Recenzja książki: Małgorzata Szejnert, "Czarny ogród"

Giszowiec, czyli wszechświat
Fascynująca tkanka codzienności.

Historia spółki węglowej pożywką dla literatury? A jednak „Czarny ogród” Małgorzaty Szejnert zachwyca od pierwszych stron, na których protoplasta rodu Giesche, niczym lisowczyk Rembrandta, jedzie na koniu przez Śląsk, zrujnowany przez wojnę 30-letnią. Jego potomkowie stworzą węglowe imperium.

Powstanie Gieschewald (dziś Giszowiec, dzielnica Katowic), miasto-ogród, którego nowoczesne domy zbudowane są na wzór chłopskich chałup. Nietrudno się domyślić, ile wysiłku kosztowało autorkę zebranie materiału (w tym zdumiewających fotografii).

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną