Recenzja książki: Tadeusz Różewicz, "Kup kota w worku"

Kot w butach
Kilkadziesiąt stron kpiarskiej logorei.

Podczas pierwszej lektury tomu „Kup kota w worku” pomyślałem (parafrazując zamieszczony w nim wiersz o Mickiewiczu „mam żal do Ojca Adama”): „Różewicz jest dla mnie/Ojcem i Matką powojennej poezji polskiej/więc z szacunkiem i czcią/zwracam się do Rodzica/nie uchodzi Ojcze Tadeuszu/nie uchodzi wystawiać czytelnika/poezji/na taką próbę”. A próba jest teatralna (co nie znaczy, że oderwana od życia), bo prozy, sztuczki, wierszyki, wiersze i poematy, z których ta książka się składa, tworzą całość dramaturgiczną, spektakl z gazetą, telewizorem i Internetem w tle, będący opowieścią o przekopywaniu się poety do poezji i człowieka przez hałdy popkulturowego śmiecia, a zarazem o żegnaniu się z nią, o konieczności jej porzucenia.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną