę grać na gitarze i śpiewać piosenki po angielsku.


Wśród gości nie było dziewcząt z faveli ani nikogo, kto wiedział o jej przeszłości. Pośród gości często bywała dobra znajoma Teresy - Inez. Teresa była dumna z tej znajomości. Inez pochodziła z dobrej rodziny, jej ojciec był profesorem na uniwersytecie; pracowała jako asystentka w laboratorium.

Teresa poznała ją, kiedy kręcono krótki film dla telewizji o genach i dziedziczeniu. Reżyser filmu konsultował się w niektórych sprawach z ojcem Inez. Przyjaciółka Tresy była zafascynowana teatrem jak większość ludzi, których życie od urodzenia toczy się utartą koleiną. Uważała, że jest skazana na przewidywalność.

Teresa bała się tej mądrej, wykształconej kobiety, która potrafiła pięknie mówić i miała w życiu możliwości, o których Teresa nawet nie mogła marzyć. Z kolei Inez była pod wrażeniem Teresy. W przeciwieństwie do Alexa, który wydawał się nie wierzyć, kiedy Teresa powiedziała mu, że przeszła setki kilometrów na piechotę, żeby dotrzeć do Rio, Inez wiedziała, przed czym uciekała jej przyjaciółka. Nieraz leciała samolotem nad wysuszonymi terenami, gdzie unosiły się tak gęste chmury pyłu, że ledwo było wi­dać koryta rzek w dole i domy otoczone tumanami kurzu. Inez wiedziała o istnieniu faveli. Kiedy usłyszała historię Teresy, ogarnęło ją współczucie, ciekawość i coś w rodzaju winy.

W Rio nie można uciec przed nędzą, człowiek staje z nią oko w oko na każdym zakręcie. Jej symbolem są bezdomne dzieci i członkowie gangów ulicznych, którzy śpią na chodnikach, podobni do stert porzuconych ubrań, taplają się w fontannach jak ptaki, piszczą i krzyczą, piją wodę i rozglądają się, czy w pobliżu nie ma policjantów, którzy czekają tylko, żeby ich zamknąć albo nawet zabić.

Kiedy Inez dowiedziała się, że Teresa ma rodzinę w faveli, spytała, czy może tam z nią pojechać; od dawna chciała odwiedzić to miejsce, ale powstrzymywał ją strach, wiedziała, że z Teresą będzie się czuć bezpiecznie. Z początku Teresa nie chciała się zgodzić, bała się, że mądra, kapryśna przyjaciółka wzgardzi nią, w końcu się zgodziła. Miała powód. Powiedziała Inez, żeby założyła mocne buty, sama ubrała się w dżinsy, białą koszulę i buty na płaskim obcasie. Młode kobiety dojechały taksówką do miejsca, skąd widać było favelę na wzgórzu, i brudnymi ścieżkami, które wiły się wśród chat, weszły na szczyt. Ojciec Teresy spał na łóżku zrobionym z plas­tikowych płacht przymocowanych do drewnianej ramy, którą znaleźli na śmietniku; matka siedziała pod daszkiem z toreb rozpostartych na kijach, trzymając na kolanach chorą dziewczynkę.

Teresa wręczyła matce kopertę z pieniędzmi, unikając jej wzroku. Twarz kobiety nie złagodniała; powitała Inez chłodno, chociaż dziewczyna zrobiła na niej duże wrażenie. Teresa o tym wiedziała - nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby wziąć Inez za prostytutkę, była zbyt dystyngowana. Matka Teresy nie poczęstowała ich niczym, ale Teresa obeszła łóżko, na którym spał mężczyzna, zdjęła z pułki plastikową butelkę i nalała wody do dwóch szklanek, dla siebie i przyjaciółki. Nie miały gdzie usiąść. Teresa zauważyła, że Inez boi się pić ze szklanki, która mogła być zakażona.

Młode kobiety stały w milczeniu, podczas gdy matka siedziała, wachlując śpiące dziecko i patrząc na rozpadające się dachy chat. W końcu przełamała się i spytała Inez, czym się zajmuje. Dziewczyna powiedziała, że pracuje w laboratorium. Ponura kobieta, która nigdy się nie uśmiechała, położyła dziecko na łóżku, w rogu i przyniosła dwa stołki - jeden dała Inez, drugi córce. Spytała Inez, gdzie poznała Teresę, z wyrzutem wymawiając imię córki. Inez powiedziała, że poznały się, kiedy Teresa brała udział w robieniu filmu dla telewizji. Teresa miała nadzieję, że jej przyjaciółka o tym wspomni: jej matka złagodniała nagle, wiadomość zrobiła na niej wrażenie.

Przedtem starała się nie patrzeć na swoją zhańbioną córkę, jakby Teresy nie było, ale teraz spojrzała na nią ze łzami w oczach. Kiedy żegnała się z córką, objęła ją po raz pierwszy od dwóch lat i wybuchła płaczem. Teresa także się rozpłakała. Matka szlochała, patrząc, jak dwie schludne, piękne młode kobiety, potykając się, schodzą stromymi ścieżkami ze wzgórza.

tłum. Anna Gren 

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj