szukaj
Fragment książki "Sąd ostateczny"

Żyliśmy bosko, jak ostatnie świnie. Machało kadzidło. W pięknych pisankach zalęgły się krótkie robaki. Ciągnęło do kapitulacji. Nocami zamęczoną kobietą chlipała czarna siarkowodorowa wo­da, wabiąc i strasząc, które nas, splatające się, brodate, wyczerpane, nieprzekupne, niechlujne, żałosne kolczyki, ze spuszczonymi, słuchały. Ścierki podarte, wianuszki, kubki, do rana, i znów do wie­czora, pod stołem w kuchni, na pamięć, do ogłupienia, z gwiazdką na policzku, pyzate, liliowe, rozzuchwalone, przetarte pod pachami, ile ich? nie policzysz, długich i strzyżonych, farbowanych, niefarbowanych, prostych, popiskujących, podejrzliwych, pytających.

I ten tłusty moskiewski kurz na parapetach, gęste fusy od kawy spełzające do zlewu, i puch z topoli na podłodze przez cały rok. Zbierał się w ruchliwe kłaki, podpalaliśmy go, czasem używaliśmy zamiast waty. Mleczna Droga petów (do dalszych pokojów w ogóle nie zaglądaliśmy) rozbłyskiwała mięsem i kiełbasą, kwiatami, rybą, osobliwymi pasztetami, pomidorami, potłuczonymi kieliszkami w kuble na śmieci. Wścibskie myszy ochoczo zdychały od dotknięcia brzozowej miotły. Na ścianach - niebieskie oczy rzygowin. Klepki parkietu stanęły dęba, walały się szczątki Manhattanu. Kiedy wybijał zatkany kibel, wypływały plakaty, przedmioty, na przykład: długa zdechła kotka, nie wiadomo kiedy i przez kogo ukatrupiona. Staliśmy nad nią. Wyłowiliśmy ją. Jak się nazywałaś, dziecinko? Nawet nie wiedzieliśmy, co robić. My. Jeszcze nie całkiem zgniła (choć z prawie oderwaną głową, szczerzyła się aktorsko): nawiązać stosunek płciowy? Sypiać - tak? - jak z ukochanym misiem? ukrzyżować? pochować? ożywić? opłakać? Nam, uskrzydlonym, wydawało się, że przyszłość kotki, nieobciążona przeszłością, należy do nas.

Zabraliśmy się do smażenia jej na oleju słonecznikowym, co było wówczas nowością, zarzuciwszy patelnię żelaznymi żelazkami, gotowi do czynu, rozmyślający.Że nie trzeba sprzątać, że będzie tylko gorzej, że trzeba czekać, że wszystko samo z siebie się uporządkuje. W brudnych oknach sadowiło się jesienne słońce, kiedy weszła Irma, niedorzeczny zlepek obowiązkowości, który wziął się do odkurzania. Dokonał swego wstrząsającego odkrycia, które dziś przyrównują do odkryć na miarę Newtona, Kopernika - nie! - powariowali ludzie - nienawidził odkurzać - dźwięk odkurzacza mi się nie podoba - mówił - lecz czujność nie opuściła jeszcze rosyjskiego sumienia - na Ukrainie też nie wszyscy są „za" - przyznaję, dał ku temu powód, można powiedzieć, na moich oczach - zmienił system pozytywów w pełnym zakresie - w każdym razie drzwi do łazienki nie były zamknięte - nie lubił się zamykać - ten nawyk mnie wkurzał - otwierasz drzwi - on tam jest - przeprosisz - otworzysz - znów tam jest - i znów - w nieskończoność - o tym, że jego odkrycie będzie można upowszechnić w ojczyźnie za naszego życia, nawet mowy nie było - ale chciałbym jak najszybciej zorientować się bardziej w morfologii, niż w okolicznościach - mimowolnie peszę się, przydając znaczenie szczegółom - posiadał cechę, charakterystyczną dla wielu rosyjskich inteligentów - był odrażająco niechlujny i do szaleństwa brzydliwy - nic go nie kosztowało zranić albo nawet zabić człowieka i zasnąć snem sprawiedliwego - pospać do południa, do drugiej, do trzeciej - snuć się w szlafroku - mógł wyciąg­nąć ze zlewu patelnię oblepioną jajecznicą - i bez szczególnej e­mocji zabić - nie robił tego - o ile wiem - było w nim bezwstydne tchórzostwo, efekt wrodzonego niedowcielenia - z jednej stro­ny niczego nie pragnął - nie chce się - z drugiej pragnął wszystkiego - wyjmij i połóż! - i nie o to chodzi, że stał się znaną znakomitością - patrzę na to jak na swoiste zwyrodnienie ludzkości - humanité - według jego szyderczych słów - z mruganiem i drganiem policzka - pulchne zmysłowe usta - nie - raczej rozpustne, jak zdecydowanie orzekła jego własna mamusia - czasem mi się wydaje: to ja w pijanym widzie podsunąłem mu ideę - nie chciało mi się sformułować jej samemu - nietrzeźwość jak panienka, lubi się zapomnieć - ale też nie straciłem czujności - rozrzuciło nas w różne strony - był moment - kiedy - on brał wtedy prysznic - w kaloszach - z tej brzydliwości - Żukow! - nie wchodziłem - Żukow!!! - wsunąłem głowę - no? - patrz, c o odkryłem! - zajrzałem do zardzewiałej wanny z mydlanymi zaciekami - co się stało z dotychczasową konfiguracją? - czego? - na styku XIX i XX wieku rozpoczęło się totalne rozmiękczenie materii - chciałem mu powiedzieć: - to ja ci, durniu, tydzień temu - po pijaku - pamiętasz? - lecz zamiast tego, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji - nie przewidując ich - kiedy mi powiedział, ryknąłem śmiechem - on też zarżał - goły - w butach - pod prysznicem - z podpuchniętym chujem - z podparzonymi jajami - które tak podobały się Sarze - widocznie wiedziała, po co są - w jego piwnych o­czach płonęło szaleństwo odkrycia - takie nieprzytomne oczka - włochate nozdrza rozdęły się - rozżarzenie osobowości przyćmiło rozum - trząsł się ze śmiechu - analiza wykazała związek - klepał się po udach z uciechy - podskakiwał - Wiek Pizdy! - obwieścił - i nerwowo przełknął ślinę - Żukow! aniele mój! - Wiek Pizdy! - wyrwał chwiejny wąż prysznica z kafelkowej ściany - gwałtownie skierował strumień - zakrztusiłem się - rozkaszlałem - strumień zwalił mnie z nóg - uderzyłem głową o umywalkę - walnąłem się w kość ogonową - ciężki flakon wody kolońskiej rozbił się o podłogę - i śmiesznie, i boleśnie - przestań! - w odpowiedzi odkręcił do oporu kran z gorącą wodą - polał mnie wrzątkiem - zawyłem - zadygotałem - spodnie oblane wrzątkiem przykleiły się do nóg - zasłaniałem oczy dłońmi - polewał - pełzłem na kolanach w kąt łazienki - po odłamkach flakonu - skaleczyłem łokieć - popłynęła krew - podniosłem włochate poparzone ręce - Wiek Pizdy - małodusznie przyznałem mu rację - w gęstej łazienkowej parze - w o­pa­rach wody kolońskiej - oblizał się z satysfakcją i zakręcił prysznic - ręcznik! - zażądał - XX wiek został zdefiniowany.

Czym jest kosmiczny potop? - kataklizmem na skalę światową, kiedy całe życie ulega zagładzie lub zostaje jedynie jego minimum - minimum, Żukow! - patrzyłem na niego z rezerwą - zmienił się po wszystkich tych latach - sukces i Zachód nauczyły go łagodnej władczości - minimum, niezbędne do odrodzenia życia na Ziemi - oto podstawowy schemat: - Bóg zsyła na ludzi potop jako karę za złe postępowanie, łamanie tabu, zabijanie zwierząt itp. lub bez szczególnego powodu - to kusząca teza - zachichotał Sisin - chcesz się napić? - zesztywniałem - Rosjanin Rosjanina tak nie pyta - intonacje nie takie - nie odmówię - lekko zacisnąłem usta - niektórzy ludzie - zazwyczaj sprawiedliwi - zawczasu uprzedzeni o potopie - podejmują środki ratunku: - budują statek (arkę, tratwę, łódkę, samolot) albo kryją się przed niebezpieczeństwem na górze, na wysokim drzewie, na skorupie żółwia, na krabie, w wielkiej tykwie lub w skorupie orzecha kokosowego - ulewa powodująca potop trwa przez sakralnie ustalony okres czasu - siedem dni - czterdzieści - pół roku - w wielu przypadkach, na przykład u Indian Toba, potop zostaje zesłany jako kara za złamanie tabu menstruacyjnego - jak ci się to podoba? - bierz orzeszki! - podsunął mi orzeszki - nie tknąłem ich - nie muszę zakąszać, dajmy na to, kiszonym ogórkiem, ale orzeszków też nie potrzebuję - mieszkaliśmy razem półtora roku i wciąż w żaden sposób nie mogłem zrozumieć, jaki jest jego stosunek do mnie - najprawdopodobniej lubił mnie i równocześnie byłem mu nieskończenie obojętny - albo nawet mną gardził - tak samo odnosił się do wszystkich - niedookreślone - dlatego pociągające - pewna śmierć dla bab - baba wynajmowała nam mieszkanie dosłownie za grosze - kiedy wymienił kwotę, wytrzeszczyłem oczy, nie uwierzyłem - uprzedził, żebym nikomu o tym nie mówił - oczywiście milczałem, nie w swoim interesie - on rozpowiedział wszystkim - jak gdy­by się specjalnie chwalił - chwalił się na swoją szkodę - zawsze na szkodę - ale wychodziło, że na korzyść - łatwo się z nim żyło - łatwość wydawała mi się podejrzana - z trudem finiszowałem - nie uszło to jego uwadze - ale mimo wszystko - coś nie pozwalało mi splunąć - odejść - nie miał jeszcze tego dostatniego brzuszka - kalifornijskiej opalenizny - jeszcze się nie odpasł na Zachodzie - i odkrycie uznano za jego własne - nie zostałem współautorem - oddalało się ode mnie - on też się oddalał - ale stopniowo - w zetknięciu się z nim zawsze był moment najgłębszej nieokreśloności - chciało się w to wniknąć - wręcz chorobliwie chciało się pojąć - jeszcze mocniej chciało się go strącić z piedestału, zdruzgotać, za­bronić, obalić - czasem potop zsyłają bogowie świata podziemnego - Sisin popatrzył na mnie znad wąskich okularów - zaczął nosić okulary do czytania - oczywiście wąskie, żeby wszyscy wiedzieli, że to tylko do czytania - zaczął strzyc się częściej i krócej - wkraczał w wiek, w którym krótkie włosy odmładzają - bezbłędnie zdra­dzając wiek - siedział przy stole na daczy w popielatym swetrze z wełny szetlandzkiej - niespodziewanie zostałem zaproszony - i nie od razu zgodziłem się przyjechać - u Araukanów potop - to rezultat rywalizacji i walki dwóch potwornych węży, które, demonstrując swoją siłę, wzdymają wody - tęcza - znak, że potop już się nie powtórzy - rodowy brylant w lewym nozdrzu - mineralne bąbel­-ki pękały na łydkach - tańczyła, poślubiając świat - w jacuzzi - o zmierzchu - sam Sisin pod lampionami na eukaliptusach - góry, gęstogwiezdne niebo, ocean z wielorybami - wieloryby z pióro­puszami wody - i cały ich wegetariański stół, zamieniający się w zdrowy stolec, i całe jej przeszłe życie, sprowadzone do uciecz-ki monachijskiej terrorystki na daleki Zachód, gdzie stała się miejscową gwiazdą masażu - zmuszał się do rozkoszowania - kazał sobie - opychał się jej ciałem - już naruszonym przez oceaniczną sól i wiek - potrząsał głową - unosił wielki palec - żeby jej nie obrazić - żeby wyglądać na normalnego - raczej cierpiał niż uczestniczył - wzrok się rozdwajał - ani zobaczyć jej samej, ani jej krocza - rozluźnij szyję - powiedziała - próbując pomóc mu palcami - starał się - usiłował - nie moje! - seminarium rosyjskie zakończyło się pod dudnienie tam-tamów - Sisina obiecał podwieźć do San Francisco autor dzieła o życiu bez celu, który z miłości ożenił się z workiem pieniędzy z Connecticut - Kevin wierzył w rynek jako regulator światowej rozpaczy - wyruszyli po obiedzie - bez pośpiechu - wznosiły się mosty - od dziecka znane każdemu A­merykaninowi z pocztówek - a skały? - ciągnęły się plaże - dzwoneczki, Buddowie, cytryny - chciałem tam zostać - pachniało cytryną - dom bez telewizji- spałem jak w dzieciństwie - bezdennie, bezcelowo - Kevin uśmiechnął się do ulubionego słowa - nie poznawałem samego siebie - rano przy goleniu uratowałem muchę, która wpadła do umywalki - starannie wyprostowałem jej skrzydełka - zmieszany tym uczynkiem, pstryknięciem wyprawiłem ją za okno - pachniało drzewem nagrzanym od słońca - grałem w siatkówkę z nagimi ludźmi i przestałem widzieć w tym coś dziwnego - zacząłem nazywać stadko aktorek z Hollywood, kąpiących się w basenie nad oceanem siostrami - na wszelki wypadek powiedziałem, że jestem z Rosji - było im wszystko jedno - no, chyba przeniosło, pomyślałem - przy goleniu roztkliwiłem się - spotkałem dyrektora wspaniałego przytułku - odbywaliśmy przechadzki w górę strumienia - gadatliwie roztapiałem się w przy­rodzie - pod sienią sekwoi - wymachiwałem rękami - dyrektor krzyknął - boleśnie chwycił mnie za łokieć - o mało co nie spad­łem z urwiska - był małomówny - poprosiłem, żeby zatrudnił mnie jako ogrodnika - albo chociaż do strzyżenia klombów - chcia­łem stąpać boso za kosiarką - jak tamten mężczyzna z siwym warkoczykiem - oddychać zapachem skoszonej trawy - weź mnie choć­by do zmywania naczyń, proszę, powiedziałem - pomyślę o tym - odpowiedział dyrektor - po wyjściu z restauracji odkryliśmy barchanową noc - wsiedliśmy do auta i jechaliśmy dalej - Kevin wyciągnął z kieszeni trawkę - to nie jest zwyczajny przytułek - powiedział - nie bez powodu trwają tam ciągle zwolnienia i roszady - chcę strzyc klomby - twardo oznajmił Sisin - Kevin skrzywił się na tę rosyjską wieloznaczność - i jak - wracając do tematu seminarium - jak pogodzić amerykańską lokomotywę z rosyjskim Bogiem? - w odpowiedzi Sisin powiercił się niecierpliwie i tajemniczo - marihuana go nie ruszała - drapała tylko w gardło - ale z rosyjskiej uprzejmości nie odmówił - utknęliśmy w korku - niebiesko-czerwone koguty wyły gdzieś przed nami - Kevin opróżnił popielniczkę - ty co? - nalot - Kevin wyciągnął mały pojemnik z aerozolem, psiknął do ust - psiknij sobie - Sisin psiknął - podobno w Kaliforni nie robią kontroli narkotykowych - chociaż kto wie? - zbliżyli się do radiowozów - chyba ktoś dachował - spojrzeli na pobocze, na koła wiszące w chłodnym nocnym powietrzu - mówię, że w Kalifornii nie robią nalotów narkotykowych, powiedział Kevin - Sisin zapalił zwyczajnego papierosa - to już było - powiedział z niezadowoleniem - wieź mnie z powrotem do przytułku - pardon me? - co powiedziałeś? - byle dalej od grzechu - dodał Sisin - Kevin uspokajająco poklepał go po kolanie.

Zapewniał mnie, że w naszej wannie rośnie specjalny grzybek - wyhodowała go ta sama baba, która nam za grosze - buty były śmierdzące, czarne, stare - nigdy nie siadał na sedesie, właził na kibel z butami - czym trochę mnie obrażał - widziałem, bo nie zamykał drzwi - i siedział tak na orła godzinami w zadumie - demonstrując siłę swojego zwieracza - ale kiedy się upił, co zdarzało mu się rzadko, choć regularnie, rzygał w ubikacji, zapominając o swojej brzydliwości - zasypiał obejmując muszlę - weszli Polacy z kurwą na ustach - raziła mnie ta triumfalna niekonsekwencja - jego charakter ukształtował się w ósmej klasie - wcześniej nauczyciele go uwielbiali - układny prymusik - mając czternaście lat, na zimowym obozie pionierskim, Sisin kochał i może nawet był kochany - w świetlicy, gdzie kaloryfery ledwo grzały, tańczyli z czerwonymi palcami i nosami - mistrz obozu w biegu narciarskim na trzy kilometry z cyfrą 4 własnej roboty, Sisin szczególnie wyróżnił się na podejściu - po capstrzyku dostał zadanie pójść do pawilonu dziewcząt i przekazać im tajną wiadomość - samo złamanie zakazu wychodzenia na dwór po capstrzyku było przestępstwem - mały Sisin popełnił je, chcąc sprawdzić swą siłę woli - ubrał się, na palcach wybiegł na dwór - rozglądając się dokoła, biegł po odśnieżonych alejkach - zaspy stały po bokach niczym pomniki sumiennego dozorcy - zachowując wszelkie środki ostrożności, przemknął się - nie spotkał żadnego z wychowawców - podbiegł do drzwi - za nimi, w żelaznym kazionnym łóżku spała ona.Śmiech, ożywione głosy - drżąc ze zdenerwowania zajrzał przez szparę - w białej koszuli nocnej wysoko podskakiwała na łóżku, i to tak, że wszystko było widać - Sisin czknął - śpiewała głosem zrywającym się ze śmiechu - jeździł na jarmarki Wańka-zbój, za kopiejkę pokazywał - pauza - i straszny dziewczęcy chór zawtórował jej: chuj! - runęła na łóżko - zakręciła szalonego młynka nogami - Sisin cichutko uchylił drzwi, nie przekazując tajnej wiadomości - zmiął ją - rzucił na podłogę - natychmiast zamieniła się w kulkę przeżutego papieru w linie - odszedł - maleńka miła drużynowa wzięła go późnym wieczorem na kolana - nie tylko wybaczyła mu samowolkę - znała rodzinne tajemnice - cichym głosem mówiła o mamie obrzydlistwa - zdziwił się - głaskała jego wełniste włosy - jeden o wąskiej twarzy z orlim nosem - drugi pyzaty - w jaskrawych wełnianych swetrach - zmienił swój stosunek do obu urodziwych braci, którzy byli starsi o rok - ich palce pachniały kobiecą tajemnicą - nie lubili Sisina - postrzelili Sisina z pistoletu w nogę - na ścieżce - obnosił się z raną - noga spuchła - stanął po ich stronie, nie podlizywał się, chodził z nimi po alejkach - ręce w kieszeniach - zapalił - na Nowy Rok kupił w wiejskim sklepie jabcoka, kilki - położył się - wszystko wirowało - zerwał się - przestraszył - rzygał - jak rzyga się tylko w młodości - jasno i czysto - na pościel - wszystko to pachniało jakoś szczególnie, wyzwoleńczo - uprał prześcieradła - bracia nabrali do niego szacunku - przy­jęli do swego towarzystwa - to nasz chłopak - sprawdzony - rzygał! - dopuścili go do pistoletu - strzelał z długiego pistoletu wiatrówkowego do zimowych ptaków - spadały bezdźwięcznie - zakrwawione ciałka walały się tu i ówdzie po parku - znęcał się nad pionierem - z którym dzielił pokój i którego dopiero co niezdarnie bronił przed braćmi - polewali mu pościel wodą i podnosili krzyk, że się posikał - ten zrywał się - nieudolnie próbował się bić - Sisin pokazywał mu pistolet - Sisin gryzł go w nos - zębami czuł miękkie, dziecięce chrząstki - pionier tylko skomlał, liczył dni do wyjazdu - dlaczego podskakiwałaś na łóżku? - dlaczego wszystko było ci widać? - Sisin stał się jeszcze bardziej wyrafinowanym dręczycielem niż bracia - zmuszał pioniera do wąchania lepkich skarpetek - pionier z płaczem wąchał - bracia byli zdumieni pomysłowością smarkacza - Sisin myślał, jak się na nich zemścić - miła drużynowa zaproponowała, żeby wypuścić go na wolność - między nogami miała zapinane - na guziczki - po zagranicznemu - mówiła obrzydlistwa o mamie - dzień łaźni - chodzili podnieceni - prosiła pokazać, dać pogłaskać, wypuścić na wolność - jak u ciebie z dziewczynami? - pytali przyjaciele ojca - jedli ciasto cytrynowe - jeszcze herbatki? - Wiera Arkadiewna biegała do kuchni po rarytas, herbatę „Earl Grey" - pomoc domowa Wiera zmywała naczynia służbowym mydłem - Sisin bojaźliwie milczał - jak tam u ciebie z dziewczynami? - przyjaciele Romana Rodionowicza klepali go po plecach, życzyli dobrej nocy - Sisin niezdarnie finiszował w spodnie.

Ożenił się z Nocną Strażą, która zatrzymuje ciebie na pustym placu pytaniem, czy dawno obcinałeś paznokcie, zagląda do duszy i w uszy i robi aferę, jeśli wykryje w uszach złogi żółtej woskowiny. Rodzice Sary byli Niemcami z Odincowa na Powołżu. Sisin przez długi czas był przekonany, że ożenił się z kobietą europejską. Raz na miesiąc, przeważnie przed okresem, Irma urządzała awanturę, że Sisin uważa jej rodziców za ludzi gorszego gatunku. Sisin przysięgał, że tak nie myśli, ale nie mógł przedstawić dowodów. Najlepsze myśli nawiedzały go w wannie - wodnik - wodolej - wodniak - wodociąg - Irma podejrzewała wodę - dopóki się plus­kał - dopóki godzinami wydłubywał myśli, z chlupotem, nie mog­ła znaleźć sobie miejsca, zazdrosna o niego wobec niego samego - wytrzyj podłogę! - nienawidziła za rozlaną wodę - powódź zrobiłeś! - podbijam Zachód - z wanny dobiegała melodia własnego autorstwa - Sara namydliła szczotkę - uważała, że Sisin jest zaniedbany - nikt o niego nie dbał - na wyścigi, zależnie od miejsca pobytu, to Mania, to Sara obcinały mu paznokcie u rąk i nóg, a także wyciniały włoski z nosa, a także, ale tylko Sara, wcierała mu w skórę rozmaite olejki - Sara lubiła myć jego ciało - podbijam Zachód - rozlegało się w kraju Basków - wanna na nóżkach - zasuszone fioletowe kwiaty - Żukow z drżeniem pomyślał, że jeśli nie stworzy własnego stylu, wtedy - wtedy śmierć - Sisin studiował na daczy przyczyny i skutki potopów - obłoki w przyrodzie - myślała Irma - stosują agresywne formy walki o byt albo po prostu o pożeranie się nawzajem - Irma bezustannie potrzebowała powszechnego poparcia i otuchy - z powodu stawów, które wcześ­nie wykoślawiły lewą nogę, lekarz zalecił jej żyć długo, ale pa­skudnie - Sisin prowadził samochód w stronę Europy z anielską cierpliwością człowieka pragnącego zebrać całą przestrzeń w jedno, nie w celu triumfu nad naturą, lecz żeby trochę lepiej zrozumieć swoją obolałą ojczyznę - Irma z niecierpliwością wypatrywała widoku akuratnych pól, pokrajanych w kromki, co widać z samolotu, kiedy przelatuje się granicę - ale kiedy jedziesz po szosie mińskiej z powrotem do Moskwy, w mordę lecą ci granaty antyfaszystowskich pomników - w uszach wieczne ura - a - a! - mimowolnie zwalniasz - co, upajasz się swoim sukcesem? - ty też z niego korzystasz! - ale Irma tak skromnie ze wszystkiego korzystała - stale czekała na cios ze strony Sisina - z tą kasetą zabolał szczególnie mocno - a może ja też chcę, żeby mi wylizać tyłek - powiedziała Irma wysokim, płaczliwym głosem - dwa tygodnie temu definitywnie znalazłem sens życia - Berman podniósł na Si­sina zmęczony wzrok - pili herbatę w barze Ritz-Carlton - Bermana kręciła Ameryka - Sisin zaproponował dwóm dziewczynom podbój otaczającego świata - z psio wiszącymi policzkami Krokodyl po petersbursku uważała, że należy do elity, nie do ulicy - nie podobało się jej, że Bormotucha nie jest wystarczająco kulturalna - a jednak w wannie spojrzała jej prosto w oczy - patrzyła długo - nastrajała się - nastrajała - potem wyciągnęła rękę - pomacała i poszczypała - dla zabawy - co do Bormotuchy, mało o niej wiem - chcę wam coś zaproponować, powiedział rozweselony Sisin z czerwonymi ustami - chodźcie, wszystkich podbijemy - miesiąc miodowy spędził na bagnie - odszedł od Irmy - żył biednie, nie chciał zarabiać pieniędzy, ale się nie rozwiódł - zamieszkał z Żukowem - jak gdyby od niechcenia zerżnął Żukowa na oczach prawniczki - Sofia Nikołajewna była dyplomowanym prawnikiem, ale nigdzie nie pracowała - jeśli nie liczyć jej domowego komitetu do spraw nagród za twórczość - któremu poświęcała dużo czasu - to na zawsze zasmuciło Żukowa, który kochał lud - wrócił do Irmy i żył z nią burzliwie, nie lubiąc ani jej, ani siebie - nie lubiąc odkurzania - poprzez siostrzyczki, które wyjechały do Stanów, poznał Mańkę, którą ze względu na sposób zawarcia znajomości nazwał Mańką--śmietnikiem - u nas na wyspie właściciel warzywniaka sprawił sobie pierwszy na wyspie patefon z jedyną płytą Dza-Dza - i sam został Dza-Dza - sklep Dza-Dza - cała jego rodzina Dza-Dza - spodoba ci się - powiedziały siostrzyczki - przyjdź, zobaczysz - nudzi się z totalnie nieciekawym mężem - wcześnie wyszła za mąż - wariant indoeuropejski - z rzęsami do połowy policzków - z wielkimi, drżącymi oczami - jak w irańskim filmie - lubi czytać i przeglądać się w lustrze - nie była w jego guście - on też nie był w jej typie - na pierwszym spotkaniu nie bardzo mu się spodobała - na drugim lunął deszcz - stała pod parasolem - mocno pachniało lepkimi liśćmi topoli.

 
Przeł. Michał B. Jagiełło  

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj