Recenzja książki: Henning Mankell, "Comedia infantil"
Strzały w teatrze
Afryka i korowód śmierci.

Światową sławę Henning Mankell zawdzięcza cyklowi posępnych powieści kryminalnych, których bohaterem jest komisarz Kurt Wallander. Jednak dorobek tego szwedzkiego pisarza jest o wiele bardziej zróżnicowany i obejmuje zarówno powieści pisane dla dzieci, twórczość dramaturgiczną, jak i powieści rozgrywające się w Afryce. Wszakże Mankell od kilkudziesięciu lat tyle samo czasu spędza w Szwecji, ile w Mozambiku, gdzie prowadzi teatr. I właśnie teatr odgrywa w powieści „Comedia infantil” istotną rolę.

Oto piekarz José Antonio Maria Vaz znajduje na scenie teatru, sąsiadującego z jego piekarnią, ciężko rannego chłopca. Przenosi go na dach piekarni i tam przez dziewięć kolejnych nocy poznaje jego historię wypełnioną okrucieństwami wojny domowej, która przeplata się z tradycyjnymi wyobrażeniami czarnej Afryki. To właśnie ten splot przemocy i rytuału sprawił, że był on zarówno przywódcą bandy ulicznej, jakich pełno na ulicach Maputo, a zarazem uznawany był za proroka, cudotwórcę i uzdrowiciela.

Mankell nie pozostawia czytelnikowi złudzeń: korowód śmierci szalejącej po najbiedniejszych rejonach Afryki niełatwo będzie zatrzymać. Nikomu bowiem – zarówno na Czarnym Lądzie, jak i krajom zachodnim – na tym nie zależy. Za szaleństwo afrykańskich konfliktów odpowiadają wycinający się w pień watażkowie z miejscowych klanów, ale i w równym stopniu współczesnym zbrodniom winny jest grzech kolonializmu, trwającego w ukrytej postaci – w formie biedy i zacofania cywilizacyjnego – do dziś. I w taki nurt literatury postkolonialnej – wystawiającej rachunek hipokryzji Zachodu – „Comedia infantil” świetnie się wpisuje.
 

Henning Mankell, Comedia infantil, przeł. Anna Topczewska, W.A.B., Warszawa 2008, s. 319 

  
 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj