Recenzja książki: Jarosław Maślanek, "Haszyszopenki"

Koniec wakacji i złudzeń
Dramat chłopięcej wyobraźni.

Sierpień 1982 r. Klatki, podwórza i zaułki jednego z osiedli w prowincjonalnym, przemysłowym mieście. W powietrzu zaduch wywołany oczekiwaniem na koniec: stanu wojennego (który mieszkańcy nazywają „wojną bez wojny”), wakacji (dla dzieci sezonu drobnych rozbojów i włóczęg), przyjaźni (w które wkraczają polityka, bimber i rozleniwienie). Koniec pogody i złudzeń. Jarosław Maślanek (1974), debiutujący powieścią „Haszyszopenki” współredaktor tygodnika „Polish Real Estate Market”, ma prawo pamiętać tamte lato jako kres rówieśniczych i własnych iluzji.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną