Recenzja książki: John Charles Chasteen, "Ogień i krew"
Z ognia i krwi
Nieustanny niepokój Ameryki Łacińskiej.

12 października 1492 roku służbę na „bocianim gnieździe" karaweli „Pinta", najszybszym ze statków Krzysztofa Kolumba, pełnił marynarz Rodrigo de Triana. To on właśnie jako pierwszy dostrzegł wymarzony ląd. Jednak ani on, ani Kolumb nie mogli zdawać sobie sprawy, jakie znaczenie będzie mieć to odkrycie. Tego dnia odważny Genueńczyk zmienił bieg historii.

Wkrótce szlakiem wyznaczonym przez Kolumba zaczęli napływać żołnierze, misjonarze, koloniści, kupcy i handlarze niewolników. Oszałamiające perspektywy, jakie się przed nimi otworzyły, najlepiej oddaje ukute w Europie określenie „Nowy Świat".  John Charles Chasteen, profesor historii Uniwersytetu Karoliny Północnej, w swojej książce „Ogień i krew" przedstawia burzliwe dzieje Ameryki Południowej, od momentu „Spotkania" ( takiego słowa, zamiast „konkwista", autor używa dla nazwania pierwszego etapu kolonizacji) aż po początek XXI wieku. „Ogień i krew" przedstawia pięćset lat historii kontynentu jako nieprzerwane pasmo przemocy, nieszczęść i niesprawiedliwości.

Od podbojów Korteza i Pizarra, prowadzących do biologicznej zagłady całych narodów, poprzez bezwzględną eksploatację bogactw naturalnych, sprowadzenie ogromnej liczby afrykańskich niewolników, wojny o niepodległość toczone głównie w interesie naznaczonej postkolonialnym kompleksem burżuazji, aż po wojskowe dyktatury XX wieku - tak John Charles Chasteen przedstawia dzieje kontynentu.

Autor wcale nie usiłuje ukryć swoich politycznych poglądów pod maską akademickiej obiektywności (choć książka „Ogień i krew" powstała jako podręcznik akademicki); rozdaje ciosy na prawo i (znacznie rzadziej) na lewo, nie oszczędzając kościoła, byłych koloniach potęg ani Stanów Zjednoczonych, które zgodnie z doktryną Monroego uznały całą zachodnią półkulę za swoją wyłączną strefę wpływów. Pisze wiele o wspieraniu „naszych łajdaków", roli CIA w prowokowaniu wewnętrznych konfliktów w regionie, zasadzie „co jest dobre dla United Fruits jest dobre dla Ameryki". Zachwyca się „teologią wyzwolenia". W rozdziale o rewolucji kubańskiej represjom wobec stronników Fulgencio Batisty poświęca jedno zdanie, nie szczędząc za to ciepłych słów pod adresem Che Guevary. 

Niezależnie od tego, czy podobają się nam czy też nie poglądy społeczne i polityczne prezentowane przez autora, trzeba przyznać, że udało mu się w tej syntetycznej pracy (pięćset lat historii na nieco ponad dwustu pięćdziesięciu stronach) wyjaśnić, jakie są przyczyny nieustannego niepokoju, rozdzierającego niemal całą Amerykę Łacińską. Kontynent, który „narodził się w ogniu i krwi".

 
John Charles Chasteen, Ogień i krew, PIW, Warszawa 2007, s.280
 

  

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj