Recenzja książki: Pascal Mercier, "Nocny pociąg do Lizbony"
Literackie śledztwo
Nawiązanie do klasyków postmoderny

Raimund Gregorius jest zwykłym 57-letnim nauczycielem w berneńskim gimnazjum, gdzie wykłada łacinę, grekę i hebrajski. Pod wpływem nieoczekiwanego spotkania z nieznajomą Portugalką trafia na książkę Amadeu de Prado „Złotnik słów”. Olśniony jej pięknem i głębią postanawia rzucić swoje dotychczasowe przewidywalne życie. Wyjeżdża do Lizbony, by szukać śladów pisarza. Na miejscu okazuje się, że o książce prawie nikt nie wie, a Prado zmarł jeszcze przed wybuchem rewolucji goździków w 1974 r. Wszyscy znali go jako świetnego lekarza, którego świat załamał się po odratowaniu Mendesa, szefa tajnej policji PIDE, zwanego „rzeźnikiem Lizbony”. Spotkania Gregoriusa z kolejnymi znajomymi Prado odsłaniają fascynujący umysł tego wymyślonego pisarza.

Jednak dla Pascala Merciera (a właściwie Petera Bieriego, bo tak nazywa się szwajcarski autor) tło historyczne ani Lizbona nie są najważniejsze. Literackie śledztwo, dotyczące nieistniejącej książki, przywodzi na myśl „Jeśli zimową nocą podróżny” Italo Calvino. W świetnie napisanym „Nocnym pociągu do Lizbony” znajdziemy zresztą więcej nawiązań do klasyków postmoderny, pojawia się tu m.in. doskonale znany z Canettiego i Eco obraz płonącej biblioteki. Nie można jednak mówić o wtórności. Mercier mierzy się przede wszystkim z problemem niemożności poznania drugiego człowieka, ale także samego siebie, ponieważ: „Życie nie jest tym, co przeżywamy, jest tym, co wyobrażamy sobie, że przeżywamy”.
 

Pascal Mercier, Nocny pociąg do Lizbony, przeł. Magdalena Jatowska, Noir Sur Blanc, Warszawa 208, s. 384 

 

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj