Recenzja książki: Anna Achmatowa, "Drogą wszystkiej ziemi"

Terror i arlekiny
W 41 roku pisać o arlekinach?

Tłumaczenie poezji jest w zasadzie niemożliwe, a jednak to się robi... – taką myśl o tłumaczeniach Rimbauda na inne języki usłyszałam kiedyś we Francji. Tłumaczenie Anny Achmatowej też zakrawa na jeden z takich przypadków. Achmatowa nie przypomina żadnej z polskich poetek i próba oddania jej kobiecości przez miękkość byłaby fałszywa. Poza tym sądziła, że założenie artystyczne, by w poezji „słowo dziwiło się słowu” to zła droga.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną