Recenzja książki: Aleksandra Marinina, "Śmierć i trochę miłości"
Umierająca panna młoda
Czwarta propozycja 'Lata z kryminałem'.

Major milicji Anastazja Kamieńska postanawia poślubić kolegę ze studiów, naukowca Aleksieja Czistiakowa. W przeddzień uroczystości milicjantka jest świadkiem pewnej rozmowy, z której wynika, że bezwzględny kryminalista Artiuchin raz jeszcze zakpił sobie z wymiaru sprawiedliwości. Gdy więc następnego dnia do Kamieńskiej dociera list z pogróżkami, wiele wskazuje, że to właśnie Artiuchin próbuje ją zastraszyć. Następnie rzeczy toczą się swoją koleją aż do chwili, gdy w urzędzie stanu cywilnego pada strzał. Przez moment wydaje się jeszcze, że morderca pomylił milicjantkę z inną kobietą, wszystko jednak zmienia się w chwili, gdy tego samego dnia, w innym urzędzie stanu cywilnego, popełniona zostaje podobna zbrodnia. Okazuje się także, że na milicję zaczynają zgłaszać się inne kobiety, które otrzymały anonimy z pogróżkami na kilka tygodni przed planowanym zamążpójściem. Staje się jasne, że w Rosji grasuje groźny psychopata. I równie oczywiste jest to, że zamiast miodowego miesiąca, major Kamieńska wybierze prowadzenie komplikującego się coraz bardziej śledztwa.

Aleksandra Marinina – eksmilicjantka, której powieści sprzedają się w Rosji w milionowych nakładach – ma umiejętność zawiązywania intrygującej fabuły. Ma także jeszcze jedną zdolność: potrafi stworzyć portrety różnych przedstawicieli nowego rosyjskiego społeczeństwa. U Marininy jest zatem miejsce dla szemranych polityków i biznesmenów, mafii działającej na skalę globalną, ale także dla rzezimieszków w starym stylu. Często też jakość tych zapadających w pamięć portretów sprawia, że w tle niknie gdzieś główna bohaterka. Jednak to ta, można by powiedzieć, milicjantka bez właściwości będzie musiała zmierzyć się w ostatecznej rozgrywce z przestępcą, który uosabia szaleństwo i rozchwianie współczesnej Rosji.

 
Aleksandra Marinina, Śmierć i trochę miłości, przeł. Elżbieta Rawska, s 320

  
 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj