Recenzja książki: Cormac McCarthy, "Droga"

Ludzie w drodze
Zawsze na końcu drogi jest rozstanie.

Świat po katastrofie, której szczegółów nie poznajemy, nie jest już do siebie podobny. Na niebie nie ma ptaków, w wodach wyginęły ryby. O tym, że kiedyś istniało tu życie, świadczą jedynie resztki dawnych materialnych zdobyczy człowieka: opustoszałe miasta, pozbawione celu mosty, czasem jakieś drobiazgi. Na przykład znaleziona we wnętrznościach automatu puszka coca-coli. W takim nieludzkim pejzażu umieszcza Cormac McCarthy bohaterów swej powieści „Droga”.

To ojciec i syn: „Byli niczym pielgrzymi z podań, połknięci przez jakąś granitową bestię, zagubieni w jej wnętrznościach”. Nie są jedynymi ocalonymi, co nie znaczy, że szukają kontaktu z innymi ludźmi. Wręcz przeciwnie, trzymają się od nich jak najdalej. Człowiek dla człowieka jest bowiem teraz bestią. Szerzy się kanibalizm. Wszystko, co stworzyła przez tysiąclecia cywilizacja, przestało istnieć. Prawie wszystko, ponieważ nasi pielgrzymi są w dalszym ciągu dobrymi ludźmi. I ta świadomość dodaje im sił. Choć czasami pojawiają się wątpliwości. Wtedy synek pyta ojca: „A czy my cały czas jesteśmy dobrymi ludźmi?”, „Tak, jesteśmy dobrymi ludźmi” – odpowiada ojciec. „I zawsze tak będzie?”, „Tak, zawsze tak będzie”. „Dobrze”.

Idą dalej, zmierzając na południe, gdzie powinno być cieplej. Po każdej nocy ledwie przeżytej, w deszczu i zimnie, rozpoczynają pielgrzymkę od nowa, zabierając ze sobą cały mizerny dobytek. Trzeba iść przed siebie przez „zapomnianą przez Boga krainę”, nie tracąc wiary, że być może gdzieś jeszcze przetrwali inni dobrzy ludzie. Książkę Cormaca McCarthy’ego uhonorowaną nagrodą Pulitzera można czytać jako świetnie napisaną powieść katastroficzną. (Po oscarowym sukcesie ekranizacji powieści „To nie jest kraj dla starych ludzi” wkrótce ma powstać także film według „Drogi”). Ale jest to także metafora. Metafora drogi, jaką przecież każdy ojciec przemierza z synem. I tak jak w powieści, zawsze na jej końcu jest rozstanie. Dlatego ojcu pozostaje naturalny obowiązek takiego przygotowania syna, aby dalej umiał iść sam.

Piękna, mądra książka.
 

Cormac McCarthy, Droga, przeł. Robert Sudoł, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2008, s. 269
 

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj