Recenzja książki: Krzysztof Sołoducha, "Bajan. Historia petersburskiej kariery"

Efekt harmoszki
Są cynicy i... jeszcze więksi cynicy.

Krzysztof Sołoducha, napisał doktorat z filozofii, zarządza agencją PR i wortalem poświęconym architekturze, pisuje felietony do jednego z literackich periodyków i jest pracownikiem naukowym WAT. Czyż należy dziwić się, że ostatnio ten człowiek-orkiestra wydał powieść? Na dodatek powieść, której tytułowym, choć drugoplanowym bohaterem jest akordeon, harmoszka zwana też bajanem?

Jednak „powieść" to określenie na wyrost, bowiem „Bajan" Sołoduchy do dzieł sążnistych nie należy. Czytelnik może nawet odnieść wrażenie, że to raczej wprawka, ćwiczenie przed utworem daleko okazalszym. Rzecz do rozważenia: czy to wprawka wytrawnego muzyka, czy podrzędnego klezmera.

Zaczyna się krótko i na temat - prologiem, który instruuje nas, że będziemy mieli do czynienia ze znaną i lubianą literacką grą w autentyk. Oto pewien „pracownik najemny na stanowisku kierowniczym", znużony nawałem zajęć i obowiązków, znajduje w murach Cytadeli Warszawskiej zapisany cyrylicą pamiętnik. I na postmodernistyczną modłę okazuje się, że pamiętnik to niekompletny, wymaga nadludzkiego wysiłku, dookreśleń i interpretacji szczęśliwego znalazcy.

A nie byle jakie to znalezisko - czynione pod koniec barwnego żywota zapiski Aleksandra Jasieńskiego, oficera III Oddziału Kancelarii Osobistej cara Mikołaja I, instytucji z wirtuozerią posługującej się - ku chwale rosyjskiej ojczyzny - infiltracją, prowokacją i szantażem. Narracja carskiego tajniaka wypełnia większość stronic książeczki Sołoduchy - choć zainicjowana na pozór niewinnie, humorystyczną charakterystyką środowiska, z którego wywodzi się przyszły maestro inwigilacji oraz kulisami powstania tajnej policji, to jej rdzeń skupia się na wydarzeniach z września roku 1829. Jasieński i zakonspirowana carska służba - łatwiej chyba wskazać, kto wśród bywalców wiedeńskich salonów do niej nie należy - ściga nad Dunajem, trzy lata po słynnym antycarskim wystąpieniu, niedobitków dekabrystów. Gdzie w tym wszystkim miejsce na wspomniany akordeon, a właściwie jego zaciekle w tamtych czasach ulepszane prototypy? Ano, sprzedaż unikatowego egzemplarza dalekowschodniej odmiany tego instrumentu, ma umożliwić Dzierżanowskiemu, najgroźniejszemu ze spiskowców, uciekinierowi z Syberii, bezpieczny przerzut do Paryża...

Przez opowieść Jasieńskiego przewijają się wyłącznie kreatury i cynicy oraz... jeszcze więksi cynicy, pokroju speca od mokrej roboty - Jaszyna. Sam autor cudownie odnalezionego pamiętnika to kreatura i złośliwiec jakich mało, charakteryzujący się dość cierpkim, perfidnym poczuciem humoru. Potęguje to u czytającego wrażenie udziału w brudnej grze, przeświadczenie, że świat opleciony jest siecią sabotażystów, zdrajców i tajnych agentów. Na pewno jednak książka Sołoduchy nie ujawnia - jak kusi czytelników zapowiedziami wydawca - mechanizmów „wielkiej polityki", rządzącej „światem wtedy i teraz". Nie mówi nam nic, czego nie znalibyśmy z podręczników do historii. Również wpływ dziewiętnastowiecznej rewolucji przemysłowej na niekorzystny dla Wschodu cywilizacyjny podział Starego Kontynentu, kilkakrotnie akcentowany tu i ówdzie, znamy doskonale z wymienionego wyżej źródła. Ironiczny portret kanapowych słowiańskich rewolucjonistów i ich przywar bawi, ale na pewno nie zaskakuje. Ale przecież nie o przyjemną opowiastkę autorowi „Bajana" chodzi - choć trzeba przyznać, że poczynania rosyjskich speców od historii przynoszą godziwą rozrywkę.

Okazuje się, że najważniejsze w powiastce Sołoduchy są dwa epilogi. Pierwszy - udowadnia, że ruch skrzydeł motyla w dziewiętnastym wieku, potrafił spowodować trzęsienie ziemi ponad sto lat później, że bądź co bądź dosyć wyrafinowane poczynania III Oddziału Kancelarii Osobistej Mikołaja I znalazły groteskowe zwieńczenie w zbrodniczej działalności NKWD. A także, że nawet wzniosłe idee Ciriliusa Damiana i Sebastiana Grünewalda - współtwórców akordeonu i chyba jedynych pozytywnych bohaterów „Bajana" - mogą ostatecznie zostać praktycznie zastosowane w bezwzględnej polityce kadrowej niejakiego komisarza Złotowa. Drugi epilog zmusza nas do zadania sobie pytania o to, czy istnieje obiektywna prawda historyczna...

Podsumowując - niezła, przewrotna, choć pozostawiająca sporo niedosytu lektura.
 

Jakub Żuchowski, FA-art 

 

Krzysztof Sołoducha, Bajan. Historia petersburskiej kariery, Rosner&Wspólnicy. Warszawa 2007, s. 120.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj