Recenzja książki: Fannie Flagg, "Dogonić tęczę"

Miło i poczciwie
Zwykłość i mit Ameryki.

Czytając powieść Fannie Flagg „Dogonić tęczę" przenosimy się do świata, który co prawda łatwo możemy oswoić wyobraźnią, ale który najbliższy jest chyba autorce, i jedynie jej. Przestrzenią, w której rozgrywają się wydarzenia, jest małe amerykańskie miasteczko Elmwood Springs, wypadki zaś koncentrują się wokół rodziny Smithów. Głowa rodziny to aptekarz, jego żona - domowa gospodyni - zajmuje się, co oczywiste, domem, ale jest też gospodynią programu radiowego nadawanego z ich domu. Część rozdziałów dotyczy właśnie tych audycji, które skupiają się wokół prowadzenia domu, plotek sąsiedzkich, drobnych ogłoszeń, muzyki zaproszonych gości i jednoosobowego zespołu w postaci Matki Smith. Czasem nagranie przerywa nieznośny syn Bobby. Jest jeszcze dorastająca córka Anna Lee. W atmosferze rodzinnej, swojskiej, poczciwej przemierzamy drugą połowę dwudziestego wieku.

Nie dochodzą tu szumy wielkiego świata, choć domownicy powinni  dostosować się do zmieniających się (galopujących) czasów. W latach dziewięćdziesiątych bohaterowie muszą zmierzyć się z problemem, przed którym stawia ich jedna z członkiń rodziny. Pragnie dziecka, ale nie myśli o naturalnym zapłodnieniu, więc zamierza skorzystać z banku spermy. O tym wydarzeniu jej kuzynka chce poinformować swojego męża. Problem w tym, że słowa takie jak sperma nie pojawiają się w ustach bohaterów tej powieści. I cały rozdział poświęcony jest właśnie słowu, które nie mieści się w słowniku postaci.

Rozdziałów jest w książce bez liku. Każdy dotyczy jakiegoś wydarzenia i kończy się pointą Można je czytać jak niezależne opowieści, ale wszystkie składają się w narrację o zwyczajnym, arcyzwyczajnym życiu w małym prowincjonalnym miasteczku. Autorka daje czytelny sygnał, chce pisać o zdarzeniach nieważnych, ponieważ one nas formują. I niewiele znaczy tu nuda, bo jeśli coś zostaje zapisane, to choćby było najbardziej banalne, zyskuje status mitu.

Co zatem formuje bohaterów „Dogonić tęczę", prócz zwykłości? Mit Ameryki. A co się składa na amerykański styl życia? Oczywiście rodzina, miasteczko lub dzielnica, ale też kultura masowa. Stąd litania bohaterów tej ostatniej. Od postaci po przedmioty.

Proszę sobie wyobrazić świat jak z filmu „Truman show". Sztuczne dekoracje, postacie wyidealizowane aż do granic możliwości. Na okładce książki dominują kolory niebieski i zielony. Na zielonym tle ustawione są domki, które delikatnie podtrzymywane są zarysowanymi ledwie dłońmi. To właśnie świat powieści. Nieprawdziwy, ale odsyłający czytelnika do miejsca miłego i poczciwego.

I proszę sobie wyobrazić sytuację, w której Państwu zostałaby dana szansa na stworzenie idealnego miejsca, takiego, do którego wracaliby Państwo myślami, zachwycali się, zanudzali znajomych opowieściami o nim. No właśnie - zanudzali, bo to, co nam się wydaje idealne, co utkane z prywatnych sentymentów, wspomnień o krainie szczęśliwego dzieciństwa, dla naszego rozmówcy (czy czytelnika) może okazać się zwyczajnie nudne.

Jeśli budujemy opowieść, której dominantą jest tkliwość, to musimy mieć na uwadze, że czytelnik może nie wytrzymać trudów podróży w nasz świat, świat mieszczańskich marzeń o raju, w którym największym zmartwieniem mogą być oceny naszego dziecka, choć i one spychane są na margines głównej opowieści o schludnym domku, w którym każdy zna (i posiada) własne miejsce. Oczywiście można narzekać, że takie idealizowanie, schludność, sympatia wszystkich bohaterów, poczciwość tworzą przestrzeń dla sentymentalnego kiczu. Co z tego? Każdy chyba nosi w sobie podobne pragnienia, inaczej telewizja - ba, cała kultura popularna - nie mogłaby istnieć w takim kształcie, jak obecnie.

Marcin Buczyński, FA-art

  
Fannie Flagg, Dogonić tęczę, Wydawnictwo Nowa Proza, Warszawa 2007, s. 655.
 

  
 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj