Fragment książki "Aleja samobójców"

Doktor Borucki był żwawym sześćdziesięciolatkiem o rumianej twarzy. Każdy, kto się z nim spotykał, miał nieprzeparte wrażenie, że został teleportowany z czasów sarmackich. To nie brało się ani z wąsów, bo tych Borucki nie miał, ani ze słów typu „waszmość" czy „asan", bo takich nigdy nie używał. Brało się to z niezwykłej witalności i demonstracyjnego wręcz zdrowia doktora. Jego czerwona twarz tryskała humorem, a pod białym kitlem prężyły się stalowe mięśnie.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną