Recenzja książki: Jarosław Klejnocki, "Południk 21"

Sezon na polowania
Kryminał, by tak rzec, na serio.

Kolejna, po „Przylądku pozerów”, powieść kryminalna Jarosława Klejnockiego. W swoim debiutanckim kryminale autor wprowadził postać komisarza Ireneusza Nawrockiego, specjalistę od zbrodni nietypowych, który musiał ująć mordercę pracownika Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Zbrodniarzem owym okazał się niejaki Jarosław Klejnocki (zbieżność nazwisk autora i bohatera nieprzypadkowa), także pracujący na owym wydziale.

O ile „Przylądek pozerów” był przede wszystkimi grą z konwencjami stwarzanymi przez literaturę popularną, o tyle „Południk 21” jest kryminałem, by tak rzec, na serio. Jest powieścią, w której jest po prostu większy oddech i coś więcej niż zabawa. Tym razem komisarz Nawrocki musi rozwikłać zagadkę morderstwa popełnionego na znanym architekcie. Ślady prowadzą w głąb historii i sięgają czasów powstania styczniowego, gdy działała tajna organizacja Sztyletników. Po stowarzyszeniu pozostała nie tylko legenda, ale coś więcej: pamiątki i dokumentacja, którą zdają się interesować wszyscy – od rodzimej mafii do służb specjalnych. Nie dziwota więc, że Nawrocki i tym razem nie ma prostego zadania i musi stawić czoło zarówno rozmaitym zakapiorom (na przykład psychopatycznemu gangsterowi Bolkowi), jak i mocno ograniczonym oficerom.

Klejnocki łączy w „Południku 21” kryminał retro z czytelnymi aluzjami do współczesności. „Południk 21” nie osuwa się jednak w natrętną publicystykę, ponieważ ambicją autora jest tworzenie – tak to ujmijmy – kryminału inteligenckiego: z rozmaitymi aluzjami do literatury (np. do Juliusza Verne’a czy Roberta Ludluma). Jest zatem szansa, że każdy z czytelników znajdzie w tej książce jakiś pokład dla siebie, a wiele więcej od takiej literatury oczekiwać nie trzeba.
 

Jarosław Klejnocki, Południk 21, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2008, s. 346
 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj