Recenzja książki: Paweł Huelle, "Opowieści chłodnego morza"

Ćwiczenia w pisaniu
Literacka mitologia Pomorza.

Po micie Gdańska, który w literaturze współtworzył Paweł Huelle, przyszedł czas na literacką mitologię Pomorza. Pisarz, narrator „Opowieści chłodnego morza”, zbiera ludzkie historie (w opowiadaniu „Mimesis” członkini protestanckiej wspólnoty menonitów opowiada mu swoje życie), morskie legendy (opowiadanie „Depka – Rzepka” wyjaśniające nazwę Półwyspu Helskiego), grzebie w kronikach (historia ostatniego potomka pruskiego rodu von Kotwitz w opowiadaniu „Abulafia”). Następnie tka z nich legendę regionu, w którym krzyżowały się tradycje, obyczaje, religie, narodowości.

Huelle wabi czytelników kunsztownymi frazami, by powrócić do tematów przewijających się przez jego twórczość. „Opowieści chłodnego morza” pisane są z punktu widzenia ludzi, dla których przeszłość ma intensywniejszy zapach niż teraźniejszość. Przesiąknięte są aurą utraty. Zdaje sobie z tego sprawę bohater opowiadania „Pierwsze lato”, kiedy pakując swoje rzeczy po rozwodzie, natrafia na nadpaloną Biblię. Znalazł ją przed laty w dawnej menonickiej osadzie podczas wakacji ze swoją pierwszą miłością. Do zaplanowanego spotkania po latach z kobietą, którą kiedyś kochał, nie dochodzi. A zresztą i tak nic nie jest już takie samo: ani miejsca, ani krajobraz, ani on sam. Nie da się cofnąć czasu. Kiedy sobie to uświadamia, wyrzuca Biblię do rzeki.

Motyw księgi przewija się przez prawie wszystkie opowiadania. W „Mimesis” pisarz odtwarza świat ludzi księgi, którzy w najdrobniejszych szczegółach kierowali się Biblią. Wierność literze nie uchroniła ich jednak przed zagładą. Niemcy wywieźli wszystkich mieszkańców i zastrzelili ich duchowego przewodnika. Ocalała dziewczyna ma wrażenie, że zabity starzec z raną w głowie wraca do zboru i wertuje księgi, krzycząc: błąd!

Huelle, pisarz zakochany w opowieści, wierzący w siłę literatury, zdaje się mówić: nie ma już jednej księgi, która scali świat. Świat rozsypał się na pojedyncze opowieści. Szkoda, że na pojedyncze opowieści rozsypuje się też jego najnowsza książka. Chłodne tło morskie nie jest wystarczającą klamrą dla bardzo różnych opowiastek. Przy lekturze niektórych („Ucieczka do Egiptu”, „Piętnaście kieliszków żandarma Polanego”) ciśnie się pytanie, czy warto wrzucać wszystkie zapasy z szuflady do jednego tomu.

 
Paweł Huelle, Opowieści chłodnego morza, Wydawnictwo Znak, Kraków 2008, s. 262
 

  

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj