Recenzja książki: Marie Rosnack, "Gdańska książka kucharska"

Marie miała dobry smak
Mało konkretnego pożytku, ale radocha!

Książki kucharskie są wspaniałą lekturą. I to nawet wówczas, gdy przynoszą mało (a czasem i wcale) konkretnego pożytku. Niekoniecznie musimy z nich korzystać gotując. Ważna jest sama lektura, pozwalająca nam poznać nieznany, czasem bardzo dawny, obyczaj. Wiedza o tym co ludzie jedli przed laty jest równie ważna jak ta, co czytali, jak się kochali, z kim walczyli, czy wreszcie - skąd brali swoje bogactwo.

Taką książką (która w kuchni przyda mi się tylko czasem) jest odnaleziona, opracowana na nowo i zredagowana przez Andrzeja Grzyba „Gdańska książka kucharska", mająca także długaśny jak makaron i równie jak kluchy smakowity podtytuł: „Wskazanie jak gotować, piec, marynować na smaczny sposób zgodnie ze sprawdzonymi przepisami dzięki pięćdziesięcioletniemu doświadczeniu opracowała Marie Rosnack z suplementem zawierającym potrawy i napoje dla chorych i zdrowiejących".

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną